Na lotnisku w POINT-À-PITRE kołuje kolejny samolot. Strzeliste palmy stoją jak zaklęte i ani drgną. Niebo jest zaciągnięte  chmurami aż po horyzont. Duszno i parno. Kierowcy taksówek uwijają się jak w ukropie między stosami bagaży. Zanim zdążymy coś powiedzieć, obrotny Claude (dredy na głowie, koszulka w kwiaty) pakuje nas wraz z manelami do poobijanego porsche. Po kwadransie grzęźniemy w korkach.
– Mamy więcej samochodów niż drzew na wyspie, bo każdy chce jeździć własnym – narzeka Claude. W jednej ręce niedbale trzyma kierownicę, w drugiej zaś mocnego jak siekiera gitana. Najbardziej lubi papierosy francuskie, za to dżinsy woli amerykańskie. – Co chcecie tu robić – smażyć się na plaży, nurkować w poszukiwaniu koralowców, podglądać ptaki lub rekiny w największym na Karaibach akwarium? Mamy też urodziwe Kreolki – puszcza oko do Zygi, mojego towarzysza podróży. Claude zachwala wyprawę do Parku Narodowego Gwadelupy, jednego z największych na Karaibach, gdzie podziwiamy drzewiaste paprocie, helikonie, dzikie orchidee. Groźnych zwierząt tam nie ma. Za to jest 250 kilometrów szlaków turystycznych. Jedne to błotniste, krótkie ścieżki do ukrytych w malowniczych zakątkach wodospadów, inne – ambitne trasy, prowadzące wzdłuż grzbietów górskich lub na szczyt uśpionego wulkanu Soufrière (1 467 m n.p.m.).
Noc w tropikach nigdy nie jest cicha. To pierwsze odkrycie. Słychać gorące rytmy salsy, które nawet umarłego są w stanie postawić na nogi, muzykę cykad, swojsko brzmiące kumkanie żab, szum oceanu. Przy tej orkiestrze nie sposób zasnąć, chyba że szczelnie zamknie się okna! Poranki też są głośne. Kiedy tylko promienie słoneczne przedrą się przez liście palm, zaczyna się ptasi koncert.
– Z powietrza Gwadelupa przypomina motyla. Jego nierówne skrzydła tworzą dwie wyspy zbliżone do siebie w wyniku wstrząsów sejsmicznych. Dzieli je nieduża słona rzeka, Rivière Salée, którą będziemy teraz często przejeżdżać – mówi Andrée, energiczna przewodniczka, przekornie nazywana przez nas Andrzejem, bo jej imię nie ma odpowiednika w języku polskim. Wiemy już, że zachodnie skrzydło tego karaibskiego motyla to wyspa Basse-Terre, pokryta dziewiczym parkiem narodowym, wyglądająca niczym uśpiony olbrzym otulony płaszczem chmur. Dla kontrastu wschodnie skrzydło – wyspa Grande-Terre jest rozległym, suchym płaskowyżem wapiennym. Nie brak tam raf koralowych, które przyciągają płetwonurków i wysokich fal będących marzeniem surferów.
– Gwadelupę najlepiej smakować po kawałku – uważa Andrée. Ruszamy samochodem wynajętym w „rent a car” (potrzeba ok. 200 euro na paliwo, aby objechać najciekawsze miejsca). Nowoczesną trasą szybkiego ruchu N1 w ciągu godziny można dotrzeć wzdłuż wschodniego wybrzeża Basse-Terre z Pointe-à-Pitre, (80-tysięcznej metropolii nazwanej tak na cześć jakiegoś holenderskiego żeglarza), do stolicy o tej samej nazwie. Wcześniej jednak zbaczamy na Plantation Grand Café (wstęp 12 euro), czyli plantację kawy, na której wbrew nazwie uprawia się dziś banany. I to nie byle jakie, tylko odmiany z całego świata: małe, pękate, różowe velutiny z Indii oraz indonezyjskie „palce krokodyla”.


Usadowieni na przyczepie traktora, przedzieramy się przez las bananowców. Po kilku bolesnych wyskokach na wyboistej drodze dowiadujemy się, że banany dojrzewają przez 6 miesięcy z kiśćmi skierowanymi do góry (ważą – bagatela – 50 kg), które następnie opadają w ciągu jednego dnia. – W Indiach banany oznaczają szczęście i dobrobyt, dlatego każda młoda para zawiesza je przed domem. A Gwadelupa to raj bananowy, stąd jesteśmy tacy silni – żartuje właściciel plantacji, sam pokaźnej postury.  
