Reklama

Naszą wyprawę na Tubkal, czyli najwyższy szczyt gór Atlas, rozpoczynamy w pierwszych dniach lutego 2026. To właśnie przełom roku jest najlepszym momentem na zdobywanie Tubkalu dla tych, którzy kochają śnieg i mają doświadczenie w zimowych wędrówkach.

Jeśli jednak trekking ma być łatwiejszy, a warunki mniej surowe, to przewodnicy rekomendują zdobywanie góry w maju lub czerwcu. Temperatury są wtedy umiarkowane, tuż przed rozpoczynającym się w Maroku upalnym latem.

Gdzie nocować przed wejściem na Tubkal? Imil jako baza wypadowa

Nocleg najlepiej zarezerwować w Imlil, bo tam rozpoczyna się szlak do pierwszego punktu – czyli schroniska Jebel Toubkal. Znaleźć je można na większości popularnych platform. Dotrzeć można tam na dwa sposoby taksówką lub busem. Minibusy odjeżdżają z okolic Rue Oqba Ben Nafaa w Marrakeszu, a przejazd kosztuje około 30 MAD. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość i przygotować na liczne przystanki. Prywatna taksówka kosztuje około 70 euro.

Do Imlil docieramy wieczorem. Powoli zapada zmrok, ale nad górską wioską widać jeszcze zarysy ostrych szczytów. To w ich kierunku wszyscy spoglądamy z nadzieją. Przepakowujemy plecaki, bo do miejsca noclegu iść będziemy żwirową drogą, której nie da się pokonać samochodem. Przepakowujemy się szybko, ale uważnie, bo po pozostawione rzeczy nie będzie już powrotu.

Uczta na koniec dnia

Do nas na trasie dołącza Rachid, przewodnik, który razem z rodziną mieszka w Imlil. To w jego domu spędzimy coraz szybciej nadchodzącą noc. Wędrówka trwa blisko godzinę. Do domu gospodarza dotrzeć można, pokonując kamienne schody i wąskie „uliczki” między skałami.

Architektura podyktowana jest rozkładem górskich formacji. Na miejscu czeka na nas ojciec Rachida, który również przewodził górskim wyprawom. Dziś pomaga mu przyjmować turystów. Zajadamy się marokańskim tadżinem (ryżem, pieczonymi warzywami), a dla chętnych jest też kurczak.

Ucztę wieńczy słodka herbata. W górskich chatach nie ma centralnego ogrzewania. Do utrzymania ciepła służy mały piecyk, ustawiony w centralnym punkcie domu. Tegoroczna zima była wyjątkowo sroga, więc kamienne ściany wciąż trzymają zimno. Mimo że do snu kładziemy się w polarach, czapkach i śpiworach, to w całości chowamy się pod ciężkimi, grubymi kocami. Szybko zapadamy w sen.

Imlil i kolacja w domu Rahida,
Imlil i kolacja w domu Rachida, fot. archiwum prywatne

Przewodnik na Tubkal – czy jest obowiązkowy?

Zgodnie z marokańskim prawem, wejście na Jebel Toubkal wymaga wynajęcia licencjonowanego przewodnika. Na trasie (szczególnie przy wyjściu z Imlil) znajdują się posterunki żandarmerii, gdzie sprawdzane są dokumenty. Nas również przy nich zatrzymywano.

Lokalnego przewodnika można znaleźć na miejscu, bo w Imlil znajduje się kilka biur turystycznych. To mała miejscowość, więc niemal każdy ma w rodzinie kogoś, kto posiada certyfikat. Jeśli jednak jesteś osobą, która potrzebuje zaplanować to wcześnie, to również polskie agencje korzystają z usług lokalnych przewodników. Taka wędrówka to wielka przyjemność, bo lokalni mieszkańcy mają ogromną wiedzę na temat przyrody i historii okolicy i chętnie dzielą się nią z turystami.

Wejście na Dżebel Tubkal zimą. Co warto wiedzieć przed wyprawą?

