To bodaj najsłynniejsza fotografia przedstawiająca Alberta Einsteina. Zawsze uchodziła za dowód jego dystansu do siebie i poczucia humoru. Czy słusznie?

 Okazją spotkania na Uniwersytecie Princeton były 72. urodziny Alberta Einsteina. Profesora fizyki, który już wtedy cieszył się sławą gwiazdy popkultury. Na imprezę oprócz znamienitych gości przybyło kilkudziesięciu fotoreporterów żądnych wspaniałych ujęć twórcy teorii względności, który zaczął powoli wycofywać się z życia publicznego. Einstein, choć nie znosił tego typu imprez, z pokorą znosił kolejne prośby o uśmiech. I wyjątkowo elegancko się na tę okazję ubrał, ponieważ zazwyczaj publicznie występował np. bez skarpetek czy krawata. Jednak jego cierpliwość była na wyczerpaniu. Dlatego gdy tylko dr Frank Aydelotte z żoną zaproponowali, że odwiozą go do domu, Einstein nie wahał się ani chwili.
 

I popędził do samochodu. Fotografowie za nim. Arthur Sasse był na tyle zdeterminowany, że nawet gdy fizyk chciał zamknąć drzwi, jeszcze prosił go o uśmiech. Ale Einstein, mając już tego po dziurki w nosie, zamiast zębów pokazał język. W momencie naciskania spustu migawki Sasse nie wiedział, że robi właśnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych portretów w historii.
 

Oryginalna fotografia pokazuje Einsteina z małżeństwem Aydelotte w samochodzie. Ale sam fizyk zdecydował się je wykadrować i wysyłał swoim znajomym jako pocztówkę. Zamówił też dziewięć odbitek, z których jedną opatrzył autografem i podarował autorowi zdjęcia. Ten sprzedał ją w 2009 r. za 75 tys. dol. I tym samym pokazał język innym fotoreporterom, którzy 14 marca 1951 r. mieli znacznie słabszy refleks.
 

Tekst: Julia Lachowicz
 

 


Zobacz nasz nowy cykl "Warto spróbować"! W pierwszym odcinku uczymy się LANDKITE, próbujemy, testujemy, sprawdzamy co to buggy oraz pokazujemy jakich błędów unikać i dlaczego WARTO SPRÓBOWAĆ właśnie tej dyscypliny sportu.