Powyżej ST.-CLAUDE droga D11 pnie się przez bujny las równikowy do Maison du Volcan. W tym  niewielkim muzeum można poznać historię wulkanów, w tym również dzieje Soufrière, nazywanego dobrotliwie „Starą Lady”. Stąd pieszo warto przejść wąską ścieżką do Savane à Mulets poniżej szczytu wulkanu (w obie strony ok. 3 godziny). Na szlaku prowadzącym obok języków zastygłej lawy i kamieni, naniesionych podczas ostatniej erupcji w 1976 r., zawsze wieje zimny wiatr i pada mżawka – dlatego dobrze mieć odpowiednie kurtki. Na szczycie dymią cuchnące siarką kratery. Andrée pamięta jeszcze wybuch wulkanu.
– Była 10 rano. Nagle zrobiło się ciemno jak w nocy, usłyszeliśmy huk, pojawił się dym i ogień. Opuszczaliśmy domy w panice – niektórzy jednak zostali w nich w obawie przed złodziejami. Ewakuowano 75 tysięcy ludzi, nikt jednak nie zginął. Teraz wulkan jest pod stałą obserwacją – zapewnia. Pełni wrażeń wracamy do hotelu, aby zebrać siły przed kolejną wyprawą. Następnego dnia wybieramy obfitującą we wspaniałe widoki drogę Traverse, która przecina park narodowy. Zatrzymujemy się przy Wodospadzie Raków. Na Basse-Terre można znaleźć dziesiątki wodospadów i potoków spływających w dół wilgotnym lasem równikowym. Może dlatego Karibowie nazwali ją Karukera, Wyspą Pięknych Wód. Dopiero w 1493 r. przepływający obok Krzysztof Kolumb przemianował ją na Santa Maria de Guadalupe de Extramadura, na cześć sławnego hiszpańskiego klasztoru.   Nie możemy sobie odmówić przejścia chybotliwymi kładkami zawieszonymi wysoko wśród drzew parku Mamelles, niedaleko przełęczy między bliźniaczymi górami pochodzenia wulkanicznego. Zapięci w uprząż  wcielamy się w rolę Tarzanów, przeskakując na kolejne kładki, które bujają się na wszystkie strony. Na końcu z ulgą wracamy na ziemię. Po zjeździe serpentynami na wybrzeże odbijamy z MAHAUT w kierunku Pigeon, Wyspy Gołębi. Leży ona dokładnie w sercu rezerwatu morskiego im. Jacques’a Cousteau,  słynnego badacza oceanów, który uznał ten akwen za jedno
z 10 najlepszych miejsc do nurkowania na świecie. Zaopatrzeni w butle i stroje z pianki (wszystko z wypożyczalni) z grupą Francuzów wypływamy motorówką w morze. Wystarczy zejść kilka metrów pod wodę i przenosimy się do innej bajki. Ścigamy ławice płochliwych rybek, podglądamy ogromne koralowce tak barwne, że bledną przy nich wszystkie kolory tęczy. Podwodny świat wciąga...
Znów jesteśmy na lądzie i wybieramy się z wizytą do Domu Drewna, Maison du Bois. Oprócz bogatej kolekcji drewnianych przedmiotów: młynków do kawy, pułapek na krewetki, koszy na homary, mebli podziwiać można najwyższe palmy na Gwadelupie – rekordzistka przekracza 30 m. Na wyświetalnym filmie wideo sędziwa madame Gustavie w fantazyjnej chustce na głowie opowiada o dawnym życiu  na wyspie. Wychowała 13 dzieci, żadne nie znało pieniędzy. Każda rodzina uprawiała kawałek ziemi i wszyscy wyspiarze wzajemnie sobie pomagali, nikt nie miał stałej pracy.

Ostatnio dużo się zmieniło. Rozmawiamy z Andrée o coraz droższym życiu na Gwadelupie, o ucieczce młodych do Europy w pogoni za sukcesem. O salsie, która dotarła tu z Portoryko i Kuby, i teraz króluje na dyskotekach. Muzyką numer 1 jest  jednak zouk, gdzie niemal każda piosenka opowiada jakąś historię miłosną. Dowiadujemy się, że po kreolsku dudu znaczy „kochanie”.
Najpiękniejszą plażą na północnych krańcach Basse-Terre jest  5-kilometrowa Grand Anse pokryta drobnym, złotym piaskiem. Kiedy następnego dnia tam docieramy, niebo akurat zasnuwa się chmurami, fale podchodzą prawie pod restaurację La Karacoli.
