Czym były kangury-giganty? Naukowcy odkryli tajemnicę skaczących kolosów sprzed tysięcy lat
Kangury większe niż niedźwiedzie? Takie zwierzęta żyły w Australii tysiące lat temu. Choć przez lata wątpiono w ich zdolność do skakania, teraz pojawił się przełom. Ćwierćtonowe kangury być może kicały, chociaż inaczej niż ich dzisiejsi krewni.

Dzisiejsze kangury to największe żyjące ssaki poruszające się za pomocą skoków. Samce kangura rudego ważą maksymalnie około 90 kilogramów. Są one ponad dwukrotnie lżejsze niż ich wymarli, gigantyczni krewni z plejstocenu, którzy żyli jeszcze kilkanaście tysięcy lat temu.
Czy gigantyczne kangury naprawdę potrafiły skakać jak dzisiejsze?
Ścięgna współczesnych kangurów działają jak sprężyny, które bardzo wydajnie magazynują energię. Dzięki temu potrafią skakać na bardzo długie dystanse. Kości ich stóp posiadają specjalne wzmocnienia strukturalne odporne na duże przeciążenia. W porównaniu do swoich przodków, dzisiejsze kangury są mistrzami szybkości.
Naukowcy długo sądzili, że wymarłe olbrzymy nie potrafiły kicać. W publikacji na łamach „Scientific Reports” dowodzą jednak czegoś innego.
Kangury wielkości niedźwiedzi
W epoce plejstocenu, trwającej od około 2,6 miliona do 11 700 lat temu, po Australii chodziły kangury z rodzaju Protemnodon, które ważyły nawet 250 kilogramów. Dla porównania, dzisiejszy największy kangur rudy waży zaledwie około 90 kilogramów.
Przez lata badacze sądzili, że tak wielkie zwierzęta po prostu nie mogły skakać. Starsze modele matematyczne sugerowały, że granica masy dla dwunożnego skoku to około 160 kilogramów.
Powyżej tej wagi kości i ścięgna miałyby rzekomo pękać pod wpływem ogromnych przeciążeń. Uważano więc, że te olbrzymy były skazane na powolne kroczenie na czterech nogach lub specyficzny chód. Teorie te stawiały Protemnodona w roli powolnego, ociężałego kolosa.
Biomechaniczne śledztwo w skamieniałościach
Zespół pod kierownictwem Megan Jones z Uniwersytetu w Manchesterze, postanowił sprawdzić te założenia bezpośrednio na materiale kopalnym. Naukowcy zbadali 134 okazy, w tym 40 cennych kości wymarłych gatunków.
– Wcześniejsze szacunki opierały się na prostym powiększeniu współczesnych kangurów (…). Nasze odkrycia pokazują, że te zwierzęta nie były po prostu większymi wersjami dzisiejszych kangurów, ale miały inną budowę, która pomagała im radzić sobie z ich ogromnymi rozmiarami – tłumaczy Jones.
Eksperci skupili się na dwóch kluczowych elementach mechaniki ruchu: wytrzymałości kości śródstopia oraz miejscu na ścięgna w pięcie. Czwarta kość śródstopia u kangurów pełni rolę głównej dźwigni podczas wybicia.
Badacze dokładnie mierzyli jej grubość, długość oraz odporność na zginanie. Analizowali też kość piętową, aby sprawdzić, czy zmieściłoby się na niej ścięgno o mocy wystarczającej do udźwignięcia 250 kilogramów.
Krótki zryw po życie
Wyniki analiz biomechanicznych przyniosły przełomowy dowód. Okazało się, że kości Protemnodona były znacznie mocniejsze, niż wymagałby tego sam proces skakania.
Ich pięty posiadały również wystarczająco dużo miejsca, by pomieścić potężne ścięgna Achillesa. Dowiedziono, że skakanie było mechanicznie możliwe nawet dla najcięższych kolosów, co wcześniej uważano za niemożliwe.
– Zwierzęta te prawdopodobnie wykorzystywały swoją zdolność do szybkiego pokonywania nierównego terenu lub do ucieczki przed niebezpieczeństwem – mówi dr Katrina Jones, współautorka publikacji z Uniwersytetu Bristolskiego.
Kangury-giganty nie kicały zatem na długie dystanse, bo byłoby to dla nich skrajnie nieefektywne energetycznie, potrafiły to robić w krótkich seriach. Taki nagły, szybki zryw był kluczowy dla przetrwania. Zapewne pozwalał gigantom uciec przed drapieżnikami, takimi jak wymarłe lwy workowate. Podobnie jak dzisiejsze małe gryzonie, wielkie kangury używały skoku jako „trybu awaryjnego” w obliczu bezpośredniego zagrożenia.
Źródło: Scientific Reports
Nasz autor
Szymon Zdziebłowski
Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. dwa przewodniki turystyczne po Egipcie, a ostatnio – popularnonaukową książkę „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” o największej egipskiej piramidzie. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek. Lubi poznawać nieznane zakamarki Niemiec, zarówno na dwóch kółkach, jak i w czasie górskiego trekkingu.

