Tam jest kopalnia rubinów – Ergasz pokazuje mi zbocze góry przed nami, gdzie na tle czerwonego piargu odznacza się pasmo świeżo wykopanej, szarawej gleby.

– Państwowa? – pytam.

– Państwowa – odpowiada Ergasz.

– Ale tak jakby była prywatna – dopowiada zaraz jego kuzyn czy kolega, który jedzie z nami, a którego imienia nie znam, bo Ergasz przez całą drogę zwracał się do niego per bratan, a on sam jakoś nigdy się nam nie przedstawił.

– Nasz prezydent na tym łapę trzyma. Wszystkie zyski ze sprzedaży kamieni idą prosto do jego kieszeni, a my, Pamirczycy, ani grosza nigdy z tego nie oglądaliśmy. Chociaż to przecież nasza ziemia. Samochód Ergasza co kilka metrów podskakuje na straszliwych wybojach. Naszym dzisiejszym celem jest Langar, wieś położona w samym końcu doliny Wachańskiej, tam gdzie potoki Pamir i Wachan łączą się ze sobą, dając początek rzece Pandż, która w dolnym biegu znana jest jako Amu-daria. Dopiero co wyjechaliśmy z Chorogu, stolicy Górskobadachszańskiego Okregu Autonomicznego, i chodź do Langaru jest nieco ponad 200 km, czeka nas cały dzień jazdy. Drogi w Górskim Badachszanie są najgorsze w całym Tadżykistanie. Ta, którą jedziemy, powstała jeszcze za Związku Radzieckiego. Sowieci potrzebowali jej, by transportować żołnierzy do Afganistanu. Jedyny wtedy most nad Pandżem znajdował się kilkadziesiąt kilometrów od Chorogu. Dziś mostów prowadzących z Tadżykistanu do Afganistanu jest już klika. Raz w tygodniu odbywają się na nich targi. Mieszkańcy tadżyckiego Badachszanu mogą wtedy bez wizy przejść do specjalnej strefy wydzielonej na drugim brzegu, gdzie ich pobratymcy z afgańskim paszportem handlują wszystkim co się da. Pakistańskimi i indyjskimi naczyniami, materiałami i meblami, chińskim sprzętem AGD i japońskimi samochodami. Bo jak twierdzi bratan Ergasza, w Afganistanie wszystko jest lepsze i tańsze. – A na dodatek jeszcze Amerykanie budują im drogi, szkoły i szpitale – zapewnia z zawiścią. – Tylko nasz rząd nam niczego nie buduje. Trudno się z nim nie zgodzić, patrząc na przeraźliwie spękaną nawierzchnię szosy, której ewidentnie od lat 80. nikt nie remontował. Na rozwalone baraki niegdysiejszych sowieckich, a potem rosyjskich pograniczników, którzy ostatecznie wynieśli się z Badachszanu kilka lat temu na niedbale pomalowane szkoły i urzędy publiczne w nielicznych mijanych po drodze wioskach. Nowością kłują w oczy jedynie hasła propagandowe z cytatami z prezydenta Tadżykistanu Emomalego Rahmona i właśnie mosty, ale te powstały albo za prywatne, albo za amerykańskie pieniądze. Hasła sławią głównie ogólnonarodowe braterstwo i niepodległość Tadżykistanu. Jak twierdzi Rahmon, jest ona „największym osiągnięciem narodu tadżyckiego w XX w.”. Według bratana Ergasza niepodległość (po rosyjsku niezawisimost) polega tylko na tym, że nic od mieszkańców Tadżykistanu nie zależy (nie zawisit).