Po pobudce w domu przewodnika, od rana przygotowaniom towarzyszą nerwy. Kilka dni wcześniej w okolicach schroniska, w którym mamy spędzić następną noc zeszła lawina. Lokalne władze zakazały wejścia na Tubkal. Sytuacja jest niepewna, a przewodnik zastrzega, że o tym czy szlak zostanie otwarty, dowiemy się dopiero po dotarciu do kolejnego etapu wyprawy. Na to gotowi muszą być wszyscy, którzy zdecydują się zdobywać Tubkal zimą.

Rozmawiamy z Rahidem, o tym co się stało. Imlil ze względu na swoje położenie od lat jest miejscem chętnie odwiedzanym przez miłośników gór. Mężczyźni w tym regionie od pokoleń przekazywali sobie wiedzę o szczytach i przewodzili wyprawom. Wraz z rozwojem masowej turystyki, pojawili się również przewodnicy z innych części kraju. Ci, zdaniem Rahida, nie mają odpowiedniej wiedzy i znajomości gór.

Wraz z ich przybyciem, zaczęły się wypadki. Jak mówi – doświadczony górołaz widzi, kiedy sytuacja robi się niebezpieczna, zna wszystkie trudne miejsca. Na braku kompetencji przyjezdnych, tracą wszyscy. Narażeni są podróżnicy, ci, którzy wyruszają z pomocą i lokalny biznes, bo turyści rezygnują z wypraw.

Droga na szczyt i
Droga na szczyt i wyjście ze schroniska, fot. archiwum prywatne

Podejście do schroniska pod Dżebel Tubkal

Zima jest w tym roku wyjątkowo ciężka. Zwykle o tej porze można już było wchodzić do schroniska w koszulce z krótkim rękawem, tymczasem ja na polar zakładam kolejną warstwę i ciepłą puchową kurtkę. Droga jest piękna i malownicza.

Na trasie mijamy kamień Sidi Chamharouch, to miejsce kultu osób, które poszukują uzdrowienia. Wraz z nabieraniem wysokości robi się coraz zimniej. Wieje bardzo silny wiatr. Powyżej 2500 m n.p.m. część uczestników wyprawy zaczyna czuć pierwsze objawy choroby wysokościowej. To częsta przypadłość. Wysokość zdobywamy szybko. Ci, którzy miewali podobne problemy w przeszłości mogą zaopatrzyć się w odpowiednie leki. Ważne jednak, by zacząć je brać odpowiednio wcześnie, zgodnie z zaleceniami lekarza.

Tubkal na horyzoncie

Ostatnie metry pokonujemy już mocno zmęczeni. Docieramy do schroniska na wysokości 3200 m n.p.m. To piękne miejsce, ale temperatura w nocy to blisko -10 stopni, a my nie możemy liczyć na żadne ogrzewanie. Obowiązkiem jest więc posiadanie ciepłego śpiwora i polaru (którego, jak gwarantuję, nie będziesz chciał zdjąć do spania). Śpimy na drewnianych łóżkach, w wieloosobowych pokojach. Na miejscu dostępne są ciepłe i grube koce, które w tych warunkach są zbawienne.

Do toalety przemieszczamy się biegiem, bo każde wyjście z umoszczonego posłania to wyzwanie. O umyciu jakiejkolwiek części ciała nie może być mowy. Najtrudniej mają osoby, które zaczynają odczuwać skutki wysokości i co chwilę muszą biegać do toalety. Mimo to cudowne widoki wynagradzają nam spartańskie warunki.

Wieczorem rozpoczynają się narady przewodników. Ciąży na nich ogromna odpowiedzialność, bo – jak mówią – jeden wypadek turyści potraktują jako nieszczęście, ale kolejny obiorą już jako zaniedbanie i brak profesjonalizmu. Cała miejscowość żyje z turystyki, więc to dla nich ogromne zagrożenie.

Zasypiamy, słysząc szalejącą za oknami zamieć. Nie maskuje jej żaden inny hałas, bo w schronisku panuje idealna cisza. W pewnym momencie budzi nas Rahid. Dostali wiadomość od lokalnych władz. Wejście na Tubkal jest zabronione. Nikt nie będzie ryzykował życia turystów. Decyzję przyjmujemy z żalem, ale i szacunkiem dla doświadczenia tych, którzy byli tu przed nami.

Źródło: National Geographic Polska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...