Rob Hall uczynił najwyższe szczyty produktem luksusowym. Za swoją ambicję zapłacił najwyższą cenę
Rob Hall, jako współzałożyciel firmy Adventure Consultants, zrewolucjonizował model komercyjnych wypraw na ośmiotysięczniki. To, co wcześniej wydawało się być wyczynem, którego mogli podjąć się nieliczni, przemienił w elitarną dyscyplinę – śmiertelnie niebezpieczny produkt luksusowy. Nie bał się podejmować ryzykownych decyzji. Jedna z nich doprowadziła do najbardziej medialnej katastrofy w historii himalaizmu.

Spis treści:
- Praktyka najlepszą formą zdobywania wiedzy
- Partnerstwo z Garym Ballem
- Pionierstwo w biznesie wysokogórskim
- Geneza katastrofy z 1996 roku
Wizjoner, który otworzył drogę na najwyższe szczyty świata czy ofiara własnej ambicji? Człowiek, który pogrzebał romantycznego ducha himalaizmu czy ten, który uczynił ten sport dostępniejszym? Dla wielu Rob Hall jest symbolem odwagi i profesjonalizmu – marzycielem, który dotarł na dach świata, nie tylko dosłownie, ale i zawodowo. Wielu wytyka mu jednak pychę wynikającą z wcześniejszych sukcesów i niemożność odpuszczenia celu, gdy cena za jego osiągnięcie staje się zbyt wysoka.
Praktyka najlepszą formą zdobywania wiedzy
Robert Edwin Hall urodził się 14 stycznia 1961 roku w Christchurch w Nowej Zelandii. Dorastał w regionie zdominowanym przez Alpy Południowe, co w znacznym stopniu ukształtowało jego podejście do gór i pracy. W odróżnieniu od wielu innych wspinaczy, Hall reprezentował typ praktyka-rzemieślnika.
Jako 14-latek porzucił szkołę, by zająć się pracą w firmie Alps Sports, zajmującej się projektowaniem i produkcją odzieży oraz sprzętu outdoorowego. Dzięki temu doświadczeniu zyskał cenną wiedzę na temat technologii materiałów i konstrukcji ekwipunku, co okazało się niezwykle istotne dla jego późniejszej kariery. W środowisku wspinaczkowym był znany z wręcz obsesyjnej dbałości o najdrobniejsze detale sprzętowe i logistyczne. Jako 16-latek awansował na stanowisko menadżera. To udowadnia, że już w młodości wykazywał zdolności przywódcze i organizacyjne.
Pierwsze sukcesy
W Alpach Południowych preferował warunki zimowe. To właśnie on dokonał pierwszych zimowych przejść takich formacji jak Caroline Face na Mount Cook, a także szczytów La Perouse i Black Tower. Te osiągnięcia wymagały nie tylko technicznej biegłości, ale także ogromnej odporności psychicznej. Dla Halla stały się przepustką do najwyższych gór świata. W Himalaje po raz pierwszy wyruszył w 1980 roku. Dwa lata później wziął udział w drugim przejściu północnej grani Ama Dablam i drugim wejściu na szczyt Numbur.
Partnerstwo z Garym Ballem
Kluczowy moment w międzynarodowej karierze Roba Halla nastał w 1988 roku, gdy nawiązał współpracę z Garym Ballem. Starszy i bardziej doświadczony wspinacz stał się dla niego nie tylko wspinaczkowym partnerem, ale i najbliższym przyjacielem. Wspólnie opracowali ambitny plan, dzięki któremu mieli zyskać rozpoznawalność i finansowanie dalszej działalności – zdobycie najwyższych szczytów wszystkich siedmiu kontynentów w rekordowo krótkim czasie.
W 1990 roku dokonali wyczynu, który odbił się szerokim echem, nie tylko w świecie wspinaczkowym, ale i w mediach. W ciągu siedmiu miesięcy zdobyli Koronę Ziemi (zgodną z listą Bassa), zaczynając od Mount Everestu w maju, a kończąc na Masywie Vinsona na Antarktydzie w grudniu. Dzięki temu sukcesowi w Nowej Zelandii zyskali status bohaterów narodowych i liczne odznaczenia, w tym New Zealand Commemoration Medal i Order Imperium Brytyjskiego za zasługi dla alpinizmu.
