Pałac i ogród w Przelewicach stały się symbolami całego województwa. Oto najpiękniejszy zakątek w Zachodniopomorskiem
Mimo upływu lat pałacowy ogród to oaza zieleni łącząca cechy lasu, parku i łąki. A sam pałac w Przelewicach jest ważnym punktem kulturalnym na Pomorzu Zachodnim.

Spis treści:
Wędrowanie po ścieżkach Ogrodu Dendrologicznego w Przelewicach przypomina odczytywanie palimpsestu. Przemieszczam się po żwirowych alejkach, przeskakuję po kamieniach pomiędzy strumieniami, przekraczam łukowate mostki, pławię się w cieple oranżerii. Każdy krok jest odkrywaniem światów ukrytych. Ogród, od momentu powstania w 1805 r., przechodził – i nadal przechodzi – nieustanne zmiany. Nic nie jest tu stałe: roślinność, obszar, bieg ścieżek, zabudowania, styl całości. Przy odrobinie uwagi wciąż można jednak dostrzec ślady minionego czasu. W jakimś sensie jest to podróż po historii Pomorza Zachodniego.
Jej tryby uruchomił ówczesny właściciel Przelewic, August Heinrich von Borgstede, który zlecił nie tylko wybudowanie pałacu – stojącego do dziś w pobliżu ogrodu – ale też parku w stylu angielskim o powierzchni 248 mórg. Znalazło się w nim miejsce na sady owocowe, warzywniaki i szparagarnie, co świadczy o pragmatycznym podejściu do życia Augusta – plony z ogródka i sadu stanowiły ważną część zaopatrzenia pałacowej kuchni.
Tę tradycję kontynuował książę August Pruski, kolejny właściciel przelewickiego majątku. Czy da się jeszcze znaleźć ślady tamtych użytecznych działek? Owszem, choć to trudne, gdyż książę w swoich twórczych ambicjach szybko wyszedł poza ramy praktyczności. Pałac wraz z ogrodem zakupił jako zabezpieczenie przyszłości dzieci pochodzących z nieformalnego związku z Augustą Arend (która później zyskała tytuł szlachecki i zaczęła mianować się baronową von Prillwitz) i być może z myślą o niej stopniowo upiększał ogród, tworząc coraz pokaźniejsze areały przeznaczone na rzeczy nie do konsumowania, lecz podziwiania: kwiaty i egzotyczne rośliny.
Jak stworzyć las
Prawdziwe zmiany nadeszły jednak w 1922 r., gdy ziemię kupił zamożny przemysłowiec z Berlina, Conrad von Borsig. Dorobił się na inżynierii mechanicznej, jego prawdziwą pasją – być może będącą przeciwwagą dla świata projektów i maszyn, w którym się na co dzień obracał – były drzewa. Jako członek Niemieckiego Towarzystwa Dendrologicznego przyglądał się różnym gatunkom roślin, dumając nad prawidłami ich aklimatyzacji w zmiennych warunkach.
Gdy tylko stał się właścicielem pałacu w Przelewicach, zabrał się więc do przekształcania parku w Ogród Dendrologiczny. Jego pomysł na to miejsce okazał się klarowny – dotychczasowy park w stylu angielskim miał przybrać kształt naturalnego, choć okiełznanego ręką człowieka, lasu. Do przebudowy zatrudnił specjalistów z berlińskiej szkółki drzew, stawiając przed nimi wyzwanie wkomponowania jak największej liczby gatunków roślin w zastaną przestrzeń.
To wówczas ogród zyskał charakter, który zachował w dużej mierze do dzisiaj. Nadal, mimo upływu lat oraz zniszczeń po drugiej wojnie światowej, jest to oaza zieleni łącząca cechy lasu, parku i łąki. Twórcy ogrodu nie pozbyli się jednak całkowicie tego, co stworzyli poprzedni właściciele majątku – do historii tego miejsca dołożyli tylko kolejną warstwę.
Śladem wcześniejszych lat są, dziś już potężne, sosny wejmutki, platany, miłorzęby czy też, nieco mniej okazałe, jesiony, klony, lipy i buki. Borsig postanowił wykorzystać je jako rodzaj naturalnej ściany, tła dla nowo posadzonych, a obcych dla tego terenu gatunków roślin. Szpaler drzew i krzewów świetnie chronił je przed wiatrem, a zimą śniegiem. Jedynie od północnej strony parku zrobiono w starym lesie przecinkę, by zyskać widok na niemal 3-hektarową łąkę. Na skutek starań właściciela majątku i jego ekipy w przelewickim parku pojawiło się ponad pięćset gatunków drzew i krzewów, nie tylko europejskich, ale też pochodzących z Azji i Ameryki Północnej.
Ogród jako miłość życia
Przechadzając się po tym spowitym zielenią terenie, widzę oczyma wyobraźni Borsiga, jak wydeptuje ścieżki i dogląda coraz to kolejnych zakątków tematycznych, które tworzył: ogrodu japońskiego, wrzosowiska, polany śródleśnej czy wąwozu krzewów zimozielonych. Mijam mostki i imponujące japońskie pagody (popularne miejsca na zdjęcie), myśląc o tym, jak wiele pracy, ale też wyczucia wymagało połączenie tych siedlisk w harmonijną całość.

Conrad Borsig poświęcał jednak temu miejscu mnóstwo czasu, wciąż coś udoskonalając. Chociaż głęboka miłość do ogrodu okazała się kosztowna – przedsiębiorca, pochłonięty pielęgnowaniem kolejnych okazów, trwał w Przelewicach przez całą wojnę, a gdy konflikt przyjął dla Niemców niekorzystny obrót, nie zdecydował się na opuszczenie ukochanego miejsca. Być może nie wierzył w ostateczną klęskę nazistowskich wojsk i do końca liczył na to, że uda mu się uchronić majątek.
Zginął zastrzelony przez prących na zachód żołnierzy radzieckich. Pozostał w swoim ogrodzie na zawsze, pochowany na jego terenie. Gdy docieram do alei różanej, natykam się na poświęcony mu pamiątkowy kamień – był pierwszym dyrektorem ogrodu, a jego pomysł stworzenia arboretum wciąż jest wyznacznikiem dla obecnych właścicieli parku.
Jak z Jane Austen
Im bliżej pałacu, tym naturalistyczny świat roślin staje się bardziej uporządkowany, wytyczony według określonych linii, ujarzmiony. Ten fragment posiadłości przypomina mi scenerię z ekranizacji książek Jane Austen. Odruchowo rozglądam się za jakąś zakochaną elegancką parą, która wychynie zza przyciętego żywopłotu, by toczyć poważne dyskusje o świecie, delikatnie przy tym flirtując.
Na tyłach dwupiętrowego budynku, pochodzącego z początków XIX w., zbudowano szeroki taras ze schodami, które prowadzą w labirynt roślinnych ścian, a dalej na równo wystrzyżony trawnik. To idealne miejsce na to, by odpocząć w promieniach słońca lub wypić kawę przy jednym ze stolików.
Obiekt, po gruntownej i starannej modernizacji przeprowadzonej kilka lat temu, został dostosowany do potrzeb turystów. Można tu wynająć pokój, obejrzeć jedną z wystaw czasowych, coś zjeść czy w końcu wziąć udział w organizowanych cyklicznie konferencjach, warsztatach i spotkaniach z ciekawymi ludźmi, którzy zjeżdżają tu z całej Polski. Dziś, po wielu zawirowaniach historycznych i kolejnych zmianach właścicieli, pałac w Przelewicach jest bowiem siedzibą Zachodniopomorskiego Centrum Kultury Obszarów Wiejskich i Edukacji Ekologicznej. Pełni rolę ważnego punktu kulturalnego w regionie.
Od nowa
Po zakończeniu wojny majątek został znacjonalizowany i do późnych lat 70. pałac służył za magazyn i mieszkania. Nieremontowany powoli niszczał, a po zmianie systemu politycznego został porzucony na pastwę losu. Dopiero na początku tego stulecia, dzięki funduszom Unii Europejskiej, przejęty przez samorząd obiekt udało się wyremontować. Następny etap prac, przeprowadzony już z myślą o dostosowaniu pałacu do potrzeb przyjezdnych oraz instytucji kulturalnej, zakończył się w 2024 r.
Przechadzając się po długich korytarzach rezydencji mam wrażenie, jakbym przemykał po budynku, któremu udało się umknąć spod władania czasu – wszystko jest tu niemal jak nowe, pieczołowicie zrekonstruowane i odnowione. Projektanci zadbali o zachowanie ocalałych śladów przeszłości. Dłuższą chwilę spędzam w piwnicy, z zadartą głową podziwiając sufit i górne partie ścian sali kolumnowej, w której widać relikty malowideł o motywach roślinnych z początku XX w. Czy patrzył na nie Conrad Borsig, gdy wieczorem schodził tu po jedną z przechowywanych w chłodzie butelek wina?
Jestem pewny, że zarówno Borsig, jak i August von Borgstede czy książę August Pruski odnaleźliby się dziś w tych pałacowych przestrzeniach. Być może byliby nieco zdziwieni widokiem grupki miłośników jogi, rozciągających się w ramach wspólnych zajęć na matach lub lepiących z gliny naczynia podczas warsztatów garncarstwa. Z pewnością doceniliby jednak fakt, że pałac i ogród nadal istnieją. I choć są nieco inne niż lata temu, wciąż pozostały miejscem żywym, inspirującym i pozwalającym znaleźć nieco wytchnienia od codzienności. Przespacerować się między gęstymi drzewami, zasiąść na tarasie, zanurzyć stopy w chłodnej wodzie potoku. Przelewice wciąż, pomimo burzliwej historii, pozostały perłą Pomorza Zachodniego.
Nasz ekspert

Więcej o atrakcjach Pomorza Zachodniego piszemy w najnowszym wydaniu „National Geographic Extra” nr 1/2026 – już w sprzedaży!


