Przez dziewięć dni ulice należą do byków. Krwawa tradycja ponownie dzieli Hiszpanię
Przez dziewięć dni ulice Pampeluny ponownie wypełnią się tysiącami ubranych na biało i czerwono uczestników jednego z najsłynniejszych festiwali świata. Rozpoczęła się kolejna edycja San Fermín, której najbardziej rozpoznawalnym elementem są poranne gonitwy z bykami. Choć wydarzenie co roku przyciąga ponad milion turystów, od lat wywołuje także gorącą debatę na temat bezpieczeństwa i praw zwierząt.

W stolicy Nawarry rozpoczęły się obchody ku czci św. Fermina – patrona miasta, których tradycja sięga końca XVI wieku. Oficjalnym początkiem święta jest słynny chupinazo, czyli wystrzał rakiety z balkonu ratusza, po którym centrum Pampeluny zamienia się w morze białych strojów i czerwonych chust. Przez kolejne dziewięć dni miasto liczące około 200 tys. mieszkańców odwiedzą setki tysięcy gości z całego świata. Oprócz koncertów, parad, pokazów sztucznych ogni i wydarzeń religijnych największe emocje – i jednocześnie największe kontrowersje – tradycyjnie wzbudzają codzienne gonitwy z bykami oraz popołudniowe korridy.
Historia festiwalu San Fermín. Jak narodziła się najsłynniejsza fiesta Hiszpanii?
Korzenie San Fermín sięgają średniowiecza, choć festiwal w obecnej formie powstawał przez stulecia. Początkowo były to trzy odrębne wydarzenia: religijne uroczystości ku czci św. Fermina (pierwszego biskupa Amiens i współpatrona Nawarry), wrześniowe jarmarki przyciągające kupców z całego regionu oraz przepędzanie byków ulicami Pampeluny na arenę walk. Z czasem wszystkie te elementy zaczęły się przenikać, tworząc jedno z najbardziej charakterystycznych świąt w Europie.
W 1591 roku, ze względu na niesprzyjającą pogodę i względy handlowe, zdecydowano o przeniesieniu obchodów z października na lipiec – i właśnie wtedy narodził się kalendarz obowiązujący do dziś. Symbolem fiesty stał się biały strój z czerwonymi dodatkami: chusta nawiązuje do męczeńskiej śmierci św. Fermina, natomiast charakterystyczny chupinazo oficjalnie otwiera dziewięć dni nieprzerwanego świętowania.
Choć dziś San Fermín kojarzy się przede wszystkim z gonitwami byków, mieszkańcy Pampeluny podkreślają, że to przede wszystkim święto lokalnej tożsamości, obejmujące procesje religijne, koncerty, parady olbrzymich figur Gigantes y Cabezudos, pokazy fajerwerków oraz setki wydarzeń kulturalnych. Międzynarodową sławę festiwal zyskał dopiero w XX wieku, głównie za sprawą Ernesta Hemingwaya, który uwiecznił San Fermín w powieści „Słońce też wschodzi”.

San Fermín 2026. Ranni po pierwszych gonitwach i kolejne protesty przeciw korridzie
Tegoroczna edycja San Fermín potrwa do 14 lipca, a jej najbardziej charakterystycznym elementem (podobnie jak od stuleci) pozostają codzienne poranne encierros, czyli gonitwy z bykami organizowane od 7 do 14 lipca. Każdego dnia o godzinie 8:00 sześć byków przeznaczonych do wieczornej korridy oraz kilka prowadzących je wołów pokonuje liczącą około 850 metrów trasę przez wąskie uliczki starego miasta aż do areny Plaza de Toros. Cały bieg trwa zazwyczaj od dwóch do czterech minut, jednak dla tysięcy uczestników i widzów są to jedne z najbardziej emocjonujących chwil całego festiwalu.
Mimo licznych zabezpieczeń wydarzenie niezmiennie wiąże się z dużym ryzykiem. Według informacji przekazywanych przez hiszpańskie służby medyczne oraz amerykańskie media, do środy rannych zostało co najmniej pięć osób, głównie w wyniku upadków i zderzeń z rozpędzonymi zwierzętami. W ponad stuletniej historii współczesnych gonitw życie straciło 16 uczestników, a ostatni śmiertelny wypadek odnotowano w 2009 roku. Z tego powodu organizatorzy każdego dnia przypominają o obowiązujących zasadach bezpieczeństwa i apelują, aby w biegu uczestniczyły wyłącznie osoby świadome zagrożenia oraz odpowiednio przygotowane.
Równie głośno jak o samych gonitwach mówi się jednak o protestach przeciwko wykorzystywaniu zwierząt podczas święta. Dzień przed rozpoczęciem tegorocznego San Fermín (czyli w niedzielę 5 lipca) ulicami Pampeluny przeszła demonstracja zorganizowana przez obrońców praw zwierząt. Aktywiści, ubrani jedynie w białą bieliznę, pomalowani czerwoną farbą imitującą krew i wyposażeni w sztuczne bycze rogi, zwracali uwagę na los zwierząt wykorzystywanych podczas fiesty. Wśród protestujących znalazła się również osoba przebrana za Jezusa Chrystusa, a na transparentach pojawiały się hasła, m.in. „Bullfighting is a sin” („Walki byków to grzech”).
Demonstranci podkreślali, że zwierzęta, które rano uczestniczą w gonitwach ulicami Pampeluny, jeszcze tego samego dnia giną podczas korridy. Ich zdaniem festiwal, słynący z muzyki, lokalnej kuchni i wielowiekowych tradycji, mógłby zachować swój wyjątkowy charakter również bez walk z bykami. Mimo narastającej krytyki San Fermín pozostaje jednym z największych wydarzeń kulturalnych i turystycznych w Hiszpanii, przyciągając co roku ponad milion odwiedzających z całego świata i generując wielomilionowe wpływy dla lokalnej gospodarki.
Źródła: Euronews, Martin Cid Magazine, Deutsche Welle
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

