„I oto wyszliśmy znów zobaczyć gwiazdy" - pisał Dante. A żeby ujrzeć ich jasność potrzebna jest... ciemność. Sprzęt to sprawa drugorzędna.

Niecodzienna conocność

Nikt nie spodziewał się postoju. Od paru godzin tłukliśmy się asfaltowymi zawijasami, ale według słów kierowcy do Katmandu była jeszcze godzina jazdy. Kazali wysiąść i czekać. Na zewnątrz duchota i spaliny, klaksony i ta przytłaczająca ciemność. Zrezygnowany siadłem na poboczu, oczy powędrowały w górę. Niebo, tak jak dźwięki i zapachy, też było tu inne. Wielka Niedźwiedzica chowała ogon za północnym horyzontem, Gwiazda Polarna wisiała nisko nad nim. Za plecami miałem kawałek nieba, którego w Polsce po prostu nie widać. Gwiazdozbiory, których nie potrafiłem nazwać. Tam, w sąsiedztwie zwrotnika, dawało się podejrzeć to, co dla południowej półkuli jest codziennością. A może raczej conocnością.

Trzeba było Nepalu, bym na niebo spojrzał z rozmysłem. Wcześniej też lubiłem się gapić na gwiazdy, ale raczej w bezrefleksyjnym zachwycie. Zwykle w sierpniu. Na Warmii noce stają się już wtedy chłodne. Zakładało się więc polar, brało coś do kieszeni na rozgrzewkę. Czas wymykał się wtedy spod kontroli, perseidy szły w sześćdziesiątki, a do domu wyganiał dopiero świt.

Sierpień to chyba ulubiony miesiąc miłośników astronomii. Bo nie dość, że najsłynniejszy rój meteorów, to jeszcze pogoda sprzyja obserwacjom. I wreszcie zapada noc. Bo w lipcu jest jednak za jasno. O wczesnoletnich nocach mówią „białe”, bo Słońce ledwie tylko chowa się pod horyzont. Po astronomicznym zmierzchu następuje od razu świt. Puryści mówią, że noc nastaje dopiero wtedy, gdy środek słonecznej tarczy przetoczy się poniżej 18 stopnia.

 

Przez co patrzeć

Tak naprawdę wszyscy jesteśmy astronomami. Podstawy wynosimy ze szkolnej geografii. Na przykład to, w jaki sposób porusza się Ziemia. Mateusz Borkowicz, astronom z Centrum Nauki Kopernik, tłumaczy: – My, jako Ziemia, twarzą jesteśmy zawsze zwróceni w stronę Słońca. I kiedy wokół niego wędrujemy, za plecami mamy ciągle inny widok. Ta tylna część, czyli noc na Ziemi, z biegiem miesięcy zwraca się w stronę innej części nieba. Z dnia na dzień tej różnicy nie widać, ale po pół roku patrzymy już na przeciwną stronę nieba.

Nieuzbrojone oczy to pierwszy przyrząd do obserwacji, choć zwykle o tym zapominamy. Dopiero później, gdy uświadamiamy sobie, że zerkamy na nie częściej niż inni, stajemy przed dylematem: czym je wzmocnić. Wybór pada zwykle na teleskop, ale jeśli pytać osób już w astronomię wkręconych, odpowiedź brzmi: kup wpierw lornetkę.

Chodzi o to, by oswoić się z obserwacjami. Rozeznać na niebie, sprawdzić nowe hobby. Lornetka daje większą swobodę obserwacji, bo patrzeć można przez nią na wszystko, byle nie na Słońce – Mateusz Borkowicz z CNK jest tego samego zdania. – Ale lornetka lornetce nierówna. Te do zastosowań astronomicznych mają zwykle duże obiektywy, o średnicy nawet 70 mm.

Właściwie nie powiększają, ale bardzo wspomagają oczy. Pole widzenia jest w nich szerokie, łapie się w nie dużo światła. Zwykle są też ciężkie, bo lornetka musi swoje ważyć, żeby ustabilizować ręce.
Teleskop nie jest tak poręczny. I trzeba się zastanowić, na co chcemy patrzeć. Zasada jest prosta: im większe powiększenie, tym mniej łapanego światła. A to rodzi konsekwencje. – Typowy teleskop soczewkowy, tzw. refraktor, służy raczej do obserwacji planet i Księżyca, które są jasne. Ma duże powiększenie, ale małą światłosiłę. Teleskop zwierciadlany typu New­ton ma duże lustro, zbierze więcej światła niż soczewkowy. Będziemy przez niego patrzeć raczej na mgławice, galaktyki, gromady gwiazd.

