Czy można żyć całkowicie bez słońca? Ci ludzie udowadniają, że tak. Cena jest jednak ogromna
Nie potrzebują klimatyzacji, nie płacą czynszu i żyją z dala od oczu policji oraz miejskich służb. W całych Stanach Zjednoczonych i spalonej słońcem Australii tysiące ludzi podjęło decyzję, którą reszta świata uznałaby za czyste szaleństwo – przenieśli swoje życie pod ziemię. Choć budują tam sypialnie, a nawet prowizoryczne prysznice, ich codzienność to tykająca bomba. Gdy nadchodzi katastrofa, tracą wszystko w kilka minut.

Spis treści:
- Ludzie nazywani „kretami”
- Tajemnicze kopce z piasku
- Podziemne „schrony” i technologiczna prowizorka
- Jakie są skutki życia w ciemnościach
Zmieniający się klimat, ubóstwo i trudne warunki geograficzne popychają ludzi w kierunku decyzji, które większość świata może w najlepszym razie uznać za fanaberię. Z dala od słońca, pod powierzchnią ziemi, toczy się jednak życie wcale nieróżniące się od naszego.
Ludzie nazywani „kretami”
W całych Stanach Zjednoczonych żyje nawet do 800 tys. osób w kryzysie bezdomności. Tam, gdzie człowieka zawodzi system, ludzie znajdujący się w potrzasku wynajdują sposoby na przetrwanie, które budzą strach i podziw jednocześnie.
„Ludzie-krety” z Las Vegas schodzą do podziemi z konieczności, gdy na zewnątrz panują ekstremalne temperatury, lub dla bezpieczeństwa – z dala od oczu służb miejskich i policji. Wybór pada najczęściej na stare zajezdnie kolejowe, opuszczone stacje metra czy nawet zamknięte kanały burzowe. To tam powstają prowizoryczne osady, które służą za schronienie tysiącom ludzi.
W jednym z takich tuneli bohaterowie reportażu ABC News urządzili sobie własne pokoje. W przedzielonej dyktą przestrzeni można było znaleźć łóżko, stare meble, a nawet prowizoryczny prysznic. Cała konstrukcja miała jednak charakter tymczasowy, jako że z powodu regularnych podtopień – samych w sobie niebezpiecznych dla mieszkańców – większość z nich regularnie traci cały swój dobytek. Pomimo tego wielu z nich konsekwentnie odmawia pomocy ze strony organizacji charytatywnych.

Tajemnicze kopce z piasku
W centralnej Australii, gdzie dzienne temperatury przekraczają 40 stopni Celsjusza, a pokryte pyłem, niekończące się równiny urozmaicają tajemnicze kopce z piasku, znajduje się miejscowość Coober Pedy – nieformalna stolica wydobycia opali w tej części kraju.
Wyjątkowość miasteczka, poza surowym klimatem, polega na alternatywnej wersji mieszkalnictwa, które zostało przeniesione pod powierzchnię ziemi. Koszt budowy „w skale” jest zbliżony do ceny zakupu tradycyjnego mieszkania. Różnica? „Domy wykopane w ziemi” nie wymagają klimatyzacji i doskonale chronią przed burzami piaskowymi. Mieszkańcy wykuwają z piaskowca wszystko, czego potrzebują – od regałów i stołów po podziemne baseny.
Ze względu na wyjątkowość miasteczka tętni tu również życie turystyczne. W pełni wyposażony podziemny apartament można wynająć za kwotę ok. 100 dolarów za noc.
Podziemne „schrony” i technologiczna prowizorka
Coober Pedy jest jednak wyjątkiem. Wszędzie tam, gdzie warunki życia wymuszają na ludziach szukanie schronienia pod ziemią, podobne przedsięwzięcia wymagają zaawansowanego zaplecza technologicznego i inwencji budowniczych.
W ostatnich latach coraz bardziej popularne stają się inicjatywy budowania podziemnych schronów na wypadek wojny nuklearnej lub katastrof naturalnych. Tym, co decyduje o wyborze odpowiedniej lokalizacji, jest przede wszystkim ukształtowanie terenu oraz rodzaj gleby. Odpowiedni grunt może służyć jako doskonały stabilizator dla całej konstrukcji, zapewniając częściową ochronę przed radiacją w razie katastrofy nuklearnej czy działając jako amortyzator w przypadku wstrząsów sejsmicznych.
Nie mniej istotny jest fakt, że gleba potrafi także świetnie regulować temperaturę bez zużywania energii elektrycznej. Podziemne schronienia najlepiej sprawdzają się w klimacie charakteryzującym się znacznymi wahaniami temperatur i niską wilgotnością.
Jakie są skutki życia w ciemnościach
Życie „z dala od słońca” ma jednak swoje mroczne oblicze. Długotrwałe przebywanie w ciasnych pomieszczeniach i ograniczanie się wyłącznie do sztucznego światła wiąże się z poważnymi obciążeniami, które z czasem mogą przysporzyć mieszkańcom poważnych problemów ze zdrowiem.
Brak ekspozycji na światło słoneczne prowadzi często do zaburzenia rytmu dobowego oraz spadku poziomu serotoniny w organizmie, co z kolei przekłada się na częstsze występowanie objawów depresyjnych i stanów lękowych. Długotrwałe przebywanie w zamkniętych przestrzeniach może również doprowadzić do nasilenia się objawów klaustrofobii.
Istnieje jednak szereg nowatorskich rozwiązań architektonicznych, które pozwalają rozwiązać przynajmniej część z tych problemów. Popularną metodą stosowaną w domach podziemnych czy schronach jest instalacja tzw. świetlików rurowych, które przechwytują promienie słoneczne z powierzchni i przekierowują je przy pomocy luster i światłowodów do pomieