Ruszam śladem ornitologicznej wyprawy wzdłuż Doliny Środkowej Wisły. Co kryją wiślane łachy?
Dolina Środkowej Wisły należy do ostatnich w Europie Środkowej odcinków dużych rzek, które zachowały swój naturalny, nieuregulowany charakter. Piaszczyste łachy, wyspy i nadrzeczne zarośla tworzą tu wyjątkową mozaikę siedlisk dla rzadkich i barwnych gatunków ptaków. To świat, który istnieje tuż obok nas, choć często pozostaje niezauważony.

Spis treści:
- Tam, gdzie sterczą pomarańczowe dzioby
- Wilga, dziwonia i rybitwa. Godzina pełna cudów nad Wisłą
- „Ku-ku” nad Wisłą. Podglądamy życie ptaków w Kępie Polskiej
- Żurawie i osobliwy ohar. Finał nadwiślańskiej wyprawy
Podczas wyprawy ornitologicznej wzdłuż Doliny Środkowej Wisły przemierzam jeden z ostatnich w Europie Środkowej odcinków rzecznych o wciąż naturalnym, nieuregulowanym charakterze. W ciągu jednego dnia obserwuję, jak zmienia się krajobraz dźwięków i ruchu – od śpiewu wilg, dziwonii i trzciniaków, po spotkania z rzadkimi gatunkami, jak ostrygojad, biegus zmienny czy ohar. Każdy przystanek naszej trasy przynosi nowe, często zupełnie niespodziewane obserwacje. To właśnie ta nieprzewidywalność nadaje wyprawie wyjątkowy charakter.
Tam, gdzie sterczą pomarańczowe dzioby
16 maja o godzinie 7, w ramach terenowych kursów rozpoznawania ptaków organizowanych przez Horyzonty.pl, wyruszam spod Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie do Doliny Środkowej Wisły – obszaru Natura 2000 obejmującego odcinek rzeki pomiędzy Dęblinem a Płockiem. Teren ten jest objęty ochroną w celu zachowania cennych siedlisk ptaków, takich jak rybitwa białoczelna (Sternula albifrons), sieweczka obrożna (Charadrius hiaticula) czy mewa siwa (Larus canus).
Na miejsce docieram autokarem wraz z dwojgiem przewodników oraz innymi uczestnikami wycieczki ornitologicznej. Jako pierwszy punkt obserwacyjny wybieramy Stare Gniewniewice – wieś położoną w województwie mazowieckim. Stamtąd udajemy się spacerem w stronę punktu widokowego nad Wisłą. Idąc wzdłuż nadrzecznego pasa zieleni, zatrzymujemy się, by spojrzeć na piaszczyste łachy po drugiej stronie rzeki. Daleko stamtąd, wśród drzew, zauważam wystający, ceglany element. To ogromny komin dawnej cegielni w Mochty-Smok, pochodzącej z XIX wieku. Sama nazwa tej miejscowości rzekomo słynie z połączenia dwóch dawnych wsi: „Mochty” i „Smok”.
Wtedy jeden z przewodników zaprasza nas do rozstawionej lunety, kierując naszą uwagę na piaszczyste wybrzeże. Gołym okiem nie widać nic poza brzegiem, miejscami porośniętym trawami, natomiast w lunecie dostrzegam zupełnie inny świat. Przewodnik namierza cel. – To ostrygojad! – komunikuje głośno.
Przykładam oko do okularu lunety i rzeczywiście widzę ptaka o czarno-białym upierzeniu, z niezwykle jaskrawo pomarańczowym dziobem i nogami. Po chwili dostrzegam coś jeszcze. „Ten osobnik ma na nodze pomarańczową obrączkę!” – mówię. Ze względu na dużą odległość nie udaje się jednak odczytać jej numeru.
Ostrygojad (Haematopus ostralegus) w Polsce to bardzo rzadki gatunek lęgowy – w 2020 r. jego liczebność w kraju szacowano na 30–35 par. Niemal połowa z nich (14–16 par) zasiedla właśnie Dolinę Środkowej Wisły, gdzie mamy okazję obserwować jednego z przedstawicieli tego gatunku.
