Idziemy od jeziora Gradinsko do Proščansko – decyduje mój mąż. Jak rasowy przewodnik sprawdził, że podchodząc tą trasą w górę, będziemy mogli doskonale obejrzeć wszystkie kaskady. I już przy pierwszym jeziorze robimy dłuższy postój. Tutaj każdy wędkarz dostaje palpitacji serca: przy brzegu aż kotłuje się od ryb! Wkładamy do wody aparat (nurkować tu ani pływać nie wolno), woda jest tak przejrzysta, że na zdjęciu pstrągi zdają się unosić w powietrzu. Trasę zaplanowaną na pięć godzin przeszliśmy w siedem i nie możemy tego zwalić na małe nóżki dzieci. Miejscem, w którym co chwila można rzucać misie-patysie, moczyć wędki z gałązek i brać prysznic w wodospadzie, nasze pociechy były po prostu zachwycone. Powód naszego opóźnienia był inny: tu po prostu jest zbyt pięknie, by się spieszyć!

Chorwackie Jeziora Plitiwickie to fenomen natury i przykład swoistego recyklingu przyrody. Rzeka Korana miała wystarczająco dużo czasu, by żłobić w miękkiej dolomitowej skale. W tworzeniu niezwykłego krajobrazu zyskała osobliwych sojuszników. Wszędobylskie mchy i glony pochłaniają wapń z wody, przekształcając go w muł wapienny. Na brzegach jezior osadza się trawertyn, gdzie z czasem twardnieje, podnosząc poziom wody. Z kolei woda, szukając ujścia, tworzy kolejne wodospady. Jeśli dodać do tego niespotykane kolory jezior (od turkusu po szafir i szmaragd), uzyskamy scenografię niczym ze średniowiecznej baśni o rusałkach i zaginionych krainach.

Na terenie parku występuje ok. 1100 gatunków roślin. Wiele z nich to endemity.

Niewiele zresztą brakowało, by kraina ta zaginęła naprawdę. Jej unikalność sprawiła, że podczas rozpadu Jugosławii w 1991 r. sprzeciwiający się niepodległości Chorwacji Serbowie zaminowali jeziora, grożąc ich wysadzeniem. Słusznie przypuszczali, że tak spektakularna akcja przyciągnie uwagę całego świata. Szczęśliwie na słowach się skończyło. Dziś ściągają tu tłumy.

Zdjęcie w przewodniku wygląda niesamowicie: kaskady wody spływające niczym białe warkocze między zielono-błękitnymi oczkami wody. Mój Boże, żeby tak mieć helikopter i móc zobaczyć to na własne oczy... – Nie trzeba helikoptera! – śmieje się ze mnie pracownik informacji, któremu pokazuję fotografię.

– Wystarczy pójść trasą obok Wielkiego Wodospadu, minąć młyn i wejść na punkt widokowy. Chciałabym napisać, że mknę tam jak na skrzydłach, ale między nami a tym punktem ciągnie się szeroki kanion rzeki Korany. Trzeba zatem najpierw zejść na jego dno. Nagrodą są spektakularne widoki w dół. Po wyglądających niczym ułożone z zapałek kładkach wędrują tycie kolorowe plamki ludzików. Na dole – bajka! Veliki Slap spada kaskadą z wysokości 70 m, drobiny kropli tańczą w orzeźwiającej mgiełce. Gdy już nacieszyliśmy się widokiem od dołu, pora zmienić perspektywę. Szlakiem obok wodospadu mozolnie zdobywamy kolejne metry, wreszcie docieramy na punkt widokowy i... rozczarowanie! Widok prawie taki jak w folderze, ale „prawie” robi wielką różnicę. Powód? Jesteśmy tu w lipcu, nie padało od trzech miesięcy. Co innego w maju: wtedy włosy rusałek spływają szerokimi pasmami, migocząc na kamieniach. Ale i tak nie narzekam: pod stopami mam panoramę szmaragdowych toni kolejnych jezior. Pora wyruszyć na ich spotkanie. Można je oglądać, wędrując kładkami nad brzegami, albo wybrać szlak oferujący widoki niemal z lotu ptaka. Byleby mieć miejsce na karcie w aparacie, bo trudno się powstrzymać przed robieniem kolejnych i kolejnych zdjęć! Nic dziwnego, że urodę Plitwic docenili też filmowcy – aż połowę scen w słynnym filmie Winnetou nakręcono właśnie w tych okolicach!

