Odwiedziłem czeski trójkąt SPA. To nowy ulubiony kierunek Polaków?
W 2025 roku wydarzyło się coś przełomowego: po raz pierwszy Polacy odwiedzili Czechy tłumniej niż Słowacy. Według danych Czeskiej Centrali Ruchu Turystycznego CzechTourism, nasi rodacy coraz chętniej zaglądają do tzw. czeskiego trójkąta SPA. Tworzą go trzy legendarne uzdrowiska: Karlowe Wary, Franciszkowe Łaźnie oraz Mariańskie Łaźnie. To miejsca, które przed laty ukochali Goethe czy Chopin. Postanowiłem sprawdzić, czego szukają tam Polacy. To raj dla kuracjuszy… ale czy tylko?

Spis treści:
- Podróż w czasie do krainy Goethego i Chopina
- Dolina moczarów skrywająca leczniczy skarb
- Nie słuchajcie mnie, posłuchajcie Chopina i Franciszka Józefa
- Coś dla ciała, coś dla ducha (i coś dla piwoszy)
- Widok na uzdrowisko ze Swissôtel Mariánské Lázně
- Jak dotrzeć i czy warto?
O uzdrowiskach w zachodnich Czechach wiedziałem tyle, co nic. Wstyd się przyznać, ale budziły we mnie skojarzenia z Ciechocinkiem (z całym uwielbieniem dla jego miłośników) czy – w najlepszym wypadku – Lądkiem Zdrojem. Spodziewałem się gryzącego w nos siarczystego zapachu termalnej wody, tradycyjnej, opartej na kluskach kuchni i specyficznej czeskiej mody. Dostałem jednak dużo, dużo więcej. Wiem, że będę tam wracać: szczególnie do Mariańskich Łaźni, które od 2021 roku zajmują należne sobie miejsce na liście UNESCO. To o nich w szczególności chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć.
Podróż w czasie do krainy Goethego i Chopina
Do Mariańskich Łaźni wjechałem… znienacka. Podróż samochodem z Pragi okazała się krótsza niż zakładałem, a wygodna autostrada skróciła przyjemność słuchania czeskiego radia (wiecie, że Britney Spears to w Czechach Britney Spearsova?). Nie umiałem dobrze przetrawić tego, co widzę.
W Mariańskich miałem się bowiem wrażenie, że za dotknięciem magicznej różdżki przeniosłem się sto lat wstecz. Wyglądały bardzo nietypowo: ciągnęły się po horyzont wzdłuż długiej ulicy pełnej urokliwych XIX-wiecznych kamienic, kolumnad i w towarzystwie spacerujących leniwie kuracjuszy, co jakiś czas przysiadających na ławeczkach i sączących zdrowotne wody ze specjalnych kubeczków. Czas się tutaj zatrzymał, ale w ten pozytywny sposób. Takich miejsc już po prostu nie ma.
Dolina moczarów skrywająca leczniczy skarb
Trudno uwierzyć, że jeszcze 200 lat temu w miejscu tych szerokich alei i parków znajdowały się dzikie moczary. Mariańskie Łaźnie od początku planowano z rozmachem jako miejsce dla europejskiej arystokracji. Wszystko zaczęło się jednak od Johanna Nehra, lekarza, który dowiódł, że tutejsze zimne wody mineralne mają wyjątkowe działanie lecznicze.
W mieście bije aż 50 źródeł, bogatych w sole żelaza i dwutlenek węgla. Pomagają na układ krążenia, trawienie, a nawet problemy oddechowe czy dermatologiczne. Muszę przyznać – gdy odwiedziłem imponującą Kolumnadę Maksyma Gorkiego z 1889 roku, w pobliżu której znajdziemy krany z leczniczą wodą – od razu było mi jakoś lżej. Nawet mimo tego, że wcześniej nic mi nie dolegało.