Tuż po upadku ZSRR Pamirczycy chcieli, żeby coś wreszcie od nich zaczęło zależeć. Przyłączyli się do koalicji zrzeszającej opozycję i trwali w niej, gdy w 1992 r. w kraju wybuchła krwawa wojna domowa. Prorządowe siły miały jednak znaczną przewagę, poparła je także Moskwa i sąsiedni Uzbekistan. Po pięciu latach walk, w których zginęło ponad 100 tys. ludzi, zawarto porozumienie pokojowe. Obecny prezydent, który wyrósł na przywódcę narodowego właśnie w czasach wojny, umiejętnie lawirując pomiędzy starą, komunistyczną nomenklaturą, Rosją i wspierającym opozycję światem muzułmańskim, nigdy nie zapomniał Badachszanowi jego nieposłuszeństwa. Oficjalnie stosunki Duszanbe z Chorogiem są poprawne, ale o wzajemnej nieufności przypomina nachalna propaganda sukcesu władzy i wybuchające co jakiś czas konflikty. Najbardziej spektakularny z nich zakończył się w zeszłym roku oblężeniem Chorogu przez wojska rządowe, w którym, zanim zaprowadzono porządek, śmierć poniosło sto osób. Pamirczycy są przekonani, że tadżycki rząd wykorzystuje badachszańskie bogactwa naturalne, nic nie dając w zamian. Średni miesięczny dochód mieszkańca Badachszanu wynosi mniej niż 200 dol. i plasuje się daleko poniżej średniej ogólnokrajowej. Badachszan to region z najwyższym bezrobociem i zarazem największą migracją zarobkową do Rosji. Szybciej niż w reszcie kraju wzbiera tam też fala samobójstw z przyczyn ekonomicznych.

 


Ulubiona żona Roksana

Dwa tygodnie po podróży w górę rzeki Pandż odbytej w to­warzystwie Ergasza i jego bratana zaczęłam czytać Opisanie świata Marca Polo. Ten wenecki kupiec i zarazem poseł chana mongolskiego przejeżdżał przez Pamir pod koniec XIII w., lecz to, co tam zobaczył, zaskakująco przypominało moje własne obserwacje. W kraju tym rodzą się drogie kamienie zwane balasze, rubiny bardzo piękne i wielkiej wartości. Rodzą się w skałach gór. Wiedzcie, że w poszukiwaniu za nimi żłobią w górach groty, zapuszczając się bardzo głęboko, jak czynią ci, którzy szukają żył srebra. A to zwłaszcza na górze zwanej Siginan [dziś Szognan, czyli dolina, w której leży Chorog]. I to należy wiedzieć, że król tam każe kopać je dla siebie i ktokolwiek udałby się na te góry, aby poszukiwać rubinów, przypłaciłby to zaraz śmiercią. Różnica była tylko taka, że tamtego króla mieszkańcy Pamiru przynajmniej uważali za własnego, a dzisiejszy prezydent Tadżykistanu w oczach wielu mieszkańców Górskiego Badachszanu uchodzi za poturczeńca i uzurpatora.

Żeby to wyjaśnić, znów sięgnę do Marca Polo: Badaszan jest prowincją, której mieszkańcy czczą Mahometa i mają własny język. Jest to wielkie królestwo rządzone dziedzicznie: królowie są z rodziny pochodzącej od króla Aleksandra i córki króla Dariusza, wielkiego władcy Persji.