Chwilę później natrafiamy na biegusa zmiennego (Calidris alpina) – rzadkiego ptaka wędrownego, którego widuje się u nas jedynie podczas wiosennych i jesiennych migracji. W charakterystycznej szacie godowej wyróżnia się czarną plamą na brzuchu, co umożliwia nam jego stosunkowo łatwą identyfikację. Wielkością jest o połowę mniejszy od ostrygojada. Niestety, w Polsce biegus zmienny już nie gniazduje – od 2005 r. nie obserwuje się lęgowych par. Choć jego krajowa populacja lęgowa została uznana w „Czerwonej liście ptaków Polski” za wymarłą regionalnie (RE), podczas migracji wciąż regularnie pojawia się w kraju.
Nasi przewodnicy nie dają nam jednak odpocząć i szybko namierzają kolejny cel. – To krwawodziób (Tringa totanus) – wyjaśniają. Ptak nieco większy od biegusa zmiennego, o marchewkowych nogach i nasadzie dzioba, brązowym wierzchu ciała oraz wyraźnym, czarnym kreskowaniu na piersi. Jest gatunkiem wędrownym – na zimę odlatuje m.in. do Europy Zachodniej i Afryki, a wiosną pojawia się w Polsce już od połowy marca. W naszym kraju krwawodziób jest ptakiem lęgowym otwartych, wilgotnych łąk – gniazduje głównie w dolinach rzek, zasiedlając podmokłe łąki i pastwiska. Ze względu na istotny spadek populacji oraz niewielką liczebność, gatunek ten w skali kraju zaklasyfikowano dla kategorii „bliski zagrożenia (NT)”, co oznacza, że w bliskiej przyszłości może stać się gatunkiem zagrożonym wyginięciem.
Ruszamy dalej, zostawiając za sobą tętniące życiem wiślane łachy.

Wilga, dziwonia i rybitwa. Godzina pełna cudów nad Wisłą
Na zegarku wybija godzina 8:30, a my kontynuujemy podróż, kierując się w stronę wsi Wilków nad Wisłą, śladem nadwiślańskich ptaków. Przy dolnym brzegu widzę chmurę jaskółek, latających w tę i z powrotem – szybkie jak błyskawica. Dostrzegam jedną z nich – dymówkę (Hirundo rustica), która lecąc tuż nad powierzchnią rzeki, zbiera wodę w locie, by się napić. W tej samej kolonii odzywają się również brzegówki (Riparia riparia), których głos przypomina zgrzytliwe, „szorstkie” trele, przywodzące na myśl dźwięk papieru ściernego. Brzegówki mają tu swoje gniazda w postaci norek wydrążonych w pionowej, piaszczystej skarpie.
Za nami odzywa się kukułka (Cuculus canorus). Choć jej nie widzimy, charakterystycznym „kukaniem” zawiadamia o swojej obecności w koronach drzew. Próbuję ją wypatrzeć, lecz bez skutku. Nagle w tej samej okolicy rozbrzmiewa śpiew wilgi (Oriolus oriolus) – melodyjny, fletowy gwizd wydawany przez samca. Gdyby próbować oddać go ludzkim językiem, można by usłyszeć coś na kształt „iglio digilio”. To jednak nie koniec odkrywania ptasich głosów.
Koleżanka informuje mnie, że gdzieś w pobliżu słyszała dziwonię (Carpodacus erythrinus) – aplikacja na telefonie Merlin Bird ID, z której korzystała, wskazała obecność tego gatunku. Na potwierdzenie nie trzeba długo czekać, bo jej śpiew staje się coraz wyraźniejszy. Ten niewielki ptak, wielkości wróbla domowego (Passer domesticus), zimuje w tropikalnej Azji, głównie w Indiach. Do Polski przylatuje dopiero w maju, a już w sierpniu opuszcza nasz kraj. Po powrocie na wiosnę samiec zaznacza swoją obecność wyjątkowym śpiewem, który wyraźnie wybija się z ptasiego koncertu. Niektórzy interpretują go jako „nice to meet you”.
