Reklama

Spis treści:

O uzdrowiskach w zachodnich Czechach wiedziałem tyle, co nic. Wstyd się przyznać, ale budziły we mnie skojarzenia z Ciechocinkiem (z całym uwielbieniem dla jego miłośników) czy – w najlepszym wypadku – Lądkiem Zdrojem. Spodziewałem się gryzącego w nos siarczystego zapachu termalnej wody, tradycyjnej, opartej na kluskach kuchni i specyficznej czeskiej mody. Dostałem jednak dużo, dużo więcej. Wiem, że będę tam wracać: szczególnie do Mariańskich Łaźni, które od 2021 roku zajmują należne sobie miejsce na liście UNESCO. To o nich w szczególności chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć.

Podróż w czasie do krainy Goethego i Chopina

Do Mariańskich Łaźni wjechałem… znienacka. Podróż samochodem z Pragi okazała się krótsza niż zakładałem, a wygodna autostrada skróciła przyjemność słuchania czeskiego radia (wiecie, że Britney Spears to w Czechach Britney Spearsova?). Nie umiałem dobrze przetrawić tego, co widzę.

W Mariańskich miałem się bowiem wrażenie, że za dotknięciem magicznej różdżki przeniosłem się sto lat wstecz. Wyglądały bardzo nietypowo: ciągnęły się po horyzont wzdłuż długiej ulicy pełnej urokliwych XIX-wiecznych kamienic, kolumnad i w towarzystwie spacerujących leniwie kuracjuszy, co jakiś czas przysiadających na ławeczkach i sączących zdrowotne wody ze specjalnych kubeczków. Czas się tutaj zatrzymał, ale w ten pozytywny sposób. Takich miejsc już po prostu nie ma.

Dolina moczarów skrywająca leczniczy skarb

Trudno uwierzyć, że jeszcze 200 lat temu w miejscu tych szerokich alei i parków znajdowały się dzikie moczary. Mariańskie Łaźnie od początku planowano z rozmachem jako miejsce dla europejskiej arystokracji. Wszystko zaczęło się jednak od Johanna Nehra, lekarza, który dowiódł, że tutejsze zimne wody mineralne mają wyjątkowe działanie lecznicze.

W mieście bije aż 50 źródeł, bogatych w sole żelaza i dwutlenek węgla. Pomagają na układ krążenia, trawienie, a nawet problemy oddechowe czy dermatologiczne. Muszę przyznać – gdy odwiedziłem imponującą Kolumnadę Maksyma Gorkiego z 1889 roku, w pobliżu której znajdziemy krany z leczniczą wodą – od razu było mi jakoś lżej. Nawet mimo tego, że wcześniej nic mi nie dolegało.

Kolumnada Maxima Gorkiego w Mariańskich Łaźniach
Kolumnada Maxima Gorkiego w Mariańskich Łaźniach robi ogromne wrażenie o każdej porze roku. Warto zwrócić uwagę na ręcznie malowane freski na jej suficie / fot. National Geographic Polska

Nie słuchajcie mnie, posłuchajcie Chopina i Franciszka Józefa

W czasach świetności Mariańskie Łaźnie gościły najznamienitsze nazwiska. Przy głównej ulicy stoi dom, w którym mieszkał Fryderyk Chopin (w jednym z parków znajdziemy także poświęcony mu pomnik), a a główny plac nosi imię Goethego. Słynny pisarz odwiedził ten region 33 razy, a Mariańskie ukochał szczególnie ze względu na lokalną dziewczynę, w której się zakochał. Miał wtedy ponad 70 lat, ona zaledwie 17 – ale to temat na zupełnie inną opowieść.

Już po kilku latach od założenia miasto odwiedzali także Johann Strauss, Franz Kafka, Thomas Edison, Mark Twain, Vladimir Nabokov czy – siedmiokrotnie – król angielski Edward VII. Ten ostatni założył tu w 1905 roku prestiżowe pole golfowe, które jako jedyne w Czechach może mienić się mianem „królewskiego” – czyli posiadającego oficjalny patronat brytyjskiego monarchy. Można tam poczuć ducha arystokracji, co – nie ukrywam – trzeba po prostu lubić. Jeśli brytyjska monarchia Was nie interesuje, to może spróbujemy z innej strony – miasto wielokrotnie odwiedzał także cesarz Austro-Węgier Franciszek Józef I.