Opowiadanie Wenecjanina zawiera wiele nieścisłości, ale trafnie oddaje legendę, która do dziś popularna jest wśród mieszkańców Pamiru. Faktycznie uważają się oni za potomków Aleksandra Macedońskiego i zwykli są na dowód tego wskazywać tych spośród siebie, którzy mają jasną cerę i zielone lub niebieskie oczy, tak rzadko spotykane u Tadżyków z innych rejonów kraju.
W czasach kiedy Aleksander zaczął swój zwycięski marsz na wschód, czyli pod koniec IV w. p.n.e., kontrolę polityczną nad Azją Środkową sprawowało kilka państewek, które niegdyś były prowincjami imperium perskiego, ale stopniowo stały się niezależne. Najsilniejszymi z nich były położona na terytorium dzisiejszego Afganistanu Baktria i sąsiadująca z nią od północy Sogdiana. Aleksander, pokonawszy szacha perskiego Dariusza, wkroczył najpierw na terytorium Baktrii, a gdy tamtejszy satrapa zbiegł do Sogdiany, Macedończyk rzucił się za nim w pogoń. Jego greckie wojska przeprawiały się ponoć przez rozdzielającą oba państwa Amu-darię po workach ze skór bydlęcych napełnionych trawą. Przeszedłszy rzekę, Aleksander szybko dotarł do stolicy Sogdiany – Marakandy (dzisiejszej Samarkandy), a potem zawędrował aż nad Syr-darię, do północnych granic państwa – dalej rozciągały się już ziemie podległe koczowniczym Sakom i Turkom. Jednak jeszcze dwa lata zajęło Grekom całkowite podporządkowanie Baktrii i Sogdiany. Jak jeden satrapa szedł z nimi na układ, kilku kolejnych się buntowało, podburzając przy okazji ludność podległych sobie obszarów. Wyraźnie dopomogła Aleksandrowi dopiero zmiana taktyki – tym z tutejszych wielmożów, których udało mu się pokonać zbrojnie, pozwalał nadal zarządzać.

Aleksander, wbrew radom swoich greckich dworzan, ożenił się nawet z córką jednego z ujarzmionych satrapów – Roksaną. Nie tylko chciał przypieczętować układ z jej ojcem, był także zwyczajnie zafascynowany urodą i wdziękiem księżniczki. Później jeszcze pojął za żony dwie inne kobiety – córki dwóch ostatnich szachów Persji. Trzymał je od dawna u siebie w niewoli, ale dopiero po wygranej kampanii w Azji Środkowej miał czas się ożenić. Tym razem jednak był to już tylko gest politycznego wyrachowania – to Roksana pozostała jego ulubioną żoną. I to z nią, a nie jak twierdził Marco Polo, z córką Dariusza, spłodził swojego jedynego legalnego potomka. On jednak nie mógł dać początku żadnemu ludowi, bo sam marnie skończył. Urodził się już po śmierci ojca, który zmarł zaledwie kilka lat po podbiciu Azji Środkowej, niedługo po powrocie z nieudanej wyprawy wojskowej na Indie. Jego matka, Roksana, kazała zamordować swoje dwie konkurentki – pozostałe żony Macedończyka. Lecz kilkanaście lat później sama zginęła wraz ze swoim synem z rąk innego pretendenta do tronu.

Tak więc w sensie dosłownym nikt nie może twierdzić, że jest potomkiem Aleksandra Macedońskiego. W sensie przenośnym jest to jednak jak najbardziej uzasadnione. Bo chociaż imperium rozpadło się prawie natychmiast po śmierci swego twórcy, przetrwała specyficzna kultura zrodzona z połączenia pierwiastków helleńskich i wschodnich.

 