W głębi serca mogę już wracać do domu, bo to, co wydarzyło się tutaj w ciągu godziny, nie sposób wyrazić słowami. Przyroda otworzyła się przed nami akurat tu i teraz, co nie zawsze jest nam dane przeżyć. Ona zawsze robi to, co chce, a nie to, czego od niej oczekujemy – ptaki mogą przylecieć albo nie, pogoda może się zmienić, a zwierzęta nie pojawią się na zawołanie. Nie da się tego w żaden sposób zaplanować. To ciągła niewiadoma, w której szczęście odgrywa ogromną rolę.
Na ostateczne domknięcie tej niezwykłej godziny, nad naszymi głowami pojawia się rybitwa białoczelna (Sternula albifrons) – najmniejszy krajowy gatunek rybitwy. Z zapartym tchem obserwujemy, jak zawisa w powietrzu, hipnotyzując wzrokiem taflę wody, by po chwili zapikować pionowo w dół, niczym mały harpun. Jej zachowanie wskazuje, że patroluje teren w poszukiwaniu pożywienia, a podstawą jej diety są drobne ryby, na które poluje.
W 2025 roku program „Monitoring Ptaków Wybrzeża i Rzek” wykazał 1371 par lęgowych tego gatunku w Polsce. Dolina Środkowej Wisły jest jedną z najbardziej kluczowych ostoi tego ptaka nie tylko w kraju, ale i w skali całej Europy Środkowej. Dla mnie rybitwa białoczelna jest i zawsze będzie jednym z najwspanialszych ambasadorów polskiej Wisły, dzieląc ten tytuł z innymi rybitwami, sieweczkami i wieloma innymi gatunkami ptaków, dla których Wisła stanowi jedyny i bezpieczny dom.
Chowamy ten widok głęboko do pamięci i z niecierpliwością ruszamy dalej. Co przyniosą nam kolejne kilometry rzeki? To za chwilę się okaże.
„Ku-ku” nad Wisłą. Podglądamy życie ptaków w Kępie Polskiej
Spod kościoła św. Klemensa w Kępie Polskiej ruszamy spacerem na północ – wzdłuż Wisły, w kierunku pomnika przyrody – jednego z najstarszych dębów szypułkowych w Polsce o imieniu „Chrobry”. Wieś ta leży w powiecie płockim, a jej historia sięga XV w.
Na chwilę zatrzymuję się, przyciągnięty widokiem krążących nad rzeką jaskółek. Kiedy ponownie podnoszę wzrok, orientuję się, że grupa zdążyła się już oddalić. Przyspieszam kroku. Gdy ich doganiam, widzę rozstawioną lunetę skierowaną w koronę topoli osiki (Populus tremula). I wtedy rozbrzmiewa znajome „ku-ku”.
Tym razem udaje się go zaobserwować – samiec kukułki siedzi na widoku. Przez lunetę widać, jak z każdą sylabą jego głosu dzieje się coś więcej niż tylko dźwięk. Ptak nagle się prostuje, jakby napina całe ciało, po czym wykonuje charakterystyczny ruch, przypominający lekkie „dygnięcie”. Pierwszą sylabę wydaje przy otwartym dziobie, drugą zaś przy zamkniętym. To krótka chwila, ale trudno oderwać wzrok.
Pod topolą dochodzą do nas inne dźwięki. „Ryba, ryba, ryba, rak, rak, rak, świerzbi, świerzbi, świerzbi, drap, drap, drap, stary, stary, stary, kit, kit, kit”. To stary ludowy wierszyk opisujący pieśń trzciniaka (Acrocephalus arundinaceus), niewielkiego ptaka gniazdującego wśród trzcin. Trzciniak to gatunek ptaka wędrownego – z zimowisk wraca do Polski na przełomie kwietnia i maja. W tym czasie jego donośny, chrapliwy śpiew rozbrzmiewa nad niemal każdym zbiornikiem wodnym. Siedząc na szczycie łodyg trzcin, z głową uniesioną ku górze, wyśpiewuje swoją pieśń, wyraźnie drżąc przy tym całym ciałem.