 

O ile Jeziora Plitwickie co roku przeżywają oblężenie, o tyle reszta regionu Lika (w którym się znajdują) to na turystycznych mapach ciągle biała plama. W każdym przewodniku można przeczytać, że na terenie parku mieszkają niedźwiedzie (są nawet w herbie parku), ale szanse na ich spotkanie są niewielkie. Chyba że podjedziemy do odległego o 75 km na zachód Kutereva, gdzie zbudowano sierociniec dla misiów. Za pierwszym razem trafiamy tu w południe. Błąd! Wszystkie misie śpią w najlepsze. W Kutereva zbudowano sierociniec dla niedźwiedzi brunatnych (Fot. FPM) – Wróćcie po południu, tak koło piątej. Tylko pamiętajcie, żadnego picia i jedzenia przy zwierzętach – radzi nam Josipa. Ma 20 lat i odpowiedzialne zadanie pilnowania równowagi między liczbą zwiedzających a potrzebami niedźwiedzi, które i tak mają za wiele ludzi wokół siebie. – Problem w tym, że trafiają tu one jako sieroty – opowiada o powstaniu ośrodka. – Jako maluchy nie przetrwałyby na wolności, ale gdy dorosną, muszą zostać tu na zawsze, bo zupełnie nie boją się ludzi. Wiesz, co by było, jakby taki niedźwiedź podszedł do wioski albo do turysty na szlaku? – pyta mnie retorycznie. Po południu najmłodsza para dwulatków baraszkuje w swojej zagrodzie. To dzikie zwierzęta, choć oswojone z ludźmi. W pewnym momencie na wybiegu ośmioletnich starszaków zaczyna się bójka. Coś sobie nie do końca pokojowo wyjaśniły i siła argumentów została zastąpiona przez argument siły. Gdy się nawzajem przewracają, ziemia aż dudni. Nagle jeden z nich staje na dwóch łapach i mierząc nas wzrokiem, ryczy donośnie, jakby chciał nam przypomnieć, kto tu rządzi. Całe szczęście, że dzieli nas podwójna siatka!

W folderach Lika reklamuje się jako „zielone serce Chorwacji”, a jedną z najnowszych propozycji jest spływ rzeką Gacka. Jedziemy, przygotowani na rafting, tymczasem na miejscu czeka nas niespodzianka. Zamiast klasycznego kajaka – plav, czyli archaiczna dłubanka w pniu drzewa. Niegdyś była w każdym gospodarstwie, by wyławiać wodorosty z rzeki na paszę dla krów albo zawieźć sympatię na romantyczny spacer. Dziś staraniem miejscowych entuzjastów odtworzono taką łódź na potrzeby turystów. Płynie się leniwie: tu domek, tam drzewko, w błękitnej wodzie zielone wodorosty, a nad nimi ważki. Sielanka! Po godzinnym spływie właściciel łódki, Denis, zaprasza nas do siebie: na stole ląduje rakija (o dwunastej w południe!), robiony przez jego mamę sok z kwiatów lipy (pyszny!) i kawa (boska!). Jak dobrze, że chorwacki jest zrozumiały! Przechodzimy przyspieszony kurs językowy: „żaba” to žaba, „ryba” to riba, ale nasze „rano” tu oznacza „jutro”. Dobar dan! – witamy znajomego gospodarzy, który właśnie zajrzał, a gdy przyjdzie się rozstać, długo ściskamy swe dłonie, mówiąc: Do videnja!



