Reklama

Torebkę, zaprezentowaną po raz pierwszy wiosną w Amsterdamie, wystawiono na niedawno na paryskiej aukcji organizowanej przez Alexandre'a Giquello. Miała być absolutnym unikatem, który połączy świat mody z paleontologią. Jednak wbrew szumnym zapowiedziom licytacja okazała się spektakularną porażką.

Przebieg niezwykłej aukcji

Oferty przekroczyły „zaledwie” barierę 150 000 dolarów, pozostając daleko w tyle za przedaukcyjnymi szacunkami, które zakładały kwotę rzędu 300 000 do 500 000 euro. Z racji niskiej kwoty licytacji twórcy się wycofali, więc bezprecedensowy gadżet nie znalazł ostatecznie nabywcy.

Dlaczego aukcja nie przyciągnęła zainteresowania? By to zrozumieć, należy najpierw zajrzeć do laboratorium i oddzielić popkulturowy mit od twardej nauki. Bo coś się tutaj nie zgadza.

Jak ożywić dinozaura w probówce? Robimy naukowy fact-checking

Twórcy torebki chwalili się użyciem „komórek T-Rexa”. To stwierdzenie wymaga genetycznego sprostowania. Wiadomo, że DNA ulega naturalnej degradacji, a sklonowanie czy namnożenie żywych, funkcjonalnych komórek zwierzęcia wymarłego 67 mln lat temu jest fizycznie niemożliwe. Jak zatem powstał materiał?

Naukowcy i eksperci – w tym powiązany ze sprzedażą paleontolog Iacopo Briano – wykorzystali śladowe ilości prehistorycznego kolagenu (głównego białka budulcowego skóry). Izolat pochodził z niezwykłej kości udowej tyranozaura odkrytej 25 lat temu w amerykańskim stanie Montana. Dzięki osiągnięciom współczesnej biotechnologii, odtworzoną sekwencję białkową „wszczepiono” do nowoczesnych kultur komórkowych (najczęściej wykorzystuje się do tego drożdże).

Te współczesne komórki produkowały prawdziwą biologiczną tkankę naśladującą strukturę skóry wielkiego drapieżnika. Jak słusznie zauważa Briano, to nie jest tzw. wegańska skóra, która w większości przypadków jest po prostu ekologicznym plastikiem (poliuretanem). To w 100% biologiczny materiał, choć wyhodowany sztucznie w bioreaktorze.

Dlaczego nikt jej nie kupił? Problem bio-mody

Mimo niesamowitego technologicznego zaawansowania, brak większego zainteresowania nie powinien dziwić. Dla wielu problemem była zaporowa cena. Wycena domów aukcyjnych opierała się na kosztach wieloletnich badań biotechnologicznych, a nie na realnej wartości rynkowej samej galanterii.

Ale to nie wszystko. Torebka wzbudza także kontrowersje etyczne. Przekształcanie szczątków prehistorycznych zwierząt w dobra luksusowe budzi spory niesmak w środowiskach naukowych. Wiele osób traktuje to jako profanację paleontologicznego dziedzictwa na rzecz pustego konsumpcjonizmu.

Torebka z kolagenu dinozaura to bardziej ekstrawagancki eksperyment i ciekawostka (tzw. bio-moda) niż funkcjonalny element garderoby. Dla tradycyjnych kolekcjonerów luksusu była to rzecz po prostu zbyt abstrakcyjna.

Brak zainteresowania na paryskiej aukcji może wyraźnym sygnałem od rynku. Chociaż postęp biotechnologiczny sprawia, że możemy sięgać gwiazd – a laboratoryjna hodowla tkanek może w przyszłości uwolnić nas od przemysłowej hodowli zwierząt futerkowych i rzeźnych – to tworzenie gadżetów z dinozaurów wciąż traktowane jest jako droga, kontrowersyjna fanaberia. I, z perspektywy nauki, to chyba całkiem dobra wiadomość.

Źródło: Le Monde, Phys.org

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...