Reklama

Około 550 milionów lat temu nasza planeta wyglądała zupełnie inaczej. Jej południową półkulę zajmował gigantyczny ląd znany jako Gondwana, obejmujący dzisiejszą Afrykę, Amerykę Południową, Australię, Antarktydę i Indie. Przez lata geologowie spierali się jednak, czy można nazywać go pełnoprawnym superkontynentem. Aby w naukowym żargonie zyskać to miano, ląd musiałby skupiać wymagane 75% całkowitej masy lądowej na Ziemi.

Tymczasem klasyczne pomiary Gondwany wskazywały na zaledwie 64%. Zespół badaczy z Australii i Chin udowodnił właśnie, że brakujące elementy tej układanki od zawsze znajdowały się pod naszymi stopami.

Pod dachem świata znaleźli ukryte skały

Na łamach czasopisma „Science Advances” opublikowano wyniki analiz, które zmieniają mapy dawnej Ziemi. Naukowcy, zamiast brać pod uwagę wyłącznie skamieniałości, wykorzystali radioaktywne izotopy do precyzyjnego datowania granitów uformowanych głęboko w skorupie ziemskiej (m.in. pod współczesnymi Himalajami). Analizując próbki z całego globu, badacze stworzyli trójwymiarową mapę wieku geologicznego wnętrza Ziemi.

Wyniki okazały się rewolucyjne. Rozległe obszary ciągnące się od Azji Południowo-Wschodniej, przez większość Chin, aż po Kazachstan – które dotąd uznawano za dno starożytnego oceanu – w rzeczywistości stanowiły spójną część Gondwany, przykrytą z czasem młodszymi skałami. To poszerzyło powierzchnię tego lądu do ponad 80% ówczesnych terenów, ostatecznie ustalając jego status jako superkontynentu (tzw. Wielkiej Gondwany).

Pierścień Ognia i globalne ocieplenie

Ten pradawny twór miał potężne konsekwencje dla biologii. Zanim kontynenty ostatecznie się połączyły, Ziemia była niezwykle surowa – Gondwanę pokrywał lód i formacje przypominające górskie łańcuchy uwięzione w głębokim mrozie. Zlepienie się Wielkiej Gondwany wymusiło jednak globalną rekonfigurację płyt tektonicznych.

Wokół nowo powstałego superkontynentu uformował się łańcuch aktywnych wulkanów o długości 35 tys. kilometrów – pradawny odpowiednik współczesnego Pacyficznego Pierścienia Ognia. Przez kolejne 50 milionów lat gigantyczne erupcje pompowały do atmosfery niewyobrażalne ilości gazów cieplarnianych: głównie dwutlenku węgla i pary wodnej. Globalny klimat uległ gwałtownemu ociepleniu, całkowicie roztapiając zlodowacenia. Gondwana zamiast stała się czymś na kształt planetarnej szklarni, a to stworzyło idealne środowisko termiczne i chemiczne, które wywołało eksplozję kambryjską – gwałtowny rozkwit i zróżnicowanie się pierwszych w historii Ziemi tak skomplikowanych form życia.

Źródło: Science Advances

Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...