Lód przejął polskie miasta. Jak zima nadaje nowy kształt miejskim przestrzeniom?
Okazuje się, że mróz, który od tygodni trawi polski krajobraz, nadaje nowe funkcje dobrze nam znanym powierzchniom. Zamarznięte rzeki i zbiorniki wodne stały się tymczasowo dostępne dla spacerowiczów i amatorów zimowych aktywności. Eksperci ostrzegają jednak, że wejście na lód wiąże się z poważnym zagrożeniem dla zdrowia i życia

W trakcie tegorocznej zimy wiele polskich zbiorników wodnych pokryło się lodem, co umożliwiło wykonywanie aktywności, które w poprzednich latach były niemożliwe. Dla wielu jeziora, rzeki czy kanały stały się łyżwiarskimi torami, miejscami spotkań czy po prostu terenami spacerowymi. Za tymi niewątpliwie unikatowymi doznaniami kryje się jednak niebezpieczny precedens, przed którym ostrzegają służby porządkowe
Lodowy szał na Motławie
W ostatnich dniach internet obiegło nagranie przedstawiające mieszkańców Gdańska spacerujących po głównej miejskie rzece – Motławie. Lód pokrył m.in. najbardziej reprezentacyjny fragment rzeki znajdujący się u stóp słynnego zabytkowego Żurawia portowego. Tłumy ruszyły do gdańskiego śródmieścia, chcąc zobaczyć jedną z najważniejszych atrakcji Trójmiasta w zupełnie nowym anturażu. Niestety, w tym przypadku nie skończyło się na spacerach wzdłuż nadrzecznych bulwarów – duża część osób zeszła na pokrywę lodową i zaczęła spacerować bezpośrednio po Motławie.
Wielu spacerowiczów posunęło się o krok dalej, wykorzystując lodową taflę nie tylko jako przestrzeń do spacerów. Zamarznięta Motława zaczęła pełnić funkcję prowizorycznego toru łyżwiarskiego, z którego chętnie korzystały liczne grupy amatorów tego sportu. Co więcej, na rzekę wchodziły również osoby poruszające się na rowerach, a nawet spacerujące z dziecięcymi wózkami.
Służby apelują o rozwagę
Choć widok zamarzniętej Motławy robi wrażenie, służby porządkowe apelują, by rzekę podziwiać wyłącznie z wysokości bulwarów. Na antenie „TVN24” ratownik medyczny Ariel Szczotok podkreślał, że lód pokrywający gdańską rzekę nie jest w żaden sposób kontrolowany, co sprawia, że wejście na jego powierzchnię wiąże się z bardzo dużym ryzykiem. Zagrożenie to rośnie wraz z liczbą osób spacerujących po lodzie. Warto dodać, że śródmiejski odcinek Motławy osiąga głębokość około trzech metrów, co oznacza, że wpadnięcie do lodowatej wody praktycznie nie daje szans na samodzielne wydostanie się na powierzchnię.
„Rozumiem, że temperatury są niskie i jest to fantastyczne zjawisko pojeździć na łyżwach czy przejść na drugą stronę, do tej pory niedostępną inaczej niż mostem. Niemniej jednak apeluję w imieniu całego naszego środowiska: pomyślmy dwadzieścia razy, zanim wejdziemy na lód” – apelował ratownik w trakcie wywiadu emitowanego przez „TVN24”.
Hokej na lodzie w Warszawie
Wszechobecny lód stał się również atrakcyjną scenerią dla miłośników innej zimowej dyscypliny sportu – hokeja. Tego typu aktywność pojawiła się w jednym z warszawskich parków, gdzie grupa entuzjastów przygotowała prowizoryczne „boisko” do treningów. Na Kamionkowskich Błoniach Elekcyjnych, graniczących z jednym z największych stołecznych terenów zielonych – Parkiem Skaryszewskim – powstał dziki plac do uprawiania tej zespołowej dyscypliny sportu. Oddolna inicjatywa prowadzona przez grupę „Hokejowy Kamionek” zrzesza pasjonatów hokeja, którzy chcą amatorsko trenować grę na łyżwach. Ze względu na krótki zimowy dzień rozgrywki odbywają się najczęściej w weekendy.
Warto zaznaczyć, że głębokość stawu, na którym utworzono lodowe boisko, jest zdecydowanie mniejsza niż w przypadku rzek, takich jak Motława w Gdańsku. Mimo to uczestnicy powinni zachować szczególną ostrożność — wytrzymałość lodowej pokrywy nie jest bowiem w żaden sposób kontrolowana.
Chodniki jak do curlingu
Lód nie tylko umożliwia wejście w miejsca na co dzień trudno dostępne, lecz także znacząco ogranicza poruszanie się w wielu częściach Polski. Większość polskich miast od tygodni zmaga się z problemem oblodzonych chodników, które ze względu na swoją śliskość stają się niebezpieczne dla pieszych. Nieodśnieżone i nieposypane ciągi komunikacyjne są szczególnym utrapieniem dla osób starszych, rodziców prowadzących wózki dziecięce oraz osób z niepełnosprawnościami ruchowymi.
Sytuacja wyjątkowo poważnie wygląda w Szczecinie. Praca Kliniki Ortopedii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 musiała zostać czasowo wstrzymana z powodu rekordowej liczby pacjentów. W ciągu jednej doby na tamtejszy SOR trafiło 167 osób, z czego 20 wymagało pilnych interwencji chirurgicznych.
Niezadowolenie mieszkańców Szczecina związane ze złym stanem chodników dokumentuje również galeria zdjęć opublikowana przez portal „GS24.pl”. Fotografie przesłane przez internautów pokazują ciągi komunikacyjne, których pokonanie stało się wyjątkowo trudne. Niektórzy autorzy zdjęć podeszli do sprawy z humorem — na jednym ze szczecińskich chodników umieszczono nawet parę trenującą curling. Choć sport ten, wymyślony w Szkocji, w Polsce wciąż nie jest szczególnie popularny, obecne warunki sprawiają, że miejskie chodniki zaczynają przypominać lodowe tory sportowe. Niestety dla osób, które nie uprawiają tej dyscypliny, takie „boiska” oznaczają przede wszystkim realne zagrożenie dla zdrowia.
Nasz autor
Olaf Kardaszewski
Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.

