Romeo nie żyje, ale nadzieja wciąż jest. Historia najbardziej samotnej żaby świata
Samiec Romeo, niegdyś uznawany za ostatniego przedstawiciela swojego gatunku, odszedł. Jednak ta opowieść nie kończy się tragicznie. Choć słynny płaz i jego partnerka Julia nigdy nie doczekali się potomstwa, nowe odkrycie daje nadzieję na przetrwanie ich gatunku.

- Joshua Rapp Learn
Naukowcy przez lata wierzyli, że samiec nazwany Romeo, jest ostatnim żyjącym osobnikiem gatunku Telmatobius yuracare – endemicznej żaby z Boliwii. Kiedy w 2018 roku znaleziono kolejne osobniki, liczono, że Romeo dorobi się potomstwa z samicą, którą nazwano Julią. Niestety, ich historia miłosna dobiegła końca – Romeo zmarł bezpotomnie.
Dla samego gatunku pojawiły się jednak dobre wieści: biolodzy odkryli kolejną populację. – To koniec pewnego rozdziału, ale jednocześnie otwarcie kolejnego – mówi Teresa Camacho Badani, herpetolożka z Muzeum Zoologicznego Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego Ekwadoru w Quito.
Historia niespełnionej miłości żab z Boliwii
Badacze schwytali Romeo w 2009 roku, na terenie Parku Narodowego Carrasco w Boliwii – obszarze dotkniętym zabójczym grzybem, który niszczy gatunki płazów na całym świecie. Zapobiegawczo przewieziono go do Muzeum Historii Naturalnej Alcide d’Orbigny w Cochabambie. – Nikt nie przypuszczał, że Romeo będzie ostatnim przedstawicielem swojego gatunku przez kolejne dziewięć lat – wspomina Camacho Badani.
W 2018 roku podjęto kolejne poszukiwania żab tego gatunku. Organizacja Global Wildlife Conservation (obecnie Re:wild) nawiązała nawet współpracę z serwisem randkowym Match.com, aby nagłośnić trudną sytuację Romeo. W serwisie stworzono mu nawet profil randkowy.
Choć samica Julia raczej nie korzystała z aplikacji, pojawiła się w tym samym regionie, w którym znaleziono Romeo. Teresa Camacho Badani i jej zespół odkryli pięć kolejnych osobników w innym strumieniu Parku Narodowego Carrasco. Romeo wydawał się już wtedy tracić nadzieję – przestał wydawać odgłosy godowe. Jednak gdy badacze przedstawili mu Julię, nagle odzyskał wigor i ponownie zaczął śpiewać.
Podczas pierwszej randki Julia nie wykazywała zainteresowania. – Romeo był nieco zbyt intensywny, zaczął irytować Julię – mówi Camacho Badani. Samica przestała jeść i chowała się, dopóki ich nie rozdzielono. Drugie spotkanie poszło nieco lepiej i od tej pory żyli razem w zgodzie. Joel Sartore, założyciel Photo Ark National Geographic, uwiecznił nawet tę parę na portretach.
Mimo że nad ich rodami nie wisiała żadna klątwa, Romeo i Julia nigdy nie doczekali się potomstwa. Romeo zmarł w styczniu 2025 roku, 16 lat po trafieniu do niewoli, z przyczyn naturalnych. Na szczęście Julia nie poszła w ślady szekspirowskiej bohaterki po stracie ukochanego i wciąż żyje w muzeum.
Nowy akt dramatu, nowa nadzieja
Postawa Romeo, który „nigdy nie przestał wierzyć w szczęśliwe zakończenie”, zainspirowała Camacho Badani. Jej zespół nie złożył broni i - za wskazówką botanika Saula Altamirano – podjął poszukiwania w innej części parku narodowego. I miał szczęście: odkrył małą, ale stabilną populację. Naukowcy monitorują ją teraz za pomocą podwodnych urządzeń rejestrujących, śledząc głosy żab na wolności, bez zakłócania ich spokoju.

Mimo nowej nadziei, wyzwania pozostają ogromne. Gatunek jest uznawany za krytycznie zagrożony. Muzeum wciąż nie zdołało skłonić Julii ani pozostałych dziewięciu osobników, do rozmnażania. Ricardo Céspedes, dyrektor muzeum, podkreśla, że kluczowe dla ratowania gatunku są fundusze i personel.
Nadzieja jednak nie umarła. Muzeum ma na koncie sukcesy w rozmnażaniu innych rzadkich żab wodnych, m.in. z gatunku Telmatobius culeus. Teraz, po odkryciu nowej dzikiej populacji, wysiłki skupiają się na ochronie siedlisk. Organizacja Re:wild pracuje nad skoordynowanym planem ochrony wszystkich 63 gatunków żab wodnych w Ekwadorze, Boliwii i Peru.
Poszukiwania żab nie zawsze są jednak tak romantyczne, jak historia Romea i Julii. Camacho Badani przyznaje, że technika ich wyłapywania często polega na wkładaniu rąk „na ślepo” do mętnej wody. Czasami pod palcami czuje żabę lub kijankę, a innym razem ma mniej szczęścia i wyciąga... trzydziestocentymetrowego ślimaka.
Źródło: National Geographic