– Jeszcze nigdy nas nie zalało – uspokaja Lucienne, szefowa i właścicielka. Po deszczu przychodzi słońce. Lucienne, w białej sukni, założonej specjalnie do zdjęć, wygląda jak panna młoda. Mówi, że to jej szczęśliwe miejsce. Kiedy rano otwiera restaurację prowadzoną wcześniej przez matkę, dziękuje Stwórcy, że słońce świeci, nie jest chora i rodzina trzyma się razem. Jej ryba zapiekana w cieście o kształcie motyla  przypomina Gwadelupę. Z La Karacoli można odbić do ogrodu botanicznego, aby zobaczyć flamingi i talipota, 45-letnią palmę, jedyną na wyspie, która umiera po wydaniu kwiatów. Można też skręcić do Muzeum Rumu na farmie Domain de Severin. Pola trzciny cukrowej ciągną się po horyzont, w malutkiej, staroświeckiej przetwórni napędzanej silnikiem parowym aż kręci od zapachu melasy. Pascal Marsoll, z pochodzenia Francuz, opowiada o początkach rodzinnego biznesu na wyspie, sięgających 1650 r. Do Francji jeździ czasem na narty, ale z przyjemnością zawsze wraca do domu, bo w Alpach trzęsie go z zimna. W ciasnym gabinecie wisi jego zdjęcie z prezydentem Carterem. Zanim kupimy butelkę rumu (20–110 zł), radzi spróbować różnych gatunków, np. ciemnego shrubba, najlepszego na Boże Narodzenie, lub słodkiego passiona. Najpierw jednak udajemy się na objazd farmy turystycznymi wagonikami – największe wrażenie robi połów rzecznych krewetek naganianych do ogromnych sieci. W napięciu czekamy, aż rybacy wyciągną kolejną partię na brzeg, aby uwiecznić trofea na zdjęciach.  
Na zwiedzanie sąsiedniej wyspy Grande-Terre potrzeba przynajmniej dwóch dni. Wszędzie widać płaskie wzniesienia, motocyklistów i rowerzystów na drogach, jakby odbywał się Tour de Guadeloupe. Ruszamy w kierunku nadmorskiej miejscowości SAINTE-ANNE, przejeżdżamy przez turystyczny SAINT-FRANÇOIS, chętnie zasiedlany przez zamożnych Hindusów, z polem golfowym, lotniskiem dla  prywatnych samolotów i plażą nudystów.
Stąd już blisko do MOULE, dawnej stolicy Gwadelupy, zniszczonej przez szalejący huragan Hugo 2 lata temu. Ale tylko przemykamy przez miasto, naszym celem pozostaje Porte d’Enfer, Brama Piekła. To miejsce znienawidzone przez dawnych żeglarzy, których statki roztrzaskiwały się o nieprzyjazny, wysoki brzeg. Strach spojrzeć w przepaść na spienione morze. Dużo spokojniej wygląda wybrzeże w PORT LOUIS, choć i tu fala wysoka, a na niej mnóstwo surferów. Wczesnym rankiem postanawiamy wypłynąć w morze. Marina Bas-du-Fort przypomina uśpione miasto. Po porcie snują się amatorzy morskich przygód. Kuszą rejsy na wysepki rozsiane po Karaibach. Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć wyskakujące z morza delfiny, a nawet  wielkie cielsko wieloryba. Nasz katamaran TipTop One prezentuje się godnie wśród innych zacumowanych jednostek. Olivier, młody energiczny kapitan, zaprasza na pokład. Wkrótce z gracją suniemy po falach w kierunku ośmiu małych wysepek Les Saintes, Wszystkich Świętych, należących do archipelagu Gwadelupy.   
Uczestnicy rejsu to międzynarodowe towarzystwo. Ponieważ kapitan nie zagania nas do pracy przy żaglach, leniuchujemy, sącząc napoje z pokładowego barku.
– Jeśli opłyniecie archipelag Gwadelupy, poznacie całe Karaiby, bo każda wyspa jest inna – mówi kapitan.

La Désirade, przypominająca płaską górę stołową, była pierwszym lądem odkrytym przez Kolumba podczas drugiej podróży do Nowego Świata. Wapienna Marie-Galante obsadzono trzciną cukrową, a jej dość monotonny pejzaż urozmaicają dziesiątki starych wiatraków. Petite-Terre, czyli Mała Ziemia, jest niezamieszkana, można ją jednak zwiedzać. Wyspy Świętych nazwę zawdzięczają Kolumbowi, ale z ośmiu wulkanicznych wysepek tylko dwie są zasiedlone.  
– Pierwszymi osadnikami zostali na nich Anglicy, dlatego tylu mieszkańców ma jasną cerę i niebieskie oczy – mówi Andrée. Dwa lata temu na maleńkiej Terre-de-Haut doszło do trzęsienia ziemi. Mimo to ruch turystyczny kwitnie.
U jej wybrzeży znajduje się bodaj jedna z najpiękniejszych zatok świata! Codziennie więc cumują tam dziesiątki jachtów.