Coś dla ciała, coś dla ducha (i coś dla piwoszy)

Kamienice – chociażby nie wiem jak piękne – potrafią jednak zmęczyć nawet najbardziej chłonne oko. To jednak nie problem: do Mariańskich przyjechałem samochodem, więc wystarczy chwila, by znaleźć się w rezerwacie przyrody Kladské rašeliny. Wśród torfowisk i lasów zrozumiałem, że elementem kuracji jest tu nie tylko picie wody, ale też obcowanie z naturą i zmiana powietrza, którą czuje każdy przyjezdny z nizin – taki jak ja.

Nie tylko leczniczą wodą żyje człowiek. Mariańskie Łaźnie to także okazja na spróbowanie między innymi lokalnego piwa z mieszczącego się nieopodal browaru Chodovar, który jako ostatni w kraju znajduje się w rękach czeskiej rodziny. Ja nie mogłem się oprzeć i musiałem go odwiedzić – wprowadzono mnie do mieszczącej się w skalnych głębinach restauracji, w której po przejściu kilkunastometrowego korytarza wykutego w litym kamieniu mogłem raczyć się najświeższym piwem i tradycyjnym czeskim hovězí guláš. Uwaga: w kamieniu zupełnie nie było zasięgu, ale to tylko potęgowało klimat.

Franciszek Józef i czeski browar Chodovar
Po spotkaniu z Franciszkiem Józefem I warto wybrać się do wykutego w skale czeskiego browaru. / fot. National Geographic Polska

Widok na uzdrowisko ze Swissôtel Mariánské Lázně

Miałem to szczęście, że odwiedzając Mariańskie Łaźnie mogłem patrzeć na nie z wysoka: z okien nowo otwartego hotelu szwajcarskiej marki Swissôtel, która chyba zrozumiała specyficznego ducha czeskiego uzdrowiska. Bo odwiedzając miejsce o tak specyficznej historii ostatnim, czego bym chciał, to spać w miejscu… stworzonym od linijki. Lubię miejsca z „duszą”, z „tym czymś”. Swissôtel Mariánské Lázně połączył kilka historycznych budynków w jeden ambitny projekt, w którym każdy pokój jest inny, a wszystkie łączą szwajcarskie zdrowie podejście do życia z czeską gościnnością.

– Wyjątkowa historia Mariańskich Łaźni idealnie łączy się z DNA marki Swissôtel – wyjaśnia Jean Wendlig, Vice President Operations Management for Premium, Midscale and Economy brands, Eastern Europe Accor. – Wprowadzamy tu nową jakość poprzez połączenie zabytkowej architektury kurortu ze szwajcarską precyzją i nowym podejściem do odnowy biologicznej. To dzięki temu możemy zaoferować gościom coś więcej niż nocleg.

Swissôtel Mariánské Lázně
Mariańskie Łaźnie są piękne, ale Swissôtel Mariánské Lázně idealnie wpasowuje się w tę scenerię. / fot. materiały prasowe, National Geographic Polska

Jak dotrzeć i czy warto?

Podróż samochodem z Pragi to około 2 godziny komfortowej jazdy. Podobnie szybko jedzie wygodny pociąg Pendolino, który zatrzymuje się w samych „Mariańskich”. To właśnie w dobrym połączeniu upatrywany jest sukces „czeskiego trójkąta uzdrowiskowego” wśród polskich turystów – Mariańskie Łaźnie to świetny pomysł na przystanek w trakcie samochodowego „roadtripu”. Możemy połączyć go z wizytą w Czeskim Raju (znanym fanom gry „Kingdom Come: Deliverance II”), Pragą czy nieco bardziej zatłoczonymi Karlowymi Warami.

Wszystko wskazuje na to, że tegoroczne wakacje spędzimy w Europie – to idealna okazja, by sprawdzić, co mają do zaoferowania nasi południowi sąsiedzi. Ja sprawdziłem i zapewniam: mają wiele. Warto zaplanować wycieczkę do Czech.

Źródło: National Geographic Polska

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Reklama
Reklama
Reklama