Afryka walczy ze śmiertelnymi wirusami. Marburg w Ugandzie, ebola w już w dwóch państwach
Sytuacja w Afryce jest alarmująca. Śmiertelnie groźne wirusy Marburg i Ebola uderzyły jednocześnie w Ugandzie oraz Kongu. Bilans ofiar przekroczył 430 osób, a sytuację pogarsza fakt, że ebolę wywołał rzadki szczep Bundibugyo, na który wciąż nie ma zarejestrowanej szczepionki.

W Ugandzie oraz Demokratycznej Republice Konga doszło do nagłego pogorszenia sytuacji epidemiologicznej, w związku z nowymi ogniskami wirusów Marburg i Ebola. W Kongu bilans ofiar eboli przekroczył już 430 osób przy ponad 1400 zakażeniach. W Ugandzie ebola wywołała 20 potwierdzonych zakażeń i dwa przypadki śmiertelne. Teraz, w Ugandzie potwierdzono także izolowany przypadek wirusa Marburg u dziecka. Sytuacja jest alarmująca – w obu krajach ebolę wywołał rzadki szczep Bundibugyo, na który brak zatwierdzonej szczepionki. Pojawienie się obu patogenów jednocześnie to ogromne zagrożenie.
Gorączka Marburg w Ugandzie
W Ugandzie oficjalnie potwierdzono przypadek gorączki Marburg w zachodniej części kraju, w dystrykcie Kyegegwa. Zakażenie zdiagnozowano u półtorarocznego dziecka, które zmarło, a wirusa wykryto dzięki rutynowym pracom nadzorczym prowadzonym w związku z trwającą równolegle w tym regionie epidemią eboli.
Chociaż Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) została poinformowana o jednym przypadku, pojawiają się doniesienia o drugim, co skłoniło między innymi ambasadę USA w Kampali do wydania ostrzeżeń dla podróżnych. Władze Ugandy deklarują, że sytuacja jest opanowana, a osoby, które miały kontakt z zakażonym dzieckiem są pod obserwacją i nie wykazują objawów.
Historia występowania tego wirusa w Ugandzie jest długa – od momentu jego identyfikacji w 1967 roku odnotowano tam już pięć większych ognisk choroby. Mimo dużego doświadczenia lokalnych służb w opanowywaniu epidemii, wyzwaniem pozostaje fakt, że wirus Marburg pojawił się w tym samym czasie, gdy kraj walczy z ebolą.
Ebola i trudna sytuacja w Kongu
Sytuacja epidemiologiczna jest znacznie trudniejsza w sąsiedniej Demokratycznej Republice Konga, która zmaga się ze znacznie większą falą zachorowań na ebolę, wywołaną rzadkim szczepem Bundibugyo. Najnowsze dane mówią o 1406 zakażeń i 438 ofiarach śmiertelnych. Wskaźnik śmiertelności przekracza 31%.
Epidemia najgorzej wygląda w prowincji Ituri i Kiwu Północne, ale rozprzestrzenia się na nowe obszary, docierając nawet do Kisangani, położonego setki kilometrów od początkowych ognisk.
Ze względu na brak zarejestrowanej szczepionki na ten konkretny szczep wirusa, lekarze wspólnie z WHO rozpoczęli badania kliniczne nad nowymi formami terapii. Testowo podaje się pacjentom przeciwciała monoklonalne MBP134 oraz lek przeciwwirusowy remdesivir.
Marburg i ebola: jedne z najgroźniejszych wirusów na Ziemi
Wirusy Marburg i Ebola należą do tej samej rodziny Filoviridae i pod mikroskopem wyglądają podobnie – jak poskręcane pałeczki. Rezerwuar tych wirusów w przyrodzie pozostaje nieznany, jednak dominująca hipoteza wskazuje na nietoperze owocożerne, a także niektóre gatunki małp i gryzoni.
Przenoszenie na ludzi następuje poprzez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami, czy wydalinami zakażonych osób lub zwierząt. Choroby szerzą się nie tylko przez kontakt z chorymi, ale i podczas tradycyjnych obrzędów pogrzebowych.
Po okresie inkubacji, trwającym od 2 do 21 dni dla eboli i od 4 do 16 dni dla gorączki Marburg, u pacjentów pojawiają się gwałtowne objawy grypopodobne: wysoka gorączka, dreszcze oraz silne bóle mięśni i stawów. Bardzo szybko dochodzi do pogorszenia stanu zdrowia, pojawiają się wymioty, krwawa biegunka oraz rozległe objawy krwotoczne, prowadzące do zgonu.
Śmiertelność jest bardzo wysoka – w przypadku gorączki Marburg wynosi ona do 80%, natomiast gorączka Ebola zabija od 25% do nawet 90% zakażonych osób.
Źródła: Interia, Główny Inspektorat Sanitarny, CNBC Africa
Nasza autorka
Magdalena Rudzka
Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.