Ruszamy dalej przez wieś, obserwując życie tutejszych mieszkańców. Po drodze przewodnik dostrzega nad otwartą przestrzenią śródleśną ptaka. – To lerka (Lullula arborea) – słyszymy. Jeden z trzech gatunków skowronków gniazdujących w Polsce. W lunecie widać wyraźnie jej charakterystyczne jasne brwi, łączące się z tyłu głowy – cechę odróżniającą ją od skowronka zwyczajnego (Alauda arvensis) i dzierlatki (Galerida cristata).
Nie sposób nie zauważyć, że życie tej wsi toczy się także tuż nad naszymi głowami. Na dachu jednego z domów dostrzegam niewielkiego ptaka przy rynnie. Kieruję w jego stronę obiektyw. To samica wróbla domowego, trzymająca w dziobie piórko. Najprawdopodobniej jest w trakcie budowy gniazda ukrytego pod dachówką. Ten drobny, codzienny obraz nabiera w tym momencie wyjątkowego uroku. Wsiadamy do autokaru i ruszamy na ostatni przystanek naszej wycieczki.

Żurawie i osobliwy ohar. Finał nadwiślańskiej wyprawy
Naszą wyprawę kończymy we wsi Rydzyno, niedaleko Płocka. Nad nami przelatuje klucz żurawi (Grus grus), zataczających szerokie kręgi na rozpostartych skrzydłach. Prawdopodobnie szukają dogodnych prądów powietrznych, które pozwolą im wznieść się wyżej i kontynuować lot. Na drugim brzegu Wisły dostrzegamy coś, na co czekałem cały dzień. Na piaszczystym brzegu odpoczywa samiec ohara (Tadorna tadorna) – jednego z najbardziej charakterystycznych i barwnych przedstawicieli kaczkowatych w Polsce. Dawniej nazywany „kaczką norową”, ze względu na gniazdowanie w norach, często zajmowanych np. po lisach, jest gatunkiem ptaka wędrownego o szerokim zasięgu – od Irlandii po Azję Środkową.
Trudno pomylić go z jakimkolwiek innym gatunkiem ptaka. Samiec wyróżnia się czerwoną naroślą u nasady dzioba, której brak u samicy. Obie płcie mają kontrastowe upierzenie: białe ciało, ciemnozieloną głowę oraz szeroką, brązową obrożę na piersi. W Polsce jest to gatunek rzadki – w 2025 roku stwierdzono zaledwie 111 par. Większość krajowej populacji zasiedla Dolinę Dolnej Odry oraz Dolinę Środkowej Wisły, gdzie zachowały się jeszcze dogodne warunki siedliskowe.
Doliny dużych rzek, w tym miejsca takie jak to, gdzie się znajdujemy, stanowią kluczowe obszary występowania oharów. Należą do jego najważniejszych ostoi i decydują o utrzymaniu krajowej populacji. Ten widok staje się symbolicznym zakończeniem naszej wyprawy. To, co jeszcze niedawno było tylko planem na mapie, zamienia się w serię obrazów, dźwięków i spotkań, które na długo pozostaną w pamięci. Ohar był jak żywy dowód na to, że Wisła wciąż skrywa tajemnice, które nagradzają cierpliwych.
Gdy wieczorem wracamy w stronę Warszawy, w moich uszach wciąż brzmią ptasie echa z całego dnia. Przyroda po raz kolejny przypomina, że nie daje się przewidzieć ani zaplanować – ale kiedy już się odsłania, robi to w sposób, który trudno zapomnieć.
Źródła: zzw.waw.pl, monitoringptakow.gios.gov.pl, otop.org.pl
Nasz autor
Aleksander Kusznir
Od lat łączy pasję do ptaków z fotografią i edukacją przyrodniczą. Współpracuje z „National Geographic Polska”, gdzie opowiada o świecie natury – zarówno tej, którą spotyka na co dzień, jak i bardziej egzotycznej. Najchętniej o dzikiej przyrodzie, jej ochronie i niezwykłych zachowaniach zwierząt. Pracuje też w laboratorium weterynaryjnym, gdzie na co dzień ma możliwość badania różnych gatunków zwierząt. Inspirację czerpie z podróży i nowych doświadczeń, a twórczą energię najłatwiej odnajduje przy filiżance dobrej kawy – najlepiej pośród śpiewu ptaków.


