Tutaj niezwykłe błyskawice uderzają przez większość roku. Widać je z setek kilometrów
W południowo-zachodniej części jeziora Maracaibo w Wenezueli znajduje się najaktywniejszy punkt wyładowań atmosferycznych na Ziemi, a burze pojawiają się tam średnio przez około 300 dni w roku. O fenomenie „Catatumbo” decyduje wyjątkowe połączenie ciepłej i wilgotnej powierzchni jeziora, gór otaczających jego kotlinę oraz lokalnych wiatrów, które nocą zbiegają się nad wodą, powodując silne unoszenie wilgotnego powietrza i rozwój potężnych chmur burzowych.

W basenie Maracaibo panują niemal idealne warunki do powstawania tego zjawiska. Jezioro ma około 13,2 tys. kilometrów kwadratowych i leży pomiędzy pasmami górskimi północnych Andów. Jego woda jest przez cały rok bardzo ciepła – mniej więcej 28–31 stopni Celsjusza – dostarcza więc atmosferze ogromnej ilości ciepła i wilgoci.
Kraina wiecznej burzy
Sam proces zaczyna się już za dnia, kiedy słońce mocno nagrzewa ląd wokół jeziora. Następnie, już po zachodzie, zmieniać zaczyna się również miejscowy układ wiatrów. Chłodniejsze masy spływają ze zboczy gór i kierują się nad cieplejsze jezioro, gdzie spotykają się z wilgotnymi masami znad wody.
Kiedy dochodzi do ich zderzenia nad basenem Maracaibo, powietrze zostaje wypychane na duże wysokości i z czasem przyczynia się do tworzenia potężnych chmur burzowych.
Jedyne takie miejsce na świecie
Cały fenomen Catatumbo jest więc częściowo uzależniony od wiatru. Przy czym olbrzymie znaczenie ma również konfiguracja terenu. Góry, jezioro, doliny i lokalne bryzy sprawiają bowiem, że powietrze zbiega się w jednym miejscu.
Badacze opisują także charakterystyczny nocny prąd powietrza w basenie Maracaibo. Dzięki temu burze nie pojawiają się przypadkowo w różnych miejscach, lecz mają tendencję do powstawania w bardzo ograniczonym obszarze, w południowo-zachodniej części jeziora.
Na aktywność Catatumbo wpływają ponadto temperatura powierzchni jeziora, położenie strefy konwergencji międzyzwrotnikowej i regionalne układy wiatrów. To właśnie połączenie kilku pozornie zwyczajnych zjawisk sprawia, że burze potrafią wracać niemal w to samo miejsce, noc po nocy.
Istnieją też dwa okresy zwiększonej aktywności w ciągu roku, około maja oraz od sierpnia do października, kiedy lokalny mechanizm jest dodatkowo wspierany przez większe układy atmosferyczne.

I choć w wielu miejscach na świecie burze pojawiają się w godzinach popołudniowych, kiedy nagrzany przez słońce ląd powoduje silną konwekcję, nad Maracaibo największe nawałnice możemy obserwować właśnie w nocy.
Jezioro błyskawic
O zmroku nad południowo-zachodnią częścią jeziora zaczynają pojawiać się pierwsze rozbłyski. Podczas jednej z wypraw do wioski Ologá obserwatorzy z Wielkiej Brytanii opisywali błyskawice pojawiające się przez całą noc, aż do świtu.
Najstarsza znana pisemna wzmianka o „jeziorze błyskawic” pochodzi z 1597 roku, z poematu „La Dragontea” Lopego de Vegi. Później opisywali je m.in. Alexander von Humboldt i Agustín Codazzi, który w XIX wieku porównywał je do latarni wskazującej drogę żeglarzom.
Zwyczajna niezwykłość
Mieszkańcy nauczyli się żyć z burzą, a część z nich znalazła nawet sposób, żeby ją wykorzystać. Rybacy przez lata traktowali błyskawice jako naturalny punkt orientacyjny podczas nocnych wypraw na jezioro.
Kiedy w 2010 roku przez około pięć tygodni nie pojawiła się ani jedna nawałnica, miejscowi nie potrafili cieszyć się z ciszy, bo ta od pokoleń pozostawała dla nich czymś nienaturalny.
Dziś Catatumbo przyciąga także turystów, którzy przypływają po zmroku łodziami razem z miejscowymi przewodnikami, żeby obserwować wyładowania nad południowo-zachodnią częścią jeziora. Zjawisko jest na tyle charakterystyczne, że w 2014 roku zostało wpisane do Księgi Rekordów Guinnessa jako miejsce o największej średniej liczbie wyładowań atmosferycznych na świecie.
Źródło: National Geographic Polska
Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasz autor
Kuba Stasiak Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.