Zarzucamy kotwicę i na  pontonie wpływamy do Le Bourg. Zabawne, że nawet najmniejsza ścieżka nazywa się „rue”. Po tych „ulicach” pędzą rowerzyści i młodzież na skuterach. Co krok sklepiki z pamiątkami, restauracje z kreolską kuchnią, które serwują rozmaite dania: od prostych accras (rozdrobnione smażone ryby) do wyrafinowanych blaff (gulasz przyrządzony z ryb lub skorupiaków duszonych w winie i bulionie). Mamy szczęście, właśnie przed jedną restauracją tańczą kadryla. Po gracji ruchów, pozach widać, że na parkiecie prezentują się zawodowcy.   W drodze powrotnej mijamy wyspę Paine de Sucre, Głowę Cukru, zamieszkaną przez iguany, i bierzemy kurs powrotny na Pointe-à-Pitre. Kiedy wpływamy do portu jest już późno. Drogę oświetla nam księżyc i nadbrzeżne latarnie. Z barów wylewa się muzyka, przy szklaneczce rumu można utrwalić wrażenia. A potem szybko spać, bo z rana znowu obudzi nas ptasi koncert.

NO TO W DROGĘ ■ Gwadelupa to departament zamorski Francji położony na  dwóch dużych (Grande-Terre i Basse-Terre) oraz kilkudziesięciu mniejszych wyspach pochodzenia koralowego i wulkanicznego. Stanowi centrum sztuki kreolskiej. Stolica Basse-Terre.
■ Powierzchnia 1 704 km2, ludność 408 tys. Języki: francuski i kreolski. ■ Klimat subtropikalny łagodzony przez pasat alizes; stosunkowo wysoka wilgotność. Najmniej opadów jest w okresie luty–kwiecień, najwięcej – lipiec–październik. ■ Okres pobytu bezwizowego: do 90 dni. ■ Samolotem liniami Air France, przez Paryż do Pointe-à-Pitre, cena od 4 200 zł.
■ Po wyspie najlepiej poruszać się wynajętym samochodem, bo autobusy jeżdżą rzadko i nieregularnie. Najtaniej samochód można wypożyczyć już od 37 zł za dzień. Cena benzyny 5 zł/l. ■ Gites De France Gerard Sinitambirivoutin, Circonvallation, Basse Terre, cena pokoju 2-os. od 80 zł.
■ La Créol’Inn, Tabanon, Petit Bourg, pokój 2-os. od 150 zł. www.hotel-creolin-guadeloupe.com
■ Caraibes Bonheur****, Fort Royal, Bas Vent, Deshaies, pokój 2-os. od 185 zł.
■ Hotel Au Ti Sucrier**, Chemin de Bornave, Ferry, pokój 2-os. od 200 zł. www.autisucrier.com
www.caraibes-bonheur.com ■ Dominuje kuchnia francuska i kreolska. Doskonałe owoce morza. Typową miejscową potrawą, importowaną z Indii, jest colombo (ryż, kurczak lub kozina w sosie curry). Potrawy z ryb: accras – smażony dorsz, crabes farci  czyli pikantna potrawka z krabów lądowych, bluff – pikantna zupa z owoców morza. Warto spróbować rumu domowej roboty – dostępnego tutaj w każdym barze z dzbanka za ladą. Najbardziej popularnym drinkiem jest tipunch – biały rum z cukrem trzcinowym i sokiem z limety. ■ Kąpiele topless należą do codzienności, szczególnie na plażach przy ośrodkach turystycznych. Stroje kąpielowe nie są jednak mile widziane poza plażą.
■ W porównaniu do innych krajów regionu Gwadelupa  jest stosunkowo bezpieczna.
■ Walutą obowiązującą na wyspie jest euro. ■ Najchętniej kupowanym towarem wyjazdowym jest butelka rumu Guadeloupean. Targ portowy w Pointe-à-Pitre to okazja do zaopatrzenia się w  pamiątki miejscowego rękodzieła – słomkowe lalki i kapelusze, a także drewniane rzeźby w stylu afrykańskim. Warto też nabyć kawę pochodzącą z lokalnych plantacji (jest doskonała) i zestawy egzotycznych przypraw. ■ Wbrew pozorom ceny lokalnych produktów, np. ryb, wcale nie są niskie. Butelka rumu 20–110 zł, kilogram ananasów 7 zł, kokos (1 szt.) 3,70 zł, butelka wody mineralnej (1,5 l) 4 zł, butelka coca-coli (2 l) 5 zł, bagietka francuska 4 zł, bochenek chleba 7 zł, kilogram świeżych ryb 70 zł, kilogram świeżych krewetek 100 zł, paczka kawy (0,5 kg) 20 zł. ■ Rocznica Zdobycia Bastylii – obchodzona 14 lipca.
■ Święto Schoelchera, rocznica zniesienia niewolnictwa – fetowana 21 lipca.
■ Dzień Muzyki, święto na cześć patronki muzyki, św. Cecylii – uroczystości 22 listopada. www.lesislesdeguadelupe.com
www.tripadvisor.com
www.ehi.com/travel/carib/guadeloupe