Nie słuchajcie mnie, posłuchajcie Chopina i Franciszka Józefa
W czasach świetności Mariańskie Łaźnie gościły najznamienitsze nazwiska. Przy głównej ulicy stoi dom, w którym mieszkał Fryderyk Chopin (w jednym z parków znajdziemy także poświęcony mu pomnik), a a główny plac nosi imię Goethego. Słynny pisarz odwiedził ten region 33 razy, a Mariańskie ukochał szczególnie ze względu na lokalną dziewczynę, w której się zakochał. Miał wtedy ponad 70 lat, ona zaledwie 17 – ale to temat na zupełnie inną opowieść.
Już po kilku latach od założenia miasto odwiedzali także Johann Strauss, Franz Kafka, Thomas Edison, Mark Twain, Vladimir Nabokov czy – siedmiokrotnie – król angielski Edward VII. Ten ostatni założył tu w 1905 roku prestiżowe pole golfowe, które jako jedyne w Czechach może mienić się mianem „królewskiego” – czyli posiadającego oficjalny patronat brytyjskiego monarchy. Można tam poczuć ducha arystokracji, co – nie ukrywam – trzeba po prostu lubić. Jeśli brytyjska monarchia Was nie interesuje, to może spróbujemy z innej strony – miasto wielokrotnie odwiedzał także cesarz Austro-Węgier Franciszek Józef I.
Coś dla ciała, coś dla ducha (i coś dla piwoszy)
Kamienice – chociażby nie wiem jak piękne – potrafią jednak zmęczyć nawet najbardziej chłonne oko. To jednak nie problem: do Mariańskich przyjechałem samochodem, więc wystarczy chwila, by znaleźć się w rezerwacie przyrody Kladské rašeliny. Wśród torfowisk i lasów zrozumiałem, że elementem kuracji jest tu nie tylko picie wody, ale też obcowanie z naturą i zmiana powietrza, którą czuje każdy przyjezdny z nizin – taki jak ja.
Nie tylko leczniczą wodą żyje człowiek. Mariańskie Łaźnie to także okazja na spróbowanie między innymi lokalnego piwa z mieszczącego się nieopodal browaru Chodovar, który jako ostatni w kraju znajduje się w rękach czeskiej rodziny. Ja nie mogłem się oprzeć i musiałem go odwiedzić – wprowadzono mnie do mieszczącej się w skalnych głębinach restauracji, w której po przejściu kilkunastometrowego korytarza wykutego w litym kamieniu mogłem raczyć się najświeższym piwem i tradycyjnym czeskim hovězí guláš. Uwaga: w kamieniu zupełnie nie było zasięgu, ale to tylko potęgowało klimat.

Widok na uzdrowisko ze Swissôtel Mariánské Lázně
Miałem to szczęście, że odwiedzając Mariańskie Łaźnie mogłem patrzeć na nie z wysoka: z okien nowo otwartego hotelu szwajcarskiej marki Swissôtel, która chyba zrozumiała specyficznego ducha czeskiego uzdrowiska. Bo odwiedzając miejsce o tak specyficznej historii ostatnim, czego bym chciał, to spać w miejscu… stworzonym od linijki. Lubię miejsca z „duszą”, z „tym czymś”. Swissôtel Mariánské Lázně połączył kilka historycznych budynków w jeden ambitny projekt, w którym każdy pokój jest inny, a wszystkie łączą szwajcarskie zdrowie podejście do życia z czeską gościnnością.
– Wyjątkowa historia Mariańskich Łaźni idealnie łączy się z DNA marki Swissôtel – wyjaśnia Jean Wendlig, Vice President Operations Management for Premium, Midscale and Economy brands, Eastern Europe Accor. – Wprowadzamy tu nową jakość poprzez połączenie zabytkowej architektury kurortu ze szwajcarską precyzją i nowym podejściem do odnowy biologicznej. To dzięki temu możemy zaoferować gościom coś więcej niż nocleg.

Jak dotrzeć i czy warto?
Podróż samochodem z Pragi to około 2 godziny komfortowej jazdy. Podobnie szybko jedzie wygodny pociąg Pendolino, który zatrzymuje się w samych „Mariańskich”. To właśnie w dobrym połączeniu upatrywany jest sukces „czeskiego trójkąta uzdrowiskowego” wśród polskich turystów – Mariańskie Łaźnie to świetny pomysł na przystanek w trakcie samochodowego „roadtripu”. Możemy połączyć go z wizytą w Czeskim Raju (znanym fanom gry „Kingdom Come: Deliverance II”), Pragą czy nieco bardziej zatłoczonymi Karlowymi Warami.
Wszystko wskazuje na to, że tegoroczne wakacje spędzimy w Europie – to idealna okazja, by sprawdzić, co mają do zaoferowania nasi południowi sąsiedzi. Ja sprawdziłem i zapewniam: mają wiele. Warto zaplanować wycieczkę do Czech.
Źródło: National Geographic Polska
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

