Istnieje jedno stworzenie, przed którym orki uciekają w popłochu. Naukowcy są w kropce
Orki zdetronizowały żarłacze białe i uchodzą za absolutnych władców oceanów. Wydawałoby się, że nie boją się niczego. Okazuje się jednak, że wystarczy jeden specyficzny dźwięk, by te potężne drapieżniki rzuciły się do ucieczki. Co wywołuje u nich taki popłoch?

Przez dekady (w dużej mierze za sprawą filmu „Szczęki”) to wielkie rekiny były uważane za postrach mórz. Współczesna nauka udowodniła jednak, że nawet one mają swoje nemezis – orki (Orcinus orca). Te niezwykle inteligentne ssaki potrafią upolować żarłacza białego, by zjeść jego odżywczą wątrobę, co stawia je na samym szczycie morskiego łańcucha pokarmowego. Wydaje się, że nie boją się nikogo i niczego.
Jakież więc było zdziwienie badaczy, gdy odkryli, że te niepokonane zwierzęta wpadają w panikę na sam dźwięk nawoływań grindwali długopłetwych (Globicephala melas) – znacznie mniejszych ssaków z rodziny delfinowatych. Co najbardziej fascynujące, nauka wciąż nie potrafi ostatecznie wyjaśnić, dlaczego potężny drapieżnik unika mniejszego i słabszego intruza. Ale mamy poszlaki.
Dźwięk, który zmusza orki do odwrotu
Przełomowe w tej sprawie badania zostały opublikowane w styczniu 2026 roku na łamach czasopisma „Scientific Reports”. Zespół pod kierownictwem biolożki morskiej, dr Anny Selbmann z islandzkiego Centrum Nauki i Nauczania Sudurnes postanowił sprawdzić, jak orki zareagują na sam głos swoich rywali. Badacze nie czekali na fizyczne spotkanie obu gatunków, lecz odtworzyli oznakowanym orkom nagrania nawoływań grindwali (tego niesamowitego dźwięku możecie posłuchać na nagraniu poniżej).
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Reakcja wielkich drapieżników była natychmiastowa. Orki błyskawicznie zacieśniały szyki, drastycznie zmieniały sposób komunikacji i zwiększały prędkość, uciekając w przeciwnym kierunku. Sam sygnał akustyczny wystarczył, by wywołać u nich gwałtowny strach.
Pościgi z prędkością 25 km/godz.
Historia rozwikłania tej zagadki sięga ponad dekady. W 2012 roku zauważono, że odtworzenie odgłosów orek działa na grindwale niczym syreni śpiew – mniejsze ssaki natychmiast podążały w stronę źródła dźwięku. Z kolei hiszpańskie badania z 2014 roku (prowadzone w Cieśninie Gibraltarskiej) udowodniły, że gdy tylko grindwale pojawiały się na horyzoncie, orki po prostu opuszczały akwen.
Zjawisko to było dla naukowców nielogiczne. Wykazano bowiem, że te dwa gatunki nie rywalizują o to samo pożywienie i nie polują na siebie. Dodatkowo grindwal jest znacznie mniejszy od orki, więc nie powinien stanowić dla niej żadnego fizycznego zagrożenia.

Najnowsze obserwacje prowadzone u wybrzeży Islandii przyniosły jeszcze ciekawsze statystyki. W 68% przypadków orki unikały kontaktu i odpływały na sam widok intruzów. Jednak w 28% spotkań dochodziło do dramatycznych, szybkich pościgów. Oba gatunki pędziły wówczas z prędkością sięgającą nawet 25 km/godz., wykonując charakterystyczne skoki nad falami (tzw. morświnowanie).
Morski mobbing
Mimo wielu lat badań, naukowcy nigdy nie odnotowali bezpośredniego ataku fizycznego grindwali na orki. Dlaczego więc władcy oceanów po prostu uciekają? Najbardziej prawdopodobna teoria tłumaczy to… mobbingiem.
To zachowanie dobrze znane chociażby u ptaków – często możemy zaobserwować, jak stado mniejszych wron czy kawek agresywnie nęka kota, dopóki ten nie opuści ich terytorium. Zamiast uciekać przed drapieżnikiem, mniejsze zwierzęta łączą siły, by stać się maksymalnie uciążliwe. Dla potężnej orki ciągłe odganianie natrętnego stada to niepotrzebny stres i strata cennej energii. Wybiera więc rozwiązanie prostsze – ewakuację. Niewykluczone są też inne powody, np. agresywna ochrona młodych przez grindwale, jednak teoria „morskiego mobbingu” wydaje się nam dziś najciekawsza.
Morał z tego fascynującego fenomenu natury jest zaskakująco ludzki. Jeśli nie możesz być największy i najsilniejszy, swoje cele wciąż możesz osiągnąć, będąc po prostu najbardziej… irytującym.
Źródło: Science Alert
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

