Przemierzając nowoczesną i zadbaną Bawarię, trudno uwierzyć, że jeszcze do 1950 roku by¸ to jeden z najbiedniejszych i zacofanych rolniczo regionów Niemiec. Choć dla pogórza alpejskiego rolnictwo i leśnictwo nadal stanowi główne źródło dochodów, a resztę kraju udało się przekształcić w nowoczesny region przemysłu i usług. Jednocześnie Bawarczycy zachowali tożsamość i nieskalaną cywilizacją przyrodę.
„Bajern” – jak mówią tutejsi mieszkańcy – to niezwykłe krajobrazy, przypominające reklamy z turystycznych folderów. Na uwagę zasługuje przedgórze alpejskie z najwyższym niemieckim szczytem Zugspitze (2962 m n.p.m.), okolone malowniczymi jeziorami Chiemsee i Koenigssee. Jest jeszcze Jura Frankońska, Smreczany, Steigwald, zalewy powstałe przy budowie kanału Men-Dunaj i Las Bawarski.
Właśnie na jego terenie w 1970 roku założono pierwszy w Niemczech park narodowy. Na 24 tyś. hektarów człowiek pozwolił naturze rządzić się tu żadnej gospodarki leśnej ani też nie chroni drzew przed ich naturalnymi szkodnikami. Leśnicy nie interweniowali nawet w 1996 roku, kiedy kornik drukarz zniszczył 3,5 tys. hektarów lasu! W sercu Lasu Bawarskiego zachował się fragment dziewiczej puszczy, objęty ochrona i uznany przez UNESCO za rezerwat biosferyczny. Nic dziwnego, że dwóch milionom turystów odwiedzających co roku to miejsce wolno spacerować tylko specjalnie wytyczonymi szlakami, a bardziej wygodnym jeździć autobusami na gaz.
Bawaria jest także niemieckim prymusem jeśli chodzi o dotacje na kulturę (500 mln euro rocznie), liczbę muzeów (około 1150) i niezwykłych zamków-rezydencji, wzniesionych przez legendarnego „bakowego króla” Ludwika II Bawarskiego. Niezrozumiały za życia i potępiany za bizantyjska rozrzutność pozostawił po sobie pałace jak ze snu. Ten najbardziej okazały, w Neuschwanstein, posłużył za wzór dla Disneylandu i stanowi najwspanialszy zabytek Bawarii. Po latach rozrzutność króla okazała się dobrą lokatą kapitału, bo przychody ze zwiedzania rezydencji znacznie przewyższają sumę przeznaczoną na jej budowę.
W ludowej tradycji przedstawia się Bawarczyków jako poczciwców o niezbyt tęgim rozumie. Bo gdy, dajmy na to, Prusak śmieje się z dowcipu trzy razy – pierwszy raz, gdy mu się go opowiada, drugi, gdy mu się go tłumaczy i trzeci, gdy go zrozumie – Bawarczyk parska śmiechem dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy słyszy kawał i drugi gdy mu się go tłumaczy. Zrozumieć go i tak nie zdoła.
W tych żartach kryje się trochę zawiści, bo przecież bawarskim rodowodem szczycą się Albert Durer, Ryszard Wagner, Ryszard Strauss i papież Benedykt XVI, urodzony w Marktl na Inem. Że jego krajanie mają głowę do interesów, świadczy fakt, że już następnego dnia po wyborze Josepha Ratzingera na głowę Kościoła w Monachium zorganizowano trzy trasy spacerowe z przewodnikiem „Śladami Benedykta XVI”, a w sklepach pojawił się chleb watykański, tort papieski i czekolada Ratzingera, które biskup Rzymu rzekomo „uwielbia”.
Bawarczycy są znani nie tylko ze smykałki do interesów, ale także gościnności i kultywowania tradycji przodków. Tutaj nosi się stroje ludowe nie tylko od święta, jak podczas festynu piwnego Oktoberfest, ale stanowią one część codziennej garderoby. W Monachium, stolicy landu, nikogo nie dziwi widok chłopaków maszerujących po deptaku w skórzanych spodniach albo dziewcząt mknących do biur w kraciastych sukniach ozdobionych koronkowym fartuszkiem.
Kolejnym tematem-rzeką są bawarskie festyny, gospody, trunki i kuchnia. Zwolennicy liczenia kalorii nie mają po co kosztować pieczonych prosiaków, cielęcych nóżek, kiełbas ze świeżej wątróbki lub języka, strucli jabłkowych i knedli. Gdy kiedyś Pan Bóg po takiej biesiadzie postanowił zabrać ze sobą Bawarczyka do raju, ten grzecznie odmówił: panoczku nie musisz. Ja już w nim jestem.