Reklama

Choć dziś Laura Maria Plichta ma za sobą podróże przez sześć kontynentów, nie każda z nich była dokładnie zaplanowana. W rozmowie z Sabiną Ziębą zdradza, jak przypadkowe spotkanie z lokalnym przewodnikiem przerodziło się w dwutygodniową motocyklową wyprawę przez Etiopię, dlaczego blizny po poparzeniu traktuje jak pamiątki z podróży oraz co sprawiło, że tuż po zdobyciu prawa jazdy zdecydowała się samotnie ruszyć w Himalaje.

Motocykl, przypadkowe spotkanie i podróż przez Etiopię. „To doświadczenie było znacznie głębsze”

Jedna z najbardziej niezwykłych motocyklowych przygód Laury Marii Plichty zaczęła się od… poszukiwania taniej wypożyczalni. Profesjonalne firmy w Etiopii oferowały motocykle za ponad 100 dolarów dziennie, dlatego podróżniczka zaczęła szukać alternatywy. W ten sposób trafiła na Tibebu – lokalnego przewodnika prowadzącego niewielką firmę turystyczną, który pomógł jej wynająć motocykl od znajomego.

Początkowo plan zakładał, że pojedzie sama, jednak sytuacja szybko przybrała nieoczekiwany obrót. Tibebu zaczął uczyć ją jazdy na motocyklu, a po kilku dniach zaproponował, że dołączy do wyprawy. – Nie miałam jeszcze prawa jazdy na motocykl. Byłam po Madagaskarze na skuterze, trochę jeździłam w Pakistanie, ale każdy motocykl jest inny – wspomina. Nauka nie obyła się bez przygód. Podczas jednego z pierwszych treningów motocykl przewrócił się, a rozgrzana rura wydechowa pozostawiła na jej nodze ślady, które widać do dziś. – Ja je nazywam „tatuażami”. To są moje pamiątki z podróży. Patrzę na nie i od razu przypominam sobie: „Etiopia” – opowiada z uśmiechem.

Ostatecznie wspólna podróż okazała się czymś znacznie więcej niż tylko przemieszczaniem się z miejsca na miejsce. Dzięki Tibebu mogła rozmawiać z mieszkańcami, odwiedzać odległe wioski i poznawać lokalne zwyczaje z perspektywy niedostępnej dla większości turystów. – Zostawaliśmy tam na noc pod namiotem, myliśmy się w rzece, tak jak wszyscy, gotowaliśmy razem przy ognisku, piliśmy wino ryżowe i rozmawialiśmy. To doświadczenie było znacznie głębsze – podkreśla.

Samotnie przez Himalaje. „Dopiero co zdałam prawo jazdy”

Choć to właśnie Etiopia nauczyła ją pewności siebie na motocyklu, największy egzamin czekał dopiero później. Niedługo po zdobyciu prawa jazdy Laura Maria Plichta zdecydowała się samotnie wyruszyć w Himalaje, gdzie pokonała ponad dwa tysiące kilometrów wymagającymi, często nieutwardzonymi drogami i dotarła na jedną z najwyżej położonych przełęczy świata, sięgającą niemal 6000 m n.p.m.

Jak przyznaje, największy stres nie wiązał się wcale z wysokością, lecz z przeprawami przez górskie rzeki. Gdy tylko nadarzała się okazja, prosiła spotkanych motocyklistów o przeprowadzenie motocykla na drugi brzeg, sama przechodząc po kamieniach. Mimo takich momentów nie wyobraża sobie dziś podróżowania w inny sposób. – Chcę czuć wiatr we włosach, pył, odpryskujące kamienie i muchy wpadające do oczu – mówi. To właśnie kontakt z otoczeniem sprawia, że motocykl daje jej poczucie wolności, którego nie odnalazła ani podczas podróży samochodem, ani kamperem.

Wspominając Himalaje, najczęściej mówi jednak o satysfakcji z pokonania własnych ograniczeń. – Dopiero co zdałam prawo jazdy i od razu wyjechałam w Himalaje. Kiedy poradziłam sobie z tymi trudnościami, poczułam ogromną dumę z samej siebie – przyznaje. Do dziś pamięta także życzliwość spotkanych po drodze motocyklistów z Indii, którzy podczas wspinaczki na najwyższą przełęcz jechali w zasięgu jej wzroku i regularnie zatrzymywali się, by upewnić się, że bezpiecznie pokonuje kolejne kilometry. Jak podkreśla, właśnie takie spontaniczne gesty często najmocniej zapadają jej w pamięć z każdej wyprawy.

Posłuchaj całej rozmowy o podróżach Laury Marii Plichty

Motocyklowa wyprawa przez Etiopię i samotny przejazd przez Himalaje to tylko część historii, które Laura Maria Plichta opowiada w podcaście „Solo przez świat”. W rozmowie z Sabiną Ziębą wspomina również ucieczkę z ciężarówki w Meksyku, dziewięciomiesięczną podróż po Azji, przejazd pociągiem z rudą żelaza przez Saharę, niemal dwuletnie życie w Afryce, wizyty u społeczności Kalaszy w Pakistanie, samotny rejs przez Atlantyk oraz podróże po Amazonii.

Opowiada także o tym, jak z małej kaszubskiej wsi trafiła na sześć kontynentów i dlaczego do dziś wierzy, że największe przygody zaczynają się od podjęcia decyzji, na którą większość ludzi nigdy by się nie odważyła. Cały odcinek podcastu „Solo przez świat” z Laurą Marią Plichtą jest dostępny na kanale YouTube National Geographic Magazine Poland oraz w serwisie Spotify.

Video placeholder

Źródło: National Geographic Polska

Nasza ekspertka

Sabina Zięba

Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.
Sabina Zięba
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...