Reklama

Spis treści:

  1. Z góry widać, że to nie jest zwyczajne miasteczko
  2. To muzeum prowadzi przez kuchnię, sypialnię i pokoje dzieci
  3. Ten dom rośnie od pięciu pokoleń
  4. Do ich domu zaglądali obcy. Tak powstało muzeum

W prowincji Grenada życie pod ziemią nie jest ani historyczną ciekawostką, ani turystyczną inscenizacją. W jaskiniowych domach nadal mieszkają całe rodziny, a niektóre z nich przekazują swoje wykute w skale wnętrza z pokolenia na pokolenie. Naturalna izolacja sprawia, że podczas andaluzyjskich upałów panuje w nich chłód, a zimą temperatura pozostaje łagodna. Agnieszka Zielińska odwiedziła mieszkańców Purulleny, którzy pokazują, jak dawna tradycja może odpowiadać na najbardziej współczesne potrzeby.

Z góry widać, że to nie jest zwyczajne miasteczko

Purullena na pierwszy rzut oka może wydawać się zwyczajnym prowincjonalnym miasteczkiem. Nieco ponad dwa tysiące mieszkańców, kilka sklepów, parę barów, a po większe zakupy trzeba jechać aż pięćdziesiąt kilometrów do Grenady. Jednak ta percepcja zmienia się, gdy spogląda się na Purullenę z lotu ptaka. Z góry widać długie rzędy brązowych zboczy gór wcinających się w głąb miasteczka – wewnątrz nich kryją się setki zamieszkanych do dziś jaskiń.

To właśnie dlatego Purullenę nazywa się „miastem jaskiniowców”. Nie znaczy to, że wszyscy żyją w grotach, ale ponad połowa mieszkańców wciąż pielęgnuje tę tradycję. Biała zabudowa pozostałych domów tworzy wyraźny kontrast z brązem skał z licznymi wejściami do grot. A w tle, daleko za miastem, połyskuje śnieg na szczytach Sierra Nevada, górującej nad całą prowincją.

Francisco mówi, że wkrótce i Picón de Jérez pokryje się odcieniami zieleni i brązu. Taki mamy klimat. Choć kiedy Francisco był nastolatkiem, to śnieg na szczycie trzytysięcznika widoczny był przez cały rok. Teraz jest koniec maja, a słupki rtęci już wskazują ponad trzydzieści stopni Celsjusza.

To muzeum prowadzi przez kuchnię, sypialnię i pokoje dzieci

Paco – bo tak na Francisca mówią bliscy – jest niskim, szczupłym brunetem po czterdziestce, który wraz z żoną prowadzi muzeum jaskiń La Inmaculada [Niepokalanej Maryi] w Purullenie. Nazwa jest nieprzypadkowa. Gdy ogłosili rodzinie i sąsiadom, że chcą otworzyć muzeum, okazało się, że przedmiotami, które najchętniej przekazywano, były obrazy Matki Boskiej. Zwłaszcza młodzi ludzie bardzo chcieli się ich pozbyć. Otwarcie muzeum było im więc trochę na rękę.

Dom i muzeum z zewnątrz przypominają zwykły budynek. Fasada nie różni się od sąsiednich budynków, a zewnętrzne ściany zdobią talerze. Wejście do muzeum oznacza przejście przez dom Paca i Maríi Ángeles. Na początku przez kuchnię i łazienkę, a później także przez pokoje ich dzieci i sypialnię. To nieprzypadkowy plan, bo aby podłączyć wodę i prąd, łazienka i kuchnia muszą znajdować się przy samej fasadzie budynku. A im dalej w głąb jaskini, tym chłodniej i ciszej.

Tradycyjne domy w skałach w Purullenie
Tradycyjne domy w skałach w Purullenie. fot. Gérard SIOEN/Gamma-Rapho via Getty Image

Przez dom Paca i Maríi Ángeles w każdym tygodniu przechodzą setki turystów, bo muzeum otwarte jest praktycznie całe dnie. Często oprowadzają nawet pojedyncze osoby. Para nie wstydzi się pokazywać swojego domu, choć przy dwojgu dzieciach bywa, że turyści mogą natrafić na porozrzucane zabawki czy niepozmywane naczynia. Oboje wybuchają śmiechem, kiedy o to pytam. Porozumiewawczo wymieniają spojrzenia, ale nie chcą wchodzić w szczegóły.

