Ludzie są z natury „zwierzętami muzycznymi”. Rodzimy się z miłością do dźwięków i dobrze wykształconym słuchem
Niemowlę jeszcze nie potrafi mówić, ale już wie, kiedy muzyka przyspiesza, kiedy zwalnia, a kiedy melodia robi się bardziej łagodna. Naukowcy udowodnili, że ludzie są „zwierzętami muzycznymi”, a umiejętność rozumienia dźwięków jest częścią naszej biologii, a nie kultury.

Prof. Henkjan Honing z Uniwersytetu w Amsterdamie dowiódł, że jesteśmy genetycznie zaprogramowani do bycia „zwierzętami muzycznymi”. Dwie dekady badań – od psychologii po genetykę – pokazały, że muzykalność nie jest wyłącznie wytworem kultury. Słuch muzyczny jest głęboko zakorzeniony w naszym mózgu.
Rytm jest z nami od kołyski
Już noworodki instynktownie wyczuwają rytm i rozpoznają melodie. Jak pokazują eksperymenty z holenderskiej uczelni, nawet śpiące niemowlęta reagują na zmiany tempa i wysokości dźwięków. Maluchy są jeszcze za małe, by uczyć się tego od rodziców – mają to zapisane w genach.
– To umiejętności pojawiające się spontanicznie. Niemowlęta reagują na muzykę, zanim jeszcze nauczą się języka – wyjaśnia prof. Honing. Ta wrodzona muzykalność nie zależy od miejsca urodzenia ani tradycji muzycznej – niezależnie czy słyszymy gamelan w Indonezji, czy kołysanki w Polsce, dzieci intuicyjnie rozpoznają wzorce muzyczne.
Rozwiązanie logopedycznej zagadki: muzyka nie jest tylko dodatkiem do mowy
Długo sądzono, że muzyka to uboczny efekt rozwoju mowy – jej rozumienie miało rozwijać się przypadkiem wraz z rozwojem zdolności komunikacji. Badania pokazują jednak, że muzyka i język angażują zupełnie różne części mózgu. Osoby z zaburzeniami mowy potrafią czasem śpiewać nawet, gdy cierpią na afazję, czyli nie są w stanie mówić. To dowód, że „bycie umuzykalnionym” to coś więcej niż tylko znajomość nut czy rytmiki – to fundament naszego człowieczeństwa.
– Muzyka to nie tylko język z ozdobami. Coraz więcej dowodów wskazuje na to, że słuch muzyczny to starożytna zdolność biologiczna, prawdopodobnie starsza niż sam język – komentuje Honing.
Muzyka to mozaika umiejętności
Nasza „muzykalność” to nie jedna cecha, lecz ich cały zestaw: mamy wrodzone wyczucie rytmu, umiejętność śledzenia linii melodycznych czy reagujemy emocjonalnie na dźwięki. Chociaż muzyka jest bardzo zróżnicowana na całym świecie, to powtarzające się wzorce (czyli właśnie np. relacje wysokości dźwięków czy struktury rytmiczne) pojawiają się konsekwentnie na całym globie.
Każdy element tej mozaiki ma własną historię ewolucyjną. U ludzi – i nie tylko, bo małpy też mają poczucie rytmu – muzykalność osiągnęła niezwykłą złożoność i uniwersalność. – Muzykalność mogła powstać w wyniku połączenia w nowy sposób elementów percepcyjnych, motorycznych i emocjonalnych – wyjaśnia profesor.
Muzyka rozwija nas na każdym poziomie
Wiedza o wrodzonej muzykalności pozwala nam lepiej spojrzeć nie tylko na rozwój dzieci, ale także na występujące w populacji zaburzenia. Dziś już wiemy, że wczesna ekspozycja na dźwięki, śpiew czy wspólną zabawę z rytmem wpływa na rozwój języka, motoryki czy emocji. Muzyka – jako osobny, niezależny od języka kanał komunikacji – może wspomóc zarówno terapie logopedyczne, jak i psychologiczne. – To zmienia sposób, w jaki postrzegamy siebie. Z natury jesteśmy „zwierzętami muzycznymi” – konstatuje Honing.
Słuch muzyczny to element naszego biologicznego wyposażenia. Rodzimy się z miłością do muzyki, a pierwsze reakcje na nią są tak samo naturalne jak pierwsze kroki czy uśmiech. Pamiętajmy, jak bardzo jest ważna. I korzystajmy z naszej „supermocy”.
Źródło: University of Amsterdam
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