Rzeka Gacka wypływa raptem kilka kilometrów dalej, wprost spod ziemi. Od razu z impetem. Żadne tam sączenie się, potężne wywierzyska wartką strugą wody przelewają się na parę metrów w dół. To wystarczy, by poruszać żarna, dlatego w dawnych czasach wybudowano tu młyny. Najbardziej znane to Vrilo Gacke, ale najładniejszy zespół młynów z izbą regionalną i sklepem z pamiątkami nazywa się Majerovo Vrilo. W rozlewisku przed nim wdzięcznie pozuje stadko kaczek, w innym miejscu trwa wesoły grill, a w źródlanej wodzie chłodzą się skrzynka piwa i arbuz. Jaka szkoda, że nie możemy zostać dłużej! Czeka nas bowiem jeszcze wizyta w Slunj. – Musisz tam pojechać obowiązkowo, obiecaj, że odwiedzisz młyny w Rastoce! – nasz przyjaciel Bojan jest Chorwatem zakochanym w swym kraju i zna każdy jego zakątek. Z takiej rady nie można nie skorzystać! Samo Slunj to typowe urocze miasteczko z ruiną twierdzy, kościołami i ładnymi domkami. Byłoby pewnie jednym z wielu, gdyby nie położenie u zbiegu dwóch rzek: Slunjica i Korana. Tworzą one między skałami oazę kaskad i oczek wodnych, zwaną czasem Małe Plitvice.

 

Tu jednak woda się nie leni: praktycznie każdy próg skalny został wykorzystany przez młynarzy, dzięki czemu powstała malownicza osada. Za niewielką opłatą właścicielka w jednym z młynów podnosi zastawkę i już woda obraca żarna, a kukurydza na naszych oczach zmienia się w mąkę. Największa zagroda młynarska czeka Pod Rastockim Krovom. Nazwa mało poetycka, ale miejsce fenomenalne! Nas najbardziej zachwyca „praczka”, czyli pierwowzór naszych pralek. Część wody z rzeki została przekierowana do beczki z dziurami, wystarczy wrzucić ubrania i samo się pierze. Kiedy z kolei archaiczną zastawkę się opuści, wodospad znika. Na koniec mała wycieczka do jaskini. Wypłukana przez wodę jest doskonałą ilustracją przysłowia, że kropla drąży skałę. Chętnie bym w takim młynie zamieszkała, by położyć się obok wodospadu i patrzeć w niebo. To całkiem realne: Pod Rastockim Krovom ma gościnne pokoje, pewnie i w innych młynach też by nas przenocowano. Gdy zmierzch zakrada się w dolinę, a w oknach zapalają się światła, miejsce wygląda szczególnie bajecznie. Nawet nasze dzieci, zamiast zwyczajowo się kłócić, puszczają razem łódeczki z liści. (Fot. Shutterstock) NO TO W DROGĘ:

Jeziora Plitwickie (Chorwacja) Liczba osób: 4 Czas: 4 tygodnie (w całej Chorwacji) koszt: 10 200 zł.
INFO

■ Powierzchnia: 296.85 km².
■ Położenie: park znajduje się na północy kraju, w rejonie Lika. Inne atrakcje rejonu to znajdujący się 33 km na północ od Plitvic Slunj (z osadą młynarzy Rastoką), leżący ok. 70 km na wschód Otočac (punkt wypadowy na spływy rzeką Gacka) i sierociniec misi w Kuterevie (95 km od Plitvic i 18 km od Otočaca).
■ Język: chorwacki.
■ Waluta: kuna chorwacka; 1 HRK = 0,54 zł.

KIEDY ■ Optymalnie: maj–czerwiec – w wodospadach jest wtedy najwięcej wody. Z kolei w październiku  kaskady na tle kolorowych liści wyglądają zjawiskowo, do tego jest pusto!
WIZA ■ Nie jest wymagana.

DOJAZD ■ Własnym samochodem autostradą A1, potem drogą krajową nr 1. Do parku dojeżdżają też autobusy z Zadaru, Splitu i Zagrzebia, ale w sezonie może być problem, by się do nich zmieścić.

