Polskie uzdrowisko znika z mapy. Domy stoją na krawędzi kopalni
Opolno-Zdrój zapisało się na mapie dzięki słynnemu uzdrowisku, które gościło wiele pokoleń Polaków. Od paru lat wioska zamieszkana przez 742 osób wymiera, a mieszkańcy obawiają się, że z powodu ekspansji pobliskiej kopalni Turów zmuszeni będą opuścić domy. I choć właściciel odkrywki, PGE, oficjalnie zapewnia, że tak się nie stanie, jego koncesja obowiązywać będzie jeszcze przez dekady.

Turów rozpoczął działalność w 1904 roku jako kopalnia podziemna, a po II wojnie światowej został przekształcony w odkrywkę. Rozbudowa zakładu stopniowo zmieniała Opolno-Zdrój. Część nieruchomości przejęto, źródła mineralne wyschły, a dziś wyrobisko znajduje się tuż przy zabudowaniach wsi.
Tu kiedyś było uzdrowisko
Opolno-Zdrój powstało dzięki temu, co później odebrała mu kopalnia. W XIX wieku odkryto tu źródła mineralne i miejscowość zaczęła rozwijać się jako uzdrowisko. Powstał zakład kąpielowy, później pensjonaty i parki, do których przyjeżdżali kuracjusze z Dolnego Śląska, Saksonii i Czech. Po II wojnie światowej uzdrowisko działało jeszcze przez pewien czas, ale korzystać z niego mogli przede wszystkim ludzie związani ze służbami mundurowymi i ich rodziny.
Później dawne nieruchomości zdrojowe przejęła kopalnia Turów i urządziła w nich między innymi hotele robotnicze. Dziś dawne uzdrowisko nie jest już jednym kompleksem, ale zbiorem rozrzuconych po miejscowości budynków: willi, domów przysłupowych, dawnych łaźni i innych obiektów, które przypominają o funkcji, od której Opolno wzięło swoją nazwę.
Wraz z rozwojem kopalni zaczęły zanikać źródła wody mineralnej. Jak podaje Państwowy Instytut Geologiczny, obecnie całkowicie wygasły i nie ma już perspektyw na reaktywację uzdrowiska. Turów odebrał więc Opolnu nie tylko część krajobrazu, ale także podstawę jego dawnego istnienia.
Jak Dawid z Goliatem
Przez lata mieszkańcy żyli w niepewności dotyczącej przyszłości swoich domów. Radosław Gawlik, prezes Eko-Unii, od lat zaangażowany w spór o przyszłość Turowa, pamięta grupę mieszkańców, która zwróciła się do niego z prośbą o pomoc w wykupieniu ich nieruchomości przez kopalnię. Chcieli się wyprowadzić, bo nie wiedzieli, jak długo jeszcze będą mogli normalnie żyć w Opolnie.
– Mieszkańcy byli tak zestresowani tą niepewnością. Jak ich wykupywali, to przynajmniej mieli święty spokój. Gmina też się zaczęła stamtąd wycofywać. Nie chciała tam inwestować, bo logika była taka: po co tam budować wodociągi i inwestować, skoro i tak przyjdzie kopalnia. – opowiada Gawlik. Na skraju wsi, tam gdzie zabudowania spotykają się z odkrywką, widać dziś ślady tej historii: opuszczone ogrody, ruiny i puste miejsca po budynkach, które zostały wyburzone.

Niektóre nieruchomości, które wcześniej kupiła kopalnia, mogą dziś nie być już jej potrzebne. Sam Turów zbliża się do Opolna wolniej niż zakładano, między innymi dlatego, że znaczenie węgla i zapotrzebowanie na energię z takich źródeł maleje.
Poprosiliśmy PGE o komentarz. Nie otrzymaliśmy go do czasu publikacji tego artykułu.
Jest też człowiek, którego kopalnia nie wykupiła. Radosław Gawlik wiąże to z jego wcześniejszymi konfliktami z PGE – był pracownikiem kopalni, który otwarcie zwracał uwagę na problemy związane z kulturą pracy. Dziś mieszka niemal jak na wyspie, otoczony terenami należącymi do kopalni. Według naszego rozmówcy paradoksalnie może się okazać, że to właśnie on zostanie w Opolnie najdłużej.
Co zostanie po kopalni?
Niepewność dotyczy jednak także tego, co stanie się z historyczną zabudową miejscowości. Jak mówi nam Elżbieta Lech-Gotthardt, wiceprezeska Stowarzyszenia Dom Kołodzieja, jedynym obiektem wpisanym do rejestru zabytków w Opolnie-Zdroju jest kościół. Pozostałe budynki, choć mają wartość historyczną, nie są objęte taką ochroną. W przypadku części domów przysłupowych konserwator odmawiał wpisu do rejestru, uznając je za typowe przykłady regionalnej zabudowy.
A jednak w tej samej miejscowości Elżbieta Lech-Gotthardt postanowiła sprawdzić, czy z zabytkowego budynku da się zrobić coś więcej niż kolejny pusty dom. Kupiła lokal po dawnej poczcie i urządziła w nim apartamenty. Sąsiedzi początkowo pukali się w głowę: kto przyjedzie do Opolna?

Dziś pojawiają się turyści, także rowerowi, którzy traktują wieś jako bazę wypadową do Czech i Niemiec. Wraz z apartamentami zaczęło zmieniać się też podwórko. Mieszkańcy zaczęli odnawiać wspólne części budynku, porządkować posesje i dbać o ich wygląd.
To był eksperyment, ale zakończony konkretnym wynikiem. Pokazał, że zabytkowa zabudowa może być nie tylko ciężarem wymagającym pieniędzy na remont, ale także wartością, za którą ktoś jest gotów zapłacić. Opolno ma domy przysłupowe, dawne wille i pozostałości uzdrowiska, a do tego położenie blisko Czech i Niemiec. Być może więc przyszłość tej miejscowości nie musi polegać wyłącznie na tym, jak długo będzie potrzebna kopalni. Jest też możliwość, by zacząć budować ją na tym, co jeszcze tu zostało.
Chcesz znaleźć więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasz autor
Kuba Stasiak Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.

