REKLAMA

National Geographic 8/21

Są piękne, zniewalają wyglądem, kuszą zapachem i zachwycają kolorami. Wydają się niewinne, ale to tylko pozory. W istocie bowiem ich celem jest przyciągnąć, złapać i strawić niczego nieświadome ofiary. Mięsożerne rośliny na drodze ewolucji wykształciły szereg przystosowań, które umożliwiły im przetrwanie w niekorzystnych warunkach. Światło słoneczne i dwutlenek węgla to za mało, żeby przeżyć – rośliny muszą zapewnić sobie także pierwiastki, które pobierają z gleby za pomocą korzeni, takie jak azot, potas i fosfor. A jeżeli w podłożu potrzebnych makro- lub mikroelementów nie ma lub jest ich zbyt mało? Wówczas wzbogacenie diety o mięso pomaga uzupełnić niedobory i osiągnąć reprodukcyjny sukces, a na tym wszystkim organizmom na ziemi zależy najbardziej.

Na świecie występuje kilkaset gatunków roślin, które żywią się zwierzętami. Ich ofiarami najczęściej padają owady. I nie muszą jeść codziennie – większość gatunków taki posiłek konsumuje zaledwie kilka razy w ciągu roku. Najłatwiej spotkać je na bagnach. Niektóre z nich to epifity, czyli rośliny żyjące na innych roślinach, inne unoszą się na wodzie. Tworzą tajemniczy świat, który przyciąga i kusi nie tylko małe stworzenia, ale – choć z innych względów – ciekawi też nasz gatunek. W końcu zwykliśmy uważać, że to zwierzęta zjadają rośliny, a nie odwrotnie. Karol Darwin do tego stopnia fascynował się mięsożernymi roślinami, że skonstatował, iż jedna z nich interesuje go bardziej niż sama teoria ewolucji.

Weźmy taką muchołówkę. To niemal ikoniczna roślina o charakterystycznych, podzielonych na pół liściach. Jeżeli wejdzie tam owad, zamykają się w sekundę, więżąc biedaka i powoli rozkładając za pomocą enzymów podobnych do tych, które mają w żołądkach zwierzęta. Mateusz Wrazidło, autor publikowanego w niniejszym wydaniu magazynu reportażu pt. Rośliny Zaginionego Świata (str. 102), pasją do tych wyjątkowych roślin zapałał już w dzieciństwie. Zaczął – z sukcesami – kolekcjonować je i hodować we własnym domu. Do tego stopnia, że dziś, jako doktorant Politechniki Śląskiej, naukowo zajmuje się tematami projektowania i konstrukcji urządzeń do prowadzenia pomiarów środowiskowych oraz uprawy wrażliwych gatunków tropikalnych w sztucznych warunkach. A żeby podziwiać, jak „hoduje je” sama natura, wyprawił się do krainy tepui w Gujanie, jednego z najmniej zbadanych miejsc na naszej planecie, słynącego z unikatowej flory, w tym roślin mięsożernych, a swoimi wrażeniami dzieli się z Czytelnikami. Przyjrzyjmy się zatem wraz z nim jednemu z fenomenów świata przyrody.