„Podróbki” Bali, Santorini i Rzymu są nowym hitem. Te miejsca wypierają zatłoczone klasyki
Najpopularniejsze kierunki turystyczne coraz częściej zmagają się z nadmiernym ruchem odwiedzających. Tłumy na ulicach historycznych centrów, kolejki do atrakcji i rosnąca presja na lokalną infrastrukturę stają się problemem zarówno dla mieszkańców, jak i samych podróżnych. Okazuje się jednak, że wiele z tych obleganych miejsc ma swoje mniej oczywiste, a równie urokliwe odpowiedniki, które pozwalają doświadczyć podobnego klimatu bez poczucia masowości.

Idea „duplikatów” popularnych destynacji turystycznych nie jest nowa, jednak w obliczu rosnącej liczby podróżnych zyskuje zupełnie nowe znaczenie. Wraz z tym, jak kolejne miejsca trafiają na listy „must see”, rośnie też zainteresowanie alternatywami oferującymi podobne krajobrazy, architekturę czy styl życia, ale w spokojniejszej, mniej komercyjnej odsłonie. Teraz platforma Airbnb, analizując dane wyszukiwania użytkowników, wskazała lokalizacje, które mogą stać się najciekawszymi zamiennikami zatłoczonych kurortów, metropolii i wakacyjnych klasyków w nadchodzącym sezonie podróżniczym.
Słoneczne alternatywy dla zatłoczonych klasyków wakacyjnych
Coraz więcej podróżnych świadomie odchodzi od najbardziej obleganych kurortów, poszukując miejsc oferujących podobne walory krajobrazowe i estetyczne, lecz funkcjonujących w bardziej kameralnej skali. Tym samym zamiast przepełnionego w sezonie Santorini ich uwagę przyciąga Altea na hiszpańskim wybrzeżu Costa Blanca. To miasteczko o białej zabudowie, stromych brukowanych uliczkach i punktach widokowych nad Morzem Śródziemnym przywodzi na myśl greckie pejzaże, ale zachowuje znacznie spokojniejszy rytm życia. Centralnym punktem starówki jest kościół z charakterystyczną, kobaltową kopułą, a lokalne galerie, niewielkie place i rodzinne restauracje nadają temu miejscu autentyczności, której coraz częściej brakuje najbardziej znanym wyspom.
Podobnie działa zestawienie Bali z Croyde w hrabstwie Devon. Choć brytyjskie wybrzeże różni się klimatem od Indonezji, oba miejsca łączy silna kultura surfingu oraz bliskość natury. Szeroka piaszczysta zatoka, wydmy i zielone wzgórza tworzą przestrzeń sprzyjającą aktywnemu wypoczynkowi, a niewielka skala miejscowości sprawia, że podróż nabiera bardziej lokalnego, wspólnotowego wymiaru. W podobny sposób szkocką Skye można zastąpić wyspą Barra, znaną z jasnych plaż, surowych wzgórz i niewielkiej społeczności, gdzie krajobraz i poczucie przestrzeni dominują nad infrastrukturą turystyczną.
To jednak nie wszystko. Zamiast popularnej Marbelli rekomendowana bywa Denia – portowe miasto z historycznym zamkiem górującym nad starówką i rozległymi plażami regionu Walencji. Łączy ono dostęp do morza z bogatym dziedzictwem architektonicznym i codziennym rytmem życia mieszkańców, oferując śródziemnomorską atmosferę bez nadmiernego rozmachu typowego dla luksusowych kurortów. Natomiast w Azji alternatywą dla zatłoczonego Phuket jest Koh Yao Noi w Zatoce Phang Nga. Wapienne klify wynurzające się z morza, plantacje kauczuku i niewielkie wioski rybackie budują krajobraz bliższy tradycyjnej Tajlandii niż globalnym centrom turystycznym.

Mniej znane miasta i krajobrazy jako odpowiedź na overtourism
Rosnące zmęczenie podróżnych nadmiernym tłokiem w najbardziej rozpoznawalnych europejskich metropoliach sprawia, że coraz częściej wybierane są mniejsze miasteczka oferujące porównywalną wartość kulturową, lecz funkcjonujące w spokojniejszej skali. Właśnie dlatego zamiast przeciążonego ruchem turystycznym Rzymu uwagę przyciąga Genua – miasto o silnym dziedzictwie morskim i kupieckim, którego pałace wpisane na listę UNESCO, wąskie uliczki historycznego centrum i czynny port tworzą autentyczną tkankę miejską, a nie wyłącznie scenografię dla zwiedzających.
Podobny mechanizm widać w zestawieniu Dubrownika z niewielkim Perastem. Gdy chorwackie miasto zmaga się z napływem wycieczkowców, Perast oferuje tę samą estetykę Adriatyku (kamienne pałace, weneckie dziedzictwo i widok na zatokę), lecz w warunkach pozwalających rzeczywiście doświadczać przestrzeni.
Z kolei podróżni rozczarowani komercjalizacją Pragi kierują wzrok ku Tbilisi, gdzie historyczna zabudowa, tradycja winiarska i dynamiczna scena kulturalna tworzą środowisko w mniejszym stopniu podporządkowane masowej turystyce. Drewniane balkony starego miasta, łaźnie siarkowe oraz twierdza Narikala budują kontekst historyczny, który naturalnie łączy się z nową gastronomią i życiem nocnym.
Ten sam schemat przenosi się na krajobrazy przyrodnicze. Zamiast dalekiej wyprawy do Wielkiego Kanionu Kolorado część podróżnych wybiera Tolmin w Alpach Julijskich. Głębokie wąwozy, turkusowe rzeki i skalne ściany oferują równie spektakularną rzeźbę terenu, lecz w środowisku bardziej dostępnym i mniej obciążonym presją turystyczną. W efekcie zmiana destynacji nie oznacza rezygnacji z wrażeń – przeciwnie, pozwala odzyskać poczucie realnego kontaktu z miejscem, które w najbardziej znanych lokalizacjach bywa dziś trudne do osiągnięcia.
Źródła: Airbnb, Time Out
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.


