Reklama

Leśne ogrodzenia stosuje się przede wszystkim po to, by chronić młode uprawy i nasadzenia przed zwierzyną. Problem pojawia się wtedy, gdy duże ssaki próbują je sforsować i zamiast przedostać się na drugą stronę, zaplątują kończyny lub poroże w oczkach siatki. Im dłużej zwierzę walczy o uwolnienie, tym większe staje się ryzyko wyczerpania i urazów. Właśnie z takim przypadkiem zmierzyli się ratownicy pod Elblągiem, gdzie akcja pomocy uwięzionemu łosiowi wymagała ostrożności zarówno ze względu na jego stan, jak i pokaźne rozmiary.

Łoś zaplątał się w siatkę pod Elblągiem. Tak przebiegała akcja ratunkowa

Na uwięzionego łosia jako pierwszy natknął się przypadkowy mężczyzna. Jak później wyznał w komentarzu pod relacją z akcji, nie chciał pozostawić zwierzęcia bez pomocy, dlatego skontaktował się z Nadleśnictwem Tolkmicko i zaczekał na przyjazd służb. W działania włączyła się następnie Państwowa Straż Pożarna w Elblągu, która poprosiła o specjalistyczne wsparcie Ośrodek Okresowej Rehabilitacji Zwierząt Jelonki. Owa placówka działa od 2013 roku, zajmując się leczeniem oraz rehabilitacją rannych, chorych i osieroconych dzikich zwierząt. Według jej danych każdego roku około 500 osobników udaje się przywrócić do zdrowia i wypuścić z powrotem na wolność.

Na miejscu pracownicy ośrodka zastali dorosłego byka z okazałym porożem, który podczas desperackich prób wydostania się z pułapki wyrwał około dziesięciu drewnianych słupów. Mimo ogromnego wysiłku nie zdołał się jednak oswobodzić. Jak relacjonowali przedstawiciele ośrodka w mediach społecznościowych: „Zwierzak zaplątał się w siatkę leśną i walczył o uwolnienie z całych sił”.

Zerwane fragmenty ogrodzenia owinęły się wokół ciała łosia, a drewniane elementy pozostały zaplątane przy głowie i w porożu. Zwierzę nadal próbowało się wydostać, co z każdą chwilą zwiększało ryzyko kolejnych obrażeń. „Był potwornie zmęczony, a mimo ogromnego ciężaru, który miał na głowie, nadal walczył i próbował się uwolnić” – relacjonowali ratownicy.

Zbliżenie się do tak dużego i silnie zestresowanego byka bez odpowiedniego zabezpieczenia byłoby niebezpieczne, dlatego najpierw trzeba było podać mu środki uspokajające. Dopiero gdy preparat zaczął działać i łoś zasnął, można było rozpocząć usuwanie drutów oraz pozostałych elementów konstrukcji. Sytuacja była szczególnie poważna, ponieważ – jak podkreślił ośrodek – „drut mocno uciskał szyję i utrudniał mu oddychanie”. Finalnie po oswobodzeniu łoś otrzymał leki wybudzające, a po kilku minutach podniósł się i – choć wyraźnie wyczerpany – samodzielnie ruszył w stronę lasu.

Dzikie zwierzęta zaplątują się w ogrodzenia. Jak reagować w takiej sytuacji?

Przypadek spod Elbląga nie jest odosobniony. Zdarzenie miało miejsce u progu bukowiska, czyli sezonu godowego łosi, kiedy dorosłe samce stają się bardziej aktywne i przemieszczają się na większe odległości w poszukiwaniu samic. W tym czasie częściej przekraczają drogi, pojawiają się w pobliżu zabudowań i napotykają różnego rodzaju przeszkody stworzone przez człowieka.

O tym, jak łatwo może dojść do niebezpiecznej sytuacji, świadczy podobne zdarzenie, do którego doszło zaledwie kilka dni wcześniej. 4 września Lasy Państwowe poinformowały o byku, który na terenie Nadleśnictwa Szubin zaplątał poroże w linkę od huśtawki znajdującej się na prywatnej posesji. Zwierzę również nie było w stanie uwolnić się samodzielnie, dlatego potrzebna była interwencja strażników leśnych oraz lekarza weterynarii. Po usunięciu linki mogło wrócić do lasu.

Obie interwencje pokazują, dlaczego nawet przy najlepszych intencjach nie należy próbować samodzielnie uwalniać dużego dzikiego ssaka. Dorosły osobnik może ważyć kilkaset kilogramów, a ból, strach i ograniczona możliwość ruchu mogą wywołać gwałtowną reakcję. Próba przecięcia siatki lub liny bez odpowiedniego przygotowania grozi więc obrażeniami zarówno człowieka, jak i samego zwierzęcia.

Najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest zachowanie dystansu, unikanie dodatkowego stresowania uwięzionego osobnika i możliwie szybkie powiadomienie odpowiednich służb – nadleśnictwa, straży pożarnej, policji lub wyspecjalizowanej placówki zajmującej się dzikimi zwierzętami. Im szybciej specjaliści otrzymają zgłoszenie, tym większa jest szansa na przeprowadzenie interwencji, zanim wyczerpanie lub odniesione urazy zaczną bezpośrednio zagrażać życiu zwierzęcia.

Źródło: Lasy Państwowe, Ośrodek Jelonki

Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasza ekspertka

Sabina Zięba

Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.
Sabina Zięba
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...