Reklama

Spis treści:

  1. Chorwacka Amazonka
  2. Wodny labirynt
  3. Węgorz z żabami
  4. Ujście Neretwy – informacje praktyczne

Tony są niskie, a melodia nieco posępna. Brzmi jak ścieżka dźwiękowa filmu dziejącego się w górskich ostępach. Co nie jest aż tak dalekie od rzeczywistości, bo stoję na czubku kamienistego szczytu nieopodal miejscowości Rogotin na południu Chorwacji. Nie słucham jednak utworu hollywoodzkiego kompozytora, lecz muzyki wiatru. Wygrywa on skomplikowane melodie na wietrznych organach postawionych sześć lat temu na górze Trovro.

Miejscowy inżynier, Željko Škorić, stworzył instrument, który rzadko kiedy milknie. Muzyka pojawia się, gdy wiatr dmie z prędkością minimum 2,7 m/s, a umiejscowienie piszczałek po trzech stronach wzgórza sprawia, że zwykle przynajmniej jeden element organów omiatany jest silniejszymi podmuchami. Željko ukrył 21 piszczałek w trzech budynkach, wtapiając konstrukcję w górski krajobraz.

Przysiadam na murku jednego z nich, by słuchać dobywającego się z trzewi góry pomruku. Muzyka jest czystą improwizacją, żaden dźwięk nie wybrzmi ponownie tak samo – siła i kierunek podmuchów zmienia się przecież nieustannie. Inżynier Škorić wykreował coś, co pozwala usłyszeć naturę, ale nie daje żadnej możliwości jej kontrolowania. Słuchacz nie ma wpływu na to, co organy zagrają. Wszystkie karty trzyma adriatycki wiatr.

Chorwacka Amazonka

Wdrapałem się na szczyt Trovro kamienną ścieżką, by spojrzeć z góry na przestrzeń, po której wiatr na co dzień swobodnie hula – na deltę uchodzącej do Adriatyku rzeki Neretwy. Płynąca głównie przez Bośnię i Hercegowinę tuż przed rozlaniem się w morze wpada do Chorwacji, by posiekać nadmorski teren kanałami, odnogami i rozlewiskami. Mimo niewielkiej odległości od Dubrownika (87 km) czy Splitu (144 km) ta kraina zdaje się być bytem odrębnym, dalekim od letnich kurortów i przestrzeni okupowanych przez wczasowiczów z całego świata. Jak na nadmorską Chorwację ujście Neretwy pozostaje przestrzenią zadziwiająco spokojną.

Wciąż można tu spotkać wąsatych mężczyzn przesiadujących całymi godzinami przy kawie lub szklaneczce wina, wciąż można liczyć na proste dania przygotowane ze składników pochodzących z własnego ogródka lub z pola oddalonego najdalej o kilkaset metrów. Nadal można tu trafić do niemal bezludnych zakątków, gdzie wtopienie się w świat natury jest równie łatwe jak zaczerpnięcie kilku oddechów. Nie oznacza to, że miejscowi nie zarabiają na turystach, te przedsięwzięcia są jednak bardziej rodzinnymi inicjatywami niż wielkim biznesem.

Przekonuję się o tym następnego dnia, gdy korzystam z usług Ex­plore Neretva. Założona przez mieszkającego w delcie rzeki Vedrana Jurinovicia firma organizuje wycieczki pozwalające przyjezdnym poznać region z powierzchni wody. Dołączam do niewielkiej grupy, wbijam się w kadłub kajaka i wypływamy na rzekę. Wystarczy kwadrans, by zniknęły za nami zabudowania miejscowości Opuzen, z której startujemy, i pojawiła się gęsta zieleń. Mam wrażenie, że przeniosłem się gdzieś w dorzecze Amazonii, nasz przewodnik uśmiecha się jednak, kiwając głową.

Wodny labirynt

Przez ostatnie dekady mnóstwo się tu zmieniło. 50 lat temu cała delta Neretwy była bagnami i rozlewiskami, niemal nikt się tu nie zapuszczał. Dziś to już w dużej mierze świat okiełznany przez człowieka. Trudno mi sobie to wyobrazić. Przez dwie godziny powolnego wiosłowania trafiamy bowiem na zaledwie dwie łodzie rybaków i jednego rolnika jadącego na rowerze po grobli. Kanały wydają się tworzyć nieprzebyty labirynt.

Wygląda na to, że jest tu więcej ptaków niż ludzi – ornitolodzy doliczyli się na mokradłach Neretwy ponad 300 gatunków, w tym jedna trzecia tu gniazduje. Rzeczywiście jednak, gdy rozglądam się uważniej, dostrzegam, że delta Neretwy jest pocięta równymi kanałami, opleciona żwirowanymi groblami, poszatkowana poletkami – w rejonie uprawia się mnóstwo arbuzów i mandarynek (rośnie tu ponad 1,5 mln drzewek mandarynkowych). Mająca blisko 200 km² powierzchnia w XIX w. została objęta projektami melioracyjnymi i przez kolejne dekady sukcesywnie osuszana na potrzeby rolnictwa.