Ten dom rośnie od pięciu pokoleń

Tuż za kuchnią centralnym punktem w domu jest salon, gdzie jeszcze odbiera internet i jest w miarę jasno. Białe ściany zdobią talerze, rodzinne zdjęcia i wycinki z zagranicznych gazet. Jest na przykład artykuł z niemieckiej prasy o nagrodzie za innowacyjność z 2007 roku, bo rodzina Paca, jak się okazało, stworzyła najprawdopodobniej pierwsze muzeum jaskiń w regionie. Wprawne oko turysty od razu dostrzeże tu też dwa wgłębienia na ścianie, niepasujące do reszty otoczenia. Dawniej karmiono w nich zwierzęta, ale nikt tego nie zamurował.

Zresztą do budowy domów w jaskini nie używa się żadnych materiałów budowlanych. Jaskinie drąży się w górach, a te w Purullenie w większości są z gliny. Jedynym materiałem, który wciąż stosuje się w jaskiniach, jest wapno, ale to tylko do wybielania skał. Dzięki niemu dom sprawia wrażenie jaśniejszego i czystego. Poza tym nie ma tu okien, więc nie wstawia się też drzwi między pomieszczeniami, za to wiesza zasłony, aby powietrze mogło krążyć. Surowiec, z którego zbudowana jest jaskinia, ma niwelować ryzyko trzęsienia ziemi.

Rodzina Paca żyje w jaskiniach od pięciu pokoleń. Historia zaczęła się w 1876 roku, kiedy dziadek babci Paca stworzył pierwszą izbę. Potem jaskinia przechodziła z ojca na syna, a jej wnętrze rosło wraz z kolejnymi pokoleniami. Kuto nowe pomieszczenia, przebijano przejścia, drążono całe piętra wzdłuż góry. Dziś rodzina Paca ma właściwie trzy jaskinie: jedną zamieszkaną, dwie pozostawione puste i zamienione w muzeum.

Do ich domu zaglądali obcy. Tak powstało muzeum

W tej drugiej czas zatrzymał się w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku – drewniane łóżka z ciężkimi narzutami, kredens z porcelaną, telewizor z wystającą anteną. Trzecia to królestwo przedmiotów, które wyszły z użycia w okolicznych wsiach: sierpy, moździerze, gliniane dzbany, kołowrotki i lampy naftowe. Każdy przedmiot opowiada historię ludzi. Tych, którzy potrafili uczynić z jaskiń swój dom.

Historia muzeum jaskiń w Purullenie sięga dwudziestu pięciu lat. Założył je ojciec Paca, trochę z wyboru, a trochę z konieczności. Odkąd Paco pamięta, do ich domu w jaskini pukali przejezdni. Z ciekawości chcieli zajrzeć do środka i zobaczyć, w jakich warunkach się tam żyje. Z czasem wieść o „nieformalnym” muzeum przekazywano pocztą pantoflową i wizyt z roku na rok było więcej.

Paco chciał zostać stolarzem, zdobył nawet wykształcenie, ale porzucił fach i postanowił zaangażować się w rodzinne muzeum. Był rok 2002, kiedy zaczął robić kursy z zarządzania, obsługi klienta, zarządzania kryzysem, a także nauczył się języków obcych. Chciał w ten sposób przygotować się do pracy w turystyce i do prowadzenia muzeum. Mówi, że najlepsze w jego pracy jest to, że nie czuje, iż pracuje.

Fragment książki Agnieszki Zielińskiej „Gdzie słońce spędza zimę. Historie z Andaluzji”, wydanej w 2026 roku. Publikacja za zgodą autorki i wydawcy. Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.

andaluzja_okladka
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...