Reklama

W alpejskiej miejscowości Belalp co roku rozgrywa się wydarzenie, które jest nie tylko sportową rywalizacją, ale także hołdem dla miejscowej legendy. Wyścigi narciarskie poświęcone są postaci czarownicy i dramatycznej historii jej męża, a ich uczestnicy – przebrani w charakterystyczne, czarne stroje – przyjeżdżają tu z różnych stron świata. Na czym polega ta niezwykła tradycja i dlaczego od 43 lat nie traci na popularności?

Legenda czarownicy z Valais, która dała początek niezwykłej tradycji

U podstaw jednego z najbardziej osobliwych wydarzeń sportowych w Alpach leży mroczna legenda sięgająca XV wieku, głęboko zakorzeniona w ludowej wyobraźni regionu Valais. Według przekazów w jednej z górskich osad żyła kobieta, którą mieszkańcy szybko obdarzyli mianem czarownicy.

Była postacią budzącą niepokój – nieprzystępną i obdarzoną przenikliwym, głośnym śmiechem, który miał rozlegać się po okolicznych zboczach. Jej mężem był miejscowy rolnik, Sepp vom Hegdorn – człowiek spokojny, pracowity i lubiany, zajmujący się hodowlą owiec i kóz, a wolne chwile spędzający przy kieliszku wiśniówki. W przeciwieństwie do sąsiadów nie wierzył w plotki o rzekomych nadprzyrodzonych zdolnościach swojej żony i konsekwentnie stawał w jej obronie.

Z czasem jednak podejrzenia narastały. Według legendy kobieta miała nocami przybierać postać kruka i potajemnie opuszczać dom, by odwiedzać ukochanego w pobliskim miasteczku. Gdy Sepp vom Hegdorn zginął w tajemniczych okolicznościach (spadając z drzewa wiśniowego) lokalna społeczność szybko znalazła winnego. Rozeszła się pogłoska, że jego żona, przemieniona w ptaka, zaatakowała rolnika, oślepiając i doprowadzając do śmiertelnego upadku. Kobietę oskarżono nie tylko o morderstwo, ale także o „lot kruka”, symboliczny dowód czarów. Wyrok był bezwzględny: spalono ją na stosie.

Choć od tamtych wydarzeń minęły stulecia, historia bezimiennej czarownicy przetrwała w lokalnych podaniach i opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. W 1983 roku legenda ta zyskała zupełnie nowy wymiar, gdy Klub Narciarski z Belalp postanowił nadać jej współczesną formę. Organizując zawody zjazdowe ku pamięci Seppa vom Hegdorna i tragicznej historii jego żony, odwołano się do ludowego pseudonimu czarownicy – Belalp Hexe. Tak narodził się „Zjazd Czarownicy”, który do dziś łączy sport, folklor i mroczne dziedzictwo alpejskich wierzeń.

Festiwal Belalp Hexe
Uczestnicy wyścigu Belalp Hexe w strojach czarownic Harold Cunningham/Getty Images

Tydzień czarownic w Alpach. Kulminacją jest widowiskowy zjazd Belalp Hexe

Styczniowe obchody w regionie Blatten-Belalp nie ograniczają się jednak do jednego dnia rywalizacji. Przez niemal cały tydzień ośrodek narciarski żyje tematem czarownic, a Belalp Hexe przybiera formę rozbudowanego festiwalu, w którym sport splata się z folklorem i lokalną tradycją. Program obejmuje mniejsze zawody, wydarzenia dla rodzin oraz Noce Czarownic, podczas których wioski w dolinie wypełniają się muzyką, pochodniami i kostiumami inspirowanymi legendą. Zwieńczeniem tygodnia jest sobotni zjazd Belalp Witches' Downhill – najbardziej rozpoznawalny punkt całych obchodów, przyciągający zawodników i widzów z całej Szwajcarii oraz z zagranicy.

Trasa należy do najbardziej spektakularnych w Alpach. Zawodnicy startują z Hohstocku na wysokości ponad 3100 m n.p.m., by pokonać około 12 kilometrów i dotrzeć do Blatten położonego na wysokości ok. 1320 m n.p.m. Najszybsi kończą zjazd w nieco ponad dwie minuty, jednak równie ważny jak czas jest tu charakter wydarzenia. Obok sportowców rywalizujących na poważnie, na trasie pojawiają się grupy amatorów przebranych za czarownice – z zielonymi twarzami, spiczastymi kapeluszami i miotłami. Jadą własnym tempem, zatrzymują się po drodze, by częstować widzów przekąskami lub symbolicznie wznieść toast wiśniowym sznapsem, ulubionym trunkiem legendarnego vom Hegdorna. Część ekip nie dociera do mety w komplecie, gubiąc się na rozległych, ośnieżonych stokach Belalp lub ulegając pokusie dłuższego postoju w punktach widokowych.

Zjazd rozgrywa się w scenerii alpejskiego krajobrazu obszaru Jungfrau-Aletsch, co tylko wzmacnia jego widowiskowy charakter. Jury ocenia nie tylko wyniki sportowe, lecz także kreatywność strojów i spójność grup, przyznając nagrody za najlepsze przebrania. W ostatnich edycjach w wydarzeniu uczestniczyło ponad tysiąc osób, a organizatorzy podkreślają, że to właśnie połączenie rywalizacji, humoru i wspólnego świętowania decyduje o wyjątkowości Belalp Hexe.

Jak zauważa Lara Andereggen, szefowa działu marketingu w Belalp, pierwotnie zjazd miał ożywić spokojny styczniowy okres poza sezonem, dziś natomiast stał się jedną z najbardziej charakterystycznych zimowych tradycji regionu. Kolejna, 45. edycja zaplanowana jest w terminie od 9 do 16 stycznia 2027 roku i – jak zapowiadają organizatorzy – ponownie zamieni Belalp w krainę czarownic.

Źródła: Blatten-Belalp, National Geographic

Nasza ekspertka

Sabina Zięba

Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

Sabina Zięba
Sabina Zięba
Reklama
Reklama
Reklama