KOMUNIKACJA
■ Park dzieli się na dwa zespoły jezior: Górne Jeziora (Gornja jezera) i Dolne Jeziora (Donja jezera), wśród których wytyczono szlaki kładkami.
■ Do parku są dwa wejścia (i parkingi obok nich): Ulaz 1 (punkt wypadowy do Veliki Slap i Dolnych Jezior (tu są te lotnicze widoki) oraz Ulaz 2 do Górnych Jezior (idzie się blisko wody, możliwość ochlapania w wodospadzie).
■ Park czynny od 7 do 20, ale nale- ży upewnić się, o której jest ostatni statek powrotny przez jeziora.

NOCLEGI ■ W miejscowości Plitwice działa bardzo wiele kwater agroturystycznych, cena za pokój dwuosobowy w granicach 200–500 zł za dobę (w sezonie warto je rezerwować wcześniej).
■ Koszt wynajmu domku (2–3 sypialnie, salon, kuchnia, miejsce na ognisko) w okolicy Otočaca w Apartamani Mistral (www.gacka.net) ok. 50–80 euro.
■ Najtańszą opcją jest kemping, w okolicy Jezior Plitwickich działa m.in. Camping Korana (cena za 2 osoby, namiot i samochód ok. 20–26 euro).

JEDZENIE ■ Wariant ekonomiczny: samodzielne gotowanie. Najniższe ceny są w supermarketach (np. Konzum).
■ Konoba to tradycyjna restauracja, cena za danie ok. 40–60 kn. Warto spróbować ćevapčići (pikantne kotleciki lub kiełbaski).

ZAKUPY ■ W Kuterevie kup duży słoik miodu (50 kn), doskonałą pamiątką z Chorwacji jest travarica (ziołowa, 40–70 kn za litr).

BEZPIECZEŃSTWO ■ Bardzo bezpiecznie, choć w parkach nie należy przebywać po zmroku (ryzyko spotkania dzikich zwierząt).

ZDROWIE ■ Nie są wymagane żadne szczepienia, woda w kranie nadaje się do picia (i jest pyszna!).

NIEPEŁNOSPRAWNI ■ Część tras w parku Plitwice jest dostosowana dla osób na wózkach, należy przy wejściu poradzić się, jaka trasa będzie optymalna. W pobliże punktu widokowego za wodospadem Veliki Slap można podjechać samochodem.

ADRESY ■ Narodowy Ośrodek Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji – Przedstawicielstwo w Polsce, ul. Nowogrodzka 50, 00-695 Warszawa ,tel. (22) 828 51 93, strona ośrodka: croatia.hr/pl, e-mail: info@chorwacja.home.pl 

WWW ■ www.np-plitvicka-jezera.hr
■ kuterevo.wordpress.com/bears
■ www.chorwacja.hr
■ www.malypodroznik.pl 

3 sposoby na Jeziora Plitwickie
ilość dni trasa RADA EKSPERTA
1 dzień Górne Jeziora. Od wejścia nr 2 (Ulaz 2) przejść do przystanku stateczków P1, przepłynąć na drugą stronę jez. Kazjak, po czym podejść wzdłuż jezior Golovac i Okrugljak. Kto poczuje się zmęczony, może z góry zjechać pociągiem do wyjścia z parku.   Ze względu na trudność trasy wymagane są dobre buty i zapas picia.
3 dni Dodatkowo: Dolne Jeziora. Początek przy Ulaz 1 (wejście 1), następnie długie zejście pod Veliki Slap, potem podejście do punktu widokowego z „lotniczą” panoramą jezior. Dalsza droga przy jeziorach lub trasą na wysokiej skarpie. Dla aktywnych: piesza pętla wokół jez. Kozjak.   Osoby z lękiem wysokości powinny wybierać trasy przy jeziorach.
 
tydzień Dodatkowo: czwartego dnia spływ rzeką Gacka. Dzień piąty i szósty: wędrówka po górach Parku Narodowego Velebit. Dzień siódmy: Wariant leniwy – wreszcie odpocząć! Wariant aktywny – górskie szlaki w PN Paklenica. Wariant edukacyjno-przygodowy – Muzeum Nikoli Tesli w Smilijanie. Dobrym pomysłem jest wycieczka quadami po górach. www.adria-velebitica.hradrenalinski-park