Czysta krew

Na terenie Azji Środkowej powstało państwo zwane Greko- -Baktrią. Rządziły nim elity wywodzące się z mieszanych małżeństw: przybyłych z Aleksandrem Greków i miejscowej, przeważnie osiadłej, perskojęzycznej ludności. Do dziś archeolodzy pracujący na wykopaliskach na terenie Tadżykistanu, południowego Uzbekistanu i Afganistanu znajdują pochodzące z tamtych czasów monety i rzeźby do złudzenia przypominające te z greckich zbiorów. Greko-Baktria padła pod naporem koczowników nadciągających z północnego wschodu, z obszaru Wielkiego Stepu. Później Azję Środkową najechali Arabowie, islam powoli zastąpił wyznawany tam zoroastryzm, buddyzm i chrześcijaństwo. Potem przyszli następni koczownicy ze wschodu, plemiona tureckie, Mongołowie. Kolejni najeźdźcy mieszali się z miejscową ludnością, przejmując od niej kulturę i zwyczaje. Dziś już trudno w Azji Środkowej odróżnić, kto wywodzi się od kogo, kto jest potomkiem rdzennych mieszkańców, kto osiadłych kupców, a kto wypasających bydło koczowników, kto przybyszów ze wschodu, kto tych z zachodu. Jednak im bardziej to jest niemożliwe, tym większa paranoja ogarnia wszystkich w regionie, by tego dokazywać, licytować się na przodków i szlachetność pochodzenia. – Prawdziwy staroirański pierwiastek zachował się jedynie wysoko w górach, u nas, na Pamirze – tłumaczyła mi kilka lat temu pewna górnobadachszańska intelektualistka. – To do nas, do Chorogu, na uniwersytet, przyjeżdżali jeszcze za Związku Radzieckiego naukowcy z Niemiec. Chcieli się żenić z prawdziwymi Aryjkami – chwaliła mi się bez cienia zażenowania. Według jej teorii tylko Pamirczycy są spadkobiercami dawnych Baktryjczyków i Sogdyjczyków. W końcu to oni jedyni w regionie używają języka wschodnioirańskiego, podobnego nieco do tego, którym posługiwali się mieszkańcy starożytnej Sogdiany. Reszta Tadżyków mówi po persku, czyli w języku zachodnioirańskim. Pełno tam słów arabskich i – o zgrozo – tureckich.

Tej swoistej koncepcji czystości rasowej nie przeszkadza pomieszanie z przybyłymi z Grecji żołnierzami Aleksandra Macedońskiego ani z uciekającymi z Bliskiego Wschodu Arabami wyznającymi prześladowaną gałąź islamu – Pamirczycy są ismailitami. Natomiast każda domieszka krwi tureckiej czy mongolskiej jest według niej haniebna. Zdaniem bratana Ergasza prezydent Ramon nie jest złym prezydentem tylko dlatego, że okrada własny naród, podczas gdy w kraju brakuje dróg, szpitali, podręczników, prądu w gniazdkach i wody w kranach. Jest złym prezydentem, bo nie jest prawdziwym Tadżykiem. Nie pochodzi bowiem z Pamiru, a z położonego na równinach na południu Kuljabu. Pamir to rzeczywiście wyjątkowy region. Jego trudnodostępne położenie sprawiło, że zachowały się tu prastare tradycje i przetrwały ślady najdawniejszych cywilizacji. Są tu pozostałości świątyń zoroastryjskich i stupy buddyjskie, ruiny starożytnych warowni i groty wykute w skałach tysiące lat temu. W wioskach spotyka się też ismailickie święte miejsca – groby tamtejszych mędrców i pustelników, które zastępują meczety. Poznać je można po czaszkach kozłów górskich i owiec Marco Polo zatkniętych nad bramą wejściową i wokół ogrodzenia. Podziwiałam to wszystko, jadąc doliną Wachanu. Miejscami była tak wąska, że czerwone skały po tadżyckiej stronie zdawały się dotykać tych po afgańskiej, przepuszczając w dole tylko szarą, spienioną rzekę. Czasami dolina robiła się szeroka na kilkanaście kilometrów. Zielone łąki na obu brzegach rzeki zwiększały perspektywę. Widać było dalsze ośnieżone szczyty Hindukuszu, przez który niegdyś przeprawiał się Aleksander, żeby dotrzeć do Baktrii, a po naszej stronie Pamir, po którym wędrował Marco Polo.

