Kataklizm w Himalajach: ponad 1300 zaginionych po powodzi błyskawicznej na granicy Nepalu i Tybetu
Co najmniej 168 osób nie żyje, a ponad 1300 uznaje się za zaginione po tym, jak przez doliny na granicy Nepalu i chińskiego Tybetu przeszła niszczycielska ściana wody, błota i skał. Naukowcy ustalili, że katastrofy prawdopodobnie nie wywołało trzęsienie ziemi, lecz gigantyczna lodowa lawina. Wśród zaginionych są setki zagranicznych turystów i pielgrzymów, a bilans ofiar na pewno wzrośnie.

Według aktualnych informacji zginęło co najmniej 168 osób, ale bilans zarówno ofiar rośnie z godziny na godzinę. W tej chwili po obu stronach granicy ponad 1300 osób uznaje się za zaginione.
Bezprecedensowa powódź błyskawiczna na granicy Nepalu i Tybetu
Nepalski urząd zarządzania kryzysowego (NDRRMA) mówił o 826 zaginionych, wśród których blisko 400 to zagraniczni turyści, natomiast po chińskiej stronie, w tybetańskim powiecie Gyirong, poszukiwanych jest 558 osób – w tym 298 Chińczyków i 260 cudzoziemców.
Według nepalskiej izby turystycznej wśród zaginionych obcokrajowców są m.in. obywatele Indii, Amerykanie, Australijczycy, Brytyjczycy i Kanadyjczycy – w większości pielgrzymi i uczestnicy trekkingów zmierzający ku świętej dla hinduistów górze Kajlas.
Polskie MSZ przekazało, że nie posiada informacji o żadnych poszkodowanych obywatelach RP, a konsulowie w New Delhi i Katmandu na bieżąco monitorują sytuację. Do akcji ratunkowej skierowano ponad 5 tys. żołnierzy i policjantów, którzy z powodu zniszczonych dróg i mostów docierają w rejon katastrofy głównie śmigłowcami.
Ratownicy walczą z błotem i zablokowanymi drogami
Skala zniszczeń utrudnia pomoc. Chińscy ratownicy osiągnęli przygraniczne Gyirong dopiero po 22 godzinach od katastrofy, po tym jak drogi zablokowały zwały błota i gruzu, sięgające 1,5 metra. Żywioł dosłownie zmiótł jedno z najważniejszych przejść granicznych między oboma krajami. Miejsce to leży u zbiegu dwóch dolin, niedaleko za nim znajduje się zapora. Most łączący Gyirong z nepalskim Rasuwa, został ponownie zniszczony. Ten sam most zniszczyła już powódź z poprzedniego lata.

Wśród zaginionych są nie tylko turyści, lecz także inżynierowie i pracownicy elektrowni wodnych wzniesionych wzdłuż rzeki oraz personel banków i urzędów celnych. Chińskie władze ostrzegają przed przerwaniem zapory. Obiekt monitoruje resort zasobów wodnych, a do pomocy skierowano dodatkowe zespoły z Pekinu i Chengdu.
Napływa już pomoc międzynarodowa: Stany Zjednoczone przeznaczyły 500 tys. dolarów i wysłały doradcę ds. reagowania na katastrofy, a wsparcie zapowiedziały m.in. ONZ, Unia Europejska i Indie.
Lodowa lawina czy trzęsienie ziemi?
Pierwsze doniesienia sugerowały, że przyczyną katastrofy było trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,4. Jednak amerykańska służba geologiczna USGS, po dokładniejszej analizie fal sejsmicznych i zdjęć satelitarnych, ustaliła, że sygnał wygenerowało osuwisko tak potężne, że odpowiadało wstrząsom o magnitudzie 5,2.
Geolog dr Daniel Shugar z Uniwersytetu w Calgary opisuje zjawisko jako „lodowcową lawinę”. Najprawdopodobniej olbrzymia bryła lodu o średnicy około 600 metrów oderwała się od lodowca na wysokości nieco ponad 5 tys. metrów i runęła na dno doliny. Masa lodu, skał i nasiąkniętej monsunowymi deszczami ziemi przemieściła się następnie korytami rzek, tworząc niszczycielska falę.

Wstępna analiza zdjęć Planet Labs wskazała, że lawina lodu i skał uruchomiła potężną falę rumowiska w rzece Lhende (Lhende Khola), dopływie rzeki Bhote Koshi, około 20 kilometrów na północny wschód od przejścia Rasuwa-Gadhi. Masy pomknęły dalej wzdłuż rzeki Trishuli, niszcząc położone nad nią miejscowości. Lodowiec, którego czoło się oberwało, nie został jak dotąd oficjalnie nazwany. Niezbadany wysokogórski odcinek zlewni Lhende Khola powyżej granicy z Tybetem utrudnia analizy. Jak dotychczas kluczowe są zdjęcia satelitarne.
Profesor Vikram Gupta z Uniwersytetu Sikkim potwierdził zawalenie się znacznej części czoła lodowca. Eksperci na razie wykluczają nagły wypływ wody spod lodowca, zdjęcia satelitarne tego nie potwierdzają. Jako przyczynę katastrofy naukowcy wstępnie wskazują na zmianę klimatu: lodowce Nepalu cofają się w tempie do 15 metrów rocznie, a Himalaje straciły w ciągu trzech dekad blisko jedną trzecią pokrywy lodowej.
Czym jest powódź błyskawiczna?
Powódź błyskawiczna to gwałtowne zalanie nisko położonych terenów. Od momentu pojawienia się wody do kulminacji fali mija mniej niż sześć godzin. Najczęściej wywołują ją intensywne opady związane z burzami, ale może to być także: topnienie lodu i śniegu, przerwanie zapory albo, tak jak w tym przypadku, oderwanie się mas lodu.
Gdy grunt nie jest już w stanie wchłaniać napływających mas wody, powódź błyskawiczna potrafi uderzyć nawet dziesiątki kilometrów od miejsca, w którym się zrodziła. Infrastruktura miejska i przeciążona kanalizacja burzowa mogą nasilić zjawisko. Powodzie błyskawiczne należą do najbardziej śmiercionośnych zagrożeń pogodowych.
Nasza autorka
Magdalena Rudzka
Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.

