„Byłem bliski utraty palców”. Polak jedzie na rowerze od bieguna do bieguna
Z norweskiego Svalbardu do Ushuaia na krańcu Ameryki Południowej – taki cel postawił sobie Grzegorz Stenka. Wyprawa licząca kilkanaście tysięcy kilometrów ma nie tylko sprawdzić granice jego wytrzymałości, ale także pomóc dzieciom objętym opieką hospicjum.

Podróżnik z Pomorza od siedmiu miesięcy realizuje projekt „Od bieguna do bieguna – Od marzenia do legendy. Svalbard – Ushuaia”. Za sobą ma już ponad 6 tys. kilometrów przejechanych rowerem – od Koła Podbiegunowego aż do Maroka. W najbliższych dniach zamierza dotrzeć do Zwrotnika Raka na Saharze, a później przenieść się do Ekwadoru, skąd rozpocznie kolejny etap wyprawy przez Amerykę Południową aż do najbardziej wysuniętego na południe miasta świata. Każdy przejechany kilometr oznacza jednocześnie realne wsparcie dla Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych.
Ponad 6000 kilometrów na rowerze. Za nim mróz, przed nim Sahara
Grzegorz Stenka oficjalnie rozpoczął rowerową część wyprawy przy Kole Podbiegunowym, skąd ruszył na południe przez Skandynawię, Europę i Maroko. Dziś ma za sobą już ponad 6000 kilometrów przejechanych od Koła Podbiegunowego, a licząc od wyjazdu z rodzinnego Bydlina – ponad 6300 kilometrów.
Jak przyznaje, najtrudniejszym odcinkiem okazała się północna Finlandia i Szwecja, gdzie zimą temperatury spadały do blisko -30 st. C., a odległości między kolejnymi miejscowościami były na tyle duże, że nawet niewielka awaria sprzętu czy pogorszenie pogody mogły mieć poważne konsekwencje. – Najbardziej niebezpiecznym etapem wyprawy był etap w północnej Finlandii i Szwecji. Niskie temperatury oraz dalekie dystanse między cywilizacją sprawiły, że doznałem odmrożenia palców prawej ręki, przez co byłem bliski ich utraty – wspomina w rozmowie z naszą redakcją.
Mimo ekstremalnych warunków podróż zapamiętał jednak nie tylko przez pryzmat trudności. – Pozytywnie zaskoczyła mnie gościnność ludzi w północnej Europie – mówi. Zwraca też uwagę, że rzeczywistość nie zawsze przypomina zdjęcia publikowane w internecie. – Mogę również stwierdzić, że zorze polarne nie są tak piękne, jak na zdjęciach – dodaje.
Obecnie podróżnik znajduje się w Maroku. Z Marrakeszu rozpoczął kolejny wymagający etap wyprawy prowadzący przez góry Atlas i dalej w stronę Sahary.

Każdy kilometr to wsparcie dla hospicjum. Tak działa akcja „Kilometry dla Dzieci”
Choć sama wyprawa robi ogromne wrażenie, dla Grzegorza Stenki równie ważny jest jej wymiar charytatywny. Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy postanowił połączyć realizację podróżniczego marzenia z pomocą potrzebującym. W 2021 roku podczas wyprawy do Cabo da Roca prowadził zbiórkę na rzecz hospicjum w Gdańsku, a rok później przewiózł listy od dzieci do Wioski Świętego Mikołaja w Rovaniemi. Obecny projekt jest kontynuacją tej idei, ale na znacznie większą skalę.
W ramach akcji „Kilometry dla Dzieci” sponsor przekazuje 35 groszy za każdy kilometr pokonany przez podróżnika, a przebieg trasy jest weryfikowany na podstawie zapisów z urządzenia GPS. Do tej pory dzięki przejechanym kilometrom udało się zebrać 1748 zł, natomiast łącznie – wraz z wpłatami od darczyńców za pośrednictwem internetowej zbiórki – ponad 5600 zł.
Stenka ma nadzieję, że wraz z kolejnymi etapami wyprawy do inicjatywy będą dołączać następni sponsorzy, co pozwoli znacząco zwiększyć kwotę przekazaną Zachodniopomorskiemu Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych. – Nasz projekt potrzebuje osób, które chciałyby dołączyć do akcji charytatywnej „Kilometry dla Dzieci”. Można dołączyć na tydzień, miesiąc lub dłużej – zachęca. Wsparcia można udzielić również poprzez internetową zbiórkę prowadzoną na portalu Zrzutka.pl.

Najpierw Toubkal, później Ameryka Południowa. Przed nim jeszcze tysiące kilometrów
Obecnie podróżnik zdobył Dżabal Tubkal – najwyższy szczyt Afryki Północnej, wznoszący się na wysokość 4167 m n.p.m. Wraz z przyjacielem Marcinem Kubiakiem oraz lokalnym przewodnikiem planował wejść na górę, prowadząc ze sobą rower. Jak wcześniej podkreślał, nie chodzi o bicie rekordów ani próbę dokonania czegoś spektakularnego za wszelką cenę. – Wyzwanie z Toubkalem nie ma głębszego sensu. Ma na celu zwrócenie uwagi na zrzutkę – mówił otwarcie. Ostatecznie okazało się jednak, że roweru nie udało się wnieść na szczyt. Jak poinformował na facebookowym profilu Muszla św. Jakuba, został on na posterunku. Napisał: „Niestety rower musiał zostać na posterunku żandarmerii, ponieważ uznano, że stwarza zagrożenie”.
Po zejściu ze szczytu planuje kontynuować podróż w kierunku Zwrotnika Raka na Saharze. Następnie wróci do Hiszpanii, skąd poleci do Ekwadoru i rozpocznie drugi etap projektu prowadzący przez Amerykę Południową. Trasa poprowadzi przez równik i Zwrotnik Koziorożca aż do Ushuaia – miasta na południu Argentyny, uznawanego za najbardziej wysunięte na południe duże miasto świata.
Jak zdradza, sam pomysł wyprawy narodził się spontanicznie podczas wcześniejszej podróży po Ameryce Południowej. Dziś chce udowodnić, że nawet najbardziej ambitne marzenia można połączyć z konkretną pomocą dla innych, a każdy kolejny kilometr ma przybliżać go nie tylko do celu, ale również do zebrania jak największej kwoty dla podopiecznych hospicjum.
Źródło: National Geographic Polska
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