 

Drugiego dnia naszej podróży gwałtownie skręciliśmy na północ. Wyjechaliśmy z Langaru w stronę Murgobu, wznosząc się stromo pod górę. Jeszcze sięgnę do Marca Polo. Kiedy kilka dni po wyjeździe z Pamiru przeczytałam jego opis, tamtejsze zapierające dech w piersiach krajobrazy znów stanęły mi przed oczami. Właściwością tych gór jest wysokość, tak że człowiek od rana do wieczora wspinać się musi, zanim wyjdzie na szczyt. Ale na górach rozciągają się szerokie wyże, trawą i kwieciem pokryte, a wielkie strumienie najczystszej wody spadają przez skalne cieśnie. W tych rzekach znajdują się pstrągi i wiele innych delikatnych ryb. Tylko że tak piękna przyroda nie wystarczy, kiedy trzeba oddać starzejącą się matkę do szpitala albo posłać dziecko do szkoły. Mieszkańcom Górskiego Badachszanu nic po nowoczesnych parkach i wieżowcach, które prezydent Rahmon każe budować biznesmenom w stolicy. Im przydałaby się normalna droga, tak żeby nie musieli pokonywać dzielących ich od Duszanbe 600 km przez 22 godziny ściśnięci w koszmarnie drogich taksówkach. Przydałyby im się dobre, bezpłatne szkoły, szpitale i przede wszystkim praca na miejscu, tak żeby nie musieli za nią jeździć do dalekiej Rosji. A tego wszystkiego rząd im nie zapewnia. Jedyną osobą, która sprawia wrażenie, że troszczy się o Pamirczyków, jest duchowy przywódca wszystkich ismailitów, mieszkający na co dzień w Szwajcarii i w Londynie Aga Chan IV. To jego fundacja buduje w Pamirze szkoły, prowadzi uniwersytet i dokarmia najbiedniejsze rodziny. Dlatego na ulicach Chorogu może i wiszą portrety Emomalego Rahmona, ale w prywatnych domach znacznie częściej spotyka się wizerunek Agi Chana. Pamirczycy starają się jakoś nadrobić sobie to ewidentnie gorsze położenie i cywilizacyjne zacofanie swojego regionu. Dlatego tak chętnie karmią się historiami o Aleksandrze Wielkim i licytują z resztą Tadżyków na czystość aryjskiej krwi. Nie przeszkadza im, że to położony na północy Chodżent jest dawną założoną przez Greków Aleksandrią Eschate (Aleksandrią Kresową), a jezioro Iskandarkul (nazwane tak na pamiątkę Aleksandra) znajduje się koło Pandżakentu. To oni są dziećmi Aleksandra, a reszta ich współobywateli to zmieszani z Uzbekami i Mongołami uzurpatorzy.

Warto wiedzieć: Nie interesuje mnie pochodzenie czy rasa mieszkańców. Ja wyróżniam ich tylko na podstawie ich zasług. Dla mnie każdy dobry obcokrajowiec jest Grekiem, a każdy zły Grek jest gorszy od barbarzyńcy - powiedział Aleksander Macedoński

Aleksander Wielki i inne wydarzenia z tamtego okresu:

- 356 r. p.n.e.  Narodziny Aleksandra w Pelli, stolicy starożytnej Macedonii (dziś Grecja)

- ok. 350 r. Celtowie na ziemiach polskich

- 350 r.  wynalezienie kuszy (Chiny)

- 340 r.  pierwszy kamienny amfiteatr (Grecja)

- 336 r.Aleksander przejmuje władzę po śmierci ojca Filipa II zamordowanego przez kochanka Pauzaniasza

- 334 r.  początek podboju Azji Mniejszej

- 332 r.  zajęcie Egiptu (bez walki) i założenie Aleksandrii

- 327 r. - ślub z Roksaną, najukochańszą żoną -

323 r. śmierć Aleksandra Wielkiego. Prawdopodobnie zostaje otruty trucizną dolaną do wina

 

