Reklama

Badania danych medycznych ze Stanów Zjednoczonych z ostatnich dwóch dekad dowodzą, że wzrost stężenia CO₂ w powietrzu bezpośrednio powoduje wzrost średniego poziomu tego gazu we krwi. Nasze organizmy nie potrafią zaadaptować się do zmieniającego się środowiska w odpowiednim tempie.

Jak rosnący poziom CO2 wpływa na skład naszej krwi?

Naukowcy z The Kids Research Institute Australia przeanalizowali tysiące próbek krwi. Z roku na rok rosło stężenie wodorowęglanów – to biochemiczny ślad CO₂. W tym samym czasie poziom wapnia i fosforu lekko spadał. Wszystko to działo się w tempie niemal idealnie odpowiadającym wzrostowi stężenia CO₂ w atmosferze: dziś mamy ponad 420 ppm (części na milion), a jeszcze 20 lat temu było ich 369.

– Obserwujemy stopniową zmianę składu chemicznego krwi, która odzwierciedla wzrost stężenia dwutlenku węgla w atmosferze, co jest przyczyną zmian klimatycznych – tłumaczy prof. Alexander Larcombe. Ludzki organizm stara się kompensować zmieniającą się atmosferę, ale koszt jest bardzo wysoki.

Czy poziom CO2 zbliża się do granic normy?

Jeśli nic się nie zmieni, już za pół wieku typowy poziom wodorowęglanów we krwi osiągnie górną granicę normy – a te tworzone są po to, by radzić sobie z poziomem CO₂. Gdy poziom CO₂ wzrasta, organizm zatrzymuje więcej wodorowęglanów, aby ustabilizować pH krwi. Spada wtedy jednak poziom wapnia i fosforu.

Może być to dla naszego organizmu zbyt wiele, bo system buforowania kwasowo-zasadowego zaczyna być przeciążony. Najbardziej narażone będą dzieci: to one pozostają najdłużej pod wpływem podwyższonego CO₂. A im wyższe poziomy CO₂ we krwi, tym większe ryzyko zaburzeń rozwoju, koncentracji, uczenia się i mineralizacji kości.

Dlaczego nie potrafimy się zaadaptować?

Ciało człowieka to mistrz adaptacji, ale atmosfera, w której ewoluował Homo sapiens, nie charakteryzowała się poziomem CO₂ większym niż 300 ppm. Ten próg przekroczyliśmy już bardzo dawno. Nerki i płuca próbują utrzymać równowagę kwasowo-zasadową, ale jest im coraz trudniej.

Wygląda na to, że się nie adaptujemy – mówi dr Phil Bierwith, geolog środowiskowy. Według niego jesteśmy organizmami wrzuconymi w środowisko (lub takimi, które „wepchnęły” się do niego same), do którego nie zdążyły się przystosować.

CO₂ to nie tylko problem klimatyczny, a publiczne zagrożenie zdrowotne

Zmiany klimatu to nie tylko pożary i susze. To też powolne, podskórne zmiany w nas samych. Naukowcy apelują: stężenie CO₂ w krwi powinno być śledzone jako wyznacznik zdrowia publicznego – szczególnie u dzieci i osób wrażliwych.

– Ponieważ stężenie CO₂ w powietrzu jest obecnie wyższe niż kiedykolwiek wcześniej, wydaje się, że kumuluje się ono w naszych organizmach. Być może nigdy nie będziemy w stanie się do tego przystosować, dlatego ograniczenie stężenia CO₂ w atmosferze staje się niezwykle ważne – konkluduje dr Bierwith.

Źródła: Air Quality, Atmosphere & Health, naukawpolsce.pl, klimat.rp.pl

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Reklama
Reklama
Reklama