W tym duecie Hall był postrzegany jako metodyczny organizator i dyplomata, potrafiący łagodzić konflikty w bazach. Z kolei Ball wnosił do współpracy ogromną dawkę entuzjazmu i energii. Razem przeprowadzili aż 47 wypraw.
Akcja ratunkowa na Evereście
Mówiąc o ich wspólnych dokonaniach, nie można nie wspomnieć o udziale w akcji ratowania Andrzeja Marciniaka, który jako jedyny z ekipy przetrwał zejście lawiny podczas odwrotu z Everestu (27 maja 1989 roku). Akcję ratunkową zorganizował Artur Hajzer. Hall i Ball zaoferowali pomoc. 31 maja dotarli do polskiego wspinacza i bezpiecznie sprowadzili go z góry.
Pionierstwo w biznesie wysokogórskim
Sukces z 1990 roku pozwolił im zrozumieć, że ich przyszłością nie jest sport wyczynowy, a komercyjne przewodnictwo. W 1991 roku założyli firmę Hall and Ball Adventure Consultants, później skróconą do Adventure Consultants. Ich celem było oferowanie bezpiecznego i profesjonalnie przygotowanego wejścia na najwyższe szczyty świata dla osób, które dysponowały odpowiednim kapitałem, ale niekoniecznie dekadami doświadczenia wspinaczkowego.
Dzięki obsesyjnemu podejściu Halla do bezpieczeństwa, ich firma szybko stała się liderem rynku. W 1992 roku odnieśli swój pierwszy wielki sukces komercyjny na Evereście, wprowadzając na szczyt sześciu klientów. Ze względu na sprawność i łatwość, z jaką poruszał się w ekstremalnym terenie, Hall zyskał przydomek „Mountain Goat”. Swoją renomą przyciągał klientów z całego świata, mimo że cena wyprawy w AC była wyraźnie wyższa niż u konkurencji.
Standardy firmy Halla
Hall wprowadził szereg innowacji, które stały się później standardem w branży:
- zarządzanie tlenem – był zwolennikiem używania dodatkowego tlenu powyżej 8000 metrów przez wszystkich przewodników, co miało zapewniać im jasność umysłu niezbędną do opieki nad klientami;
- logistyka bazy – standardy żywieniowe i higieniczne w bazach AC były znacznie wyższe niż w tradycyjnych wyprawach narodowych, co minimalizowało ryzyko infekcji i utraty wagi przed atakiem szczytowym;
- relacje z Szerpami – Hall cieszył się ogromnym szacunkiem wśród społeczności Szerpów, traktując ich jako równorzędnych partnerów i dbając o ich ubezpieczenie oraz wyposażenie.
Tragedia na Dhaulagiri
W październiku 1993 roku determinacja Roba została wystawiona na ciężką próbę. W trakcie wyprawy na Dhaulagiri Gary Ball zachorował na wysokościowy obrzęk płuc. Mimo desperackich prób ratunku zmarł na wysokości ponad 6000 metrów. Hall pochował przyjaciela w lodowej szczelinie. Mimo straty, zdecydował się kontynuować działalność.
Geneza katastrofy z 1996 roku
Wyprawa z 1996 roku była dla Halla rutynowym, choć logistycznie złożonym przedsięwzięciem. Wcześniej, wprowadził na szczyt Everestu 39 osób. Takiego wyczynu nie dokonał żaden inny przewodnik niebędący Szerpą. Należy jednak podkreślić, że sezon ten charakteryzował się zagęszczeniem komercyjnych ekip, jakiego na najwyższym szczycie świata wcześniej nie było. Głównym konkurentem Halla był Scott Fischer i jego firma Mountain Madness. Obecność Jona Krakauera, dziennikarza piszącego dla wpływowego magazynu „Outside” w zespole Halla, stworzyła dodatkową presję sukcesu medialnego.
Oprócz niego i Halla, w skład zespołu AC weszli:
- Mike Groom (przewodnik),
- Andy Harris (przewodnik),
- Doug Hansen (klient),
- Beck Weathers (klient),
- Yasuko Namba (klientka),
- Lou Kasischke (klient),
- Frank Fischbeck (klient),
- Stuart Hutchison (klient),
- John Taske (klient).