No to w drogę: Tadżykistan INFO

■ Położenie: Azja Środkowa
■ Ludność: mieszkańców Tadżykistanu jest 7,8 mln.
■ Języki: państwowy tadżycki, który należy do języków zachodnioirańskich (jak farsi i dari). Oprócz tego używany jest rosyjski. W Górskim Badachszanie Pamirczycy mówią językiem pamirskim, a właściwie różnymi dialektami tego języka. Są to języki wschodnioirańskie, niezrozumiałe dla reszty Tadżyków.
■ Religie: Tadżycy są muzułmanami sunnitami, Pamirczycy muzułmanami ismailitami. Jest to odłam szyizmu, ale inny niż ten wyznawany np. w Iranie. Ismailicki islam jest wyjątkowo liberalny. Na Pamirze właściwie nie buduje się meczetów, kobiety nie chodzą zakryte, nie ma też obowiązku pięciu modlitw w ciągu dnia.
■ Waluta: somoni; 1 TJS 
W całym kraju są bankomaty, ale przelicznik jest niekorzystny, warto wziąć jak najwięcej gotówki. Kantory są praktycznie wszędzie.

KIEDY:
■ Gdy nie ma śniegu na przełęczach – tylko wtedy są przejezdne. Najlepsze czerwiec i wrzesień, może być też pełnia lata, ale wtedy w niższych partiach jest bardzo gorąco. WIZA
■ Taniej i szybciej jest wziąć na lotnisku, ale to jest możliwe tylko wtedy, gdy przylatuje się samolotem. Inaczej trzeba wysłać paszport do konsulatu w Berlinie lub skorzystać z pośrednictwa agencji wizowych. Konieczna osobna pieczątka do Górskiego Badachszanu.

DOJAZD
■ Samolotem: najtańszą opcją jest lot Turkish Airlines przez Stambuł.
Można się zmieścić w 2,5 tys. zł.

KOMUNIKACJA
■ Pomiędzy poszczególnymi miastami kursują samoloty, ale trudno dostać bilet (Duszanbe–Chorog kosztuje ok. 100 dol.) Poza tym ludność jeździ głównie zbiorowymi taksówkami. Te są drogie. Np. Duszanbe–Chorog – 90 dol. za os.
■ Wynajęcie samochodu z kierowcą (bez jest niemożliwe) kosztuje ok. 70 centów za km plus ok. 20 dol. dniówki dla kierowcy. Tańsze są marszrutki, ale te regularnie jeżdżą tylko na trasie Chorog–Mrgab.

BEZPIECZEŃSTWO
■ W zasadzie jest bezpiecznie, choć przed wyjazdem warto sprawdzić sytuację polityczną w regionie. Dobrze pytać o radę miejscowych. Jeśli odradzają wyjazd w jakiś teren, należy ich ABSOLUTNIE posłuchać.

NOCLEGI
■ Najtańsze noclegi – w prywatnych domach ok. 15 dol., w Duszanbe nawet do 30 dol. za noc.
■ Wody z kranu lepiej nie pić. Zabrać nifuroksazyd (od zatruć).

POCZUJ KLIMAT ■ Flawiusz Arrian Wyprawa Aleksandra Wielkiego; Colin Thubron Utracone serce Azji. 1. Trekking w Pamirze. Zapomnij o szlaku, licz na siebie 2. Wiecznie piękna rzeka Murgob przepływająca przez dolinę Madiyan 3. Podróże z historią  Aleksander Wielki w Azji Środkowej 4. Buzkaszi, czyli środkowoazjatycka wersja polo. Zamiast piłką gra się korpusem kozła 5. Meczet w Duszanbe. Tadżycy są sunnitami. Pamirczycy – ismailitami 6. Wesele w północnym Tadżykistanie. Goście mile widziani 7. Kirgiz z Tadżykistanu. Według Pamirczyków nie ma prawa nazywać się potomkiem Aleksandra 8. Tadżykistan -  Czas: 2 tygodnie Koszt: 6 tys. zł (z dojazdem i wizą) Źródło zdjęć: Aurora/Czarny kot, GettyImages/FPM, Theodore Laye (2), Alamy/BEW (2)

Ludwika Włodek, 2013