Delta Neretwy
Delta Neretwy / fot. Shutterstock

Świadomość tego nie psuje mi jednak przyjemności z wycieczki. To doznanie niemal metafizyczne. Przemierzając kanały, otoczeni jesteśmy szpalerem wysokich trzcin, woda mieni się turkusem, a gałęzie drzewek mandarynkowych zwieszają się tak nisko, że można by sięgać po owoce wprost z łodzi.

Węgorz z żabami

Uchodząca do morza rzeka przyciągała uwagę w starożytności, żyzne tereny zajmowali już Ilirowie, później Grecy i Rzymianie. W okolicach miejscowości Vid zachowały się ślady dawnego rzymskiego miasta Narona. Cesarz Wespazjan cenił sobie smak łapanych w delcie węgorzy, ryby te zresztą do dziś pozostały lokalnym specjałem.

Idę więc tropem rzymskiego cesarza i wybieram się na rybną ucztę. Za cel obieram niepozorną knajpkę Tete Olga (Ciotka Olga) nieopodal Rogotinu, którą polecili mi właściciele mojego pensjonatu. Lokal okazuje się prosty – stoły z ceratami, palenisko na tarasie, pomieszczenie wypełnione papierosowym dymem. Zamawiam lokalny specjał – crveni brudet, czyli rodzaj zupy czy też gulaszu, w którym oprócz kawałków węgorzy są też żaby. U Ciotki Olgi płazy dostępne są w przynajmniej kilku wersjach: w panierce, grillowane, gotowane.

Domawiam do tego węgorza z rożna przygotowywanego na żarze nawet przez kilka godzin. Jest wilgotny, treściwy i rozpływający się w ustach. Ponoć wyjątkowy smak zawdzięcza krystalicznie czystej wodzie Neretwy (miejscowi rybacy często piją ją prosto z rzeki), w której żyje. Szybko przekonuję się jednak, że danie jeszcze bardziej zyskuje, gdy popije się je czerwonym winem z winnicy Terra Madre znajdującej się niedaleko, w Komarnej.

Kończę dzień na brzegu Adriatyku, na Opuzensko Ušće. Spaceruję piaszczystą plażą, jedną z nielicznych w Chorwacji, obserwując miłośników kitesurfingu, którzy powoli schodzą na brzeg. Ujście Neretwy to najlepsze w kraju miejsce na morskie szaleństwa na desce – wiejące tu niemal zawsze wiatry, ale też płytkie wody pozwalają szkolić umiejętności. Jest tu sporo szkółek, więc być może jutro spróbuję swoich sił na wodzie. Dziś wystarczą mi przyjemny plażowy bar, widok na Adriatyk i świadomość, że nigdzie się nie muszę spieszyć.

Ujście Neretwy – informacje praktyczne

Dojazd

  • Do ujścia Neretwy najłatwiej dostać się z Dubrownika lub Splitu – w sezonie do obu miast latają z Polski przewoźnicy niskokosztowi (od kilkuset złotych w obie strony). Regularne połączenia do stolicy Dalmacji ma też LOT.
  • Za bazę wypadową można obrać np. miejscowość Blace, do której można dotrzeć wynajętym autem lub autobusem, jadąc do Ploče, z którego do celu zostanie ci ok. 13 km do przebycia okazją lub taksówką.

Nocleg

  • Apartment Case Topic ma cudowny taras wychodzący wprost na wodę zatoki, z którego można się zsunąć, by popływać, lub na którym warto urządzać sobie posiłki. Od ok. 250 zł za 2 os.
  • Jeżeli zależy ci na większym wyborze, zatrzymaj się w Ploče, gdzie znajdziesz zarówno niedrogie apartamenty (np. Vjeka Home, 250 zł), jak i stylowe rustykalne domy wiejskie (np. Rural House Janjić, od 1000 zł).

Atrakcje

  • W maju w Metkoviciu odbywa się festiwal folklorystyczny Na Neretvu Misečina Pala. Impreza poświęcona jest folklorowi z doliny Neretwy. Mnóstwo tu tańców i zespołów z regionu Adriatyku.
  • Neretva Rafting Fest w Konjicu. Wyścig pontonowy w centralnej części rzeki. Odbywa się późną wiosną lub wczesnym latem.
  • Co roku w drugą sobotę sierpnia w wodach Neretwy organizowany jest maraton tradycyjnych łodzi. To jedna z większych imprez w Chorwacji, będąca sporą atrakcją turystyczną. Trasa zawodów ma ponad 20 km. Start wyznaczono w miejscowości Metković, metę zaś w Ploče. W maratonie bierze udział kilkaset łodzi, a wydarzeniu towarzyszy muzyka i mnóstwo dodatkowych imprez.

Źródło: archiwum NG

Reklama
Reklama
Reklama