Wydarzenia z 10–11 maja
Atak szczytowy rozpoczął się tuż po północy 10 maja. Wspinacze wyruszyli z obozu IV na Przełęczy Południowej (ok. 7900 m). Od samego początku wyprawa napotykała problemy, które kumulowały się w czasie. Jednym z najpoważniejszych był brak przygotowanych lin poręczowych na kluczowych odcinkach drogi, w tym na Stopniu Hillary’ego. Szerpowie z ekip Halla i Fischera nie porozumieli się co do podziału pracy, co spowodowało wielogodzinne zatory w strefie śmierci.

Hall kładł duży nacisk na rygorystyczne przestrzeganie godzin powrotu, jednak tamtego dnia złamał własną zasadę. Powodem był Doug Hansen, który rok wcześniej musiał zawrócić tuż przed szczytem i dla którego była to ostatnia szansa na zdobycie góry. Czując się osobiście odpowiedzialnym za sukces klienta, Hall pozwolił mu kontynuować wspinaczkę już po bezpiecznym limicie czasu. Hansen dotarł na wierzchołek ok. 16:00, kiedy na horyzoncie widoczna była już potężna burza śnieżna.
Załamanie pogody nastąpiło w momencie, gdy wielu wspinaczy znajdowało się jeszcze w pobliżu szczytu lub na południowo-wschodniej grani. Widzialność spadła niemal do zera, a temperatura osiągnęła poziom, który uniemożliwiał przetrwanie bez ruchu. Schodząc z całkowicie wyczerpanym Hansenem, Hall utknął na Południowym Wierzchołku (8749 m). Hansen prawdopodobnie zmarł wkrótce potem, a Andy Harris, który próbował dostarczyć im tlen, zaginął w zamieci.
Ostatnia rozmowa
Nocą z 10 na 11 maja Hall biwakował pod gołym niebem, bez dodatkowego tlenu, w temperaturze odczuwalnej sięgającej minus 50 stopni Celsjusza. O świcie nawiązał kontakt radiowy z bazą. Mimo skrajnego wyczerpania, brzmiał nadzwyczaj racjonalnie. Jego stan fizyczny nie pozwalał mu jednak na samodzielne zejście – odmrożone dłonie i stopy uniemożliwiały operowanie linami. Później, korzystając z telefonu satelitarnego, pracownicy bazy połączyli go z jego ciężarną żoną w Nowej Zelandii. Świadomy zbliżającego się końca, starał się ją uspokoić.
Rob Hall zmarł prawdopodobnie wieczorem 11 maja z powodu hipotermii. Jego ciało zostało znalezione 23 maja przez uczestników ekspedycji IMAX. Do dziś spoczywa na Południowym Wierzchołku, służąc za memento dla innych wspinaczy.
Nasz autor
Artur Białek
Współpracownik National-Geographic.pl. Wcześniej związany m.in. z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. Pisał dla tytułów takich jak: „Kulisy Powiatu”, „AndroidNow” (gdzie pełnił także funkcję redaktora naczelnego) i „Bezpieczna Podróż”. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale bardziej z przypadku niż zamiłowania. Jego największą pasją są podróże, zwłaszcza do miejsc wysokich, stromych i skalistych. Niewiele brakuje mu do zdobycia Korony Gór Polski, ale jego ambicje sięgają dalej. Lepiej niż w otoczeniu betonu i wielkopłytowej zabudowy czuje się wśród drzew i gór, które są jego największą miłością (zaraz obok ekosystemów leśnych), a obiektyw jego aparatu woli architekturę zabytkową niż nowoczesną. Najbardziej interesuje go historia współczesna, jako ta najlepiej poznana i pozostawiająca najmniej znaków zapytania. Wszystkie zwierzęta uważa za równorzędnych mieszkańców Ziemi. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w „National-Geographic.pl” pisze przede wszystkim o przyrodzie i historii. Zagorzały przeciwnik betonozy. Prywatnie opiekun dwóch wspaniałych gryzoni.