Ważniejsza od sprzętu jest ciemność. Nie trzeba po nią jechać aż do Nepalu. Wystarczą Bieszczady czy Mazury, a czasem i kilka kilometrów za miastem. Wyskakując z jasnego wnętrza pod rozgwieżdżone niebo początkowo zobaczymy niewiele. Trzeba poczekać nawet 15–20 min, by przyzwyczaić wzrok. A najkrótszy rzut oka na rozświetlony ekran telefonu psuje cały wysiłek. Oko znów staje się wobec ciemności bezradne. Ratunkiem może być czerwony filtr na latarkę czy telefon. Albo tryb nocny dostępny w większości smartfonów.

 
Na co patrzeć

Zacznijmy od określenia stron świata. – Najlepiej metodą na Gwiazdę Polarną – tłumaczy Borkowicz. – Szukamy Wielkiego Wozu, czyli zadniej części Wielkiej Niedźwiedzicy. Tylną ściankę tego wozu przedłużamy pięciokrotnie. Na końcu tego odcinka spotkamy w miarę jasną gwiazdę, koniec dyszla Małego Wozu. To Gwiazda Polarna, pod nią zawsze będzie północ.

A co dalej? – Księżyc oglądany gołym okiem nadaje się tylko na randki. Uzbrojonym – zależy od pory – mówi ekspert. – Ważne, żeby unikać pełni. Utrudnia wtedy obserwację reszty nieba, a sam nie wygląda zbyt efektownie. Oświetlony jest wówczas z góry, a jego kratery nie są tak wyraźne. Co innego, gdy znajduje się bliżej nowiu, a Słońce oświetla go z boku.

Planety? – Choćby Mars. Czerwony punkt, ale to tylko złudzenie wynikające z konstrukcji naszej atmosfery. W rzeczywistości Mars jest pomarańczowy. Łatwo go zobaczyć nawet w Warszawie. Planetę trudno pomylić z gwiazdą. Te ostatnie są bardzo daleko, a ich światło ulega turbulencjom w ziemskiej atmosferze i migocze. Jeśli ta kropka na niebie nie mruga, jest planetą.

Gwiazdy? Nie ma sensu, w obiektywie amatora pozostaną kropkami. Co innego mgławice. Choćby ta w widocznym zimą gwiazdozbiorze Oriona. Wygląda jak szara mgiełka. – Niektórzy się dziwią, że obrazy nieba nie są kolorowe – mówi astronom. – Nawet jeśli patrzymy na mgławicę przez duży teleskop, nie widzimy kolorów. To wina naszych oczu. Ale już zrobione tej samej mgławicy zdjęcie będzie barwne. Ludzie są przyzwyczajeni do takich zdjęć z teleskopu Hubble’a, a potem samemu widzą to wszystko na szaro i przeżywają zawód.

Nie zawód, a niespodziankę przeżyjemy z kolei, patrząc na obiekty wykonane ludzką ręką. Śledząc astronomiczny internet (heavens-above.com), jesteśmy w stanie przewidzieć przeloty Międzynarodowej Stacji Kosmicznej lub rozbłyski luster komunikacyjnych satelitów Iridium. A potem, kiedy już zobaczymy przecinającą niebo jasną kropkę ISS, pozostanie nam zanucić za Davidem Bowiem: „Ziemia do majora Toma! Czy mnie słyszysz? Majorze Tom?”. 

 


3 PORADY DLA OBSERWATORÓW NIEBA

1. Podstawa to ubranie adekwatne do nocnych temperatur.
Nawet najpiękniejszy widok szybko nam zbrzydnie, jeśli zmarzniemy.

2. Przyda się obrotowa mapa nieba lub aplikacja z mapą wirtualną (np. Stellarium).
Dzięki nim przed rozpoczęciem obserwacji uzmysłowimy sobie, jakich obiektów szukać.

3. Nie kieruj teleskopu czy lornetki w stronę Słońca!
Służą do tego specjalne filtry umieszczane na obiektywie, a nie bezpośrednio przed oczami obserwującego.


Adam Robiński