Wyobraźcie sobie Europejczyka sprzed stu i więcej lat, który po wielu tygodniach podróży dociera do celu. Wyśnionej ziemi obiecanej: Ameryki. Cały swój dobytek ma w jednym worku. Poprzez lekką mgiełkę wypatruje lądu.

Z mgły wyłania się gigantyczna kobieca postać. Jest większa niż kościoły w kraju, z którego pochodzi. A w tle wielkie budynki Manhattanu. Europejczyk ma ochotę krzyknąć wow!

Oto 7 rzeczy, które warto wiedzieć na temat Statuy Wolności >>>

Prezent od Francuzów

Widok ten zawdzięczamy Francuzom, którzy zafascynowani młodym i prężnym krajem postanowili sprezentować mu coś spektakularnego. 

Wieczny symbol wolności, niezależności, ale również i francuskiej przyjaźni. Mimo licznych przeciwników udało się zebrać wśród ludzi gigantyczną jak na tamte czasy kwotę na jej budowę: 250 tys. dol.

Statuę jako pierwszy zobaczył 37-letni francuski rzeźbiarz Frédéric-Auguste Bartholdi. W 1871 r., wiedząc, że będzie wykonawcą tego wielkiego międzynarodowego projektu, popłynął do Ameryki. Ujrzał ją najpierw we własnej wyobraźni, dobijając do nowojorskiego nabrzeża, czego dowodem są szkice i akwarele, które wówczas namalował. Dzięki pracy dziesiątek osób: artystów, inżynierów (w tym słynnego Alexandra Gustave’a Eiffela) i robotników projekt ukończono 28 paździer­nika 1886 r.

Dzień był ponury, niebo ołowiane, ziemia błotnista, a z nieba uparcie kropił deszcz. Ale ludzka radość rzadko było tak jasna i czysta – opisywał otwarcie Statui korespondent argentyńskiej gazety.

Ale widok!

Dziś Statuę Wolności rocznie odwiedza na Liberty Island ok. 4 mln osób. Za 21 dol., po uprzedniej rezerwacji przez internet, mogą zafundować sobie wyjątkowy widok – przez jedno z 25 okien na koronie 93-metrowej Lady. I dopiero krzyknąć wow!

Choć i z lądu Statua wygląda imponująco. Np. z bulwarów nad rzeką Hudson w Battery Park City czy z Mostu Brooklyńskiego. Można też na nią popatrzeć... robiąc zakupy w sklepie Ikea na Brooklynie. Siadając w restauracji przy oknie i zajadając szwedzkie klopsiki.

Tekst: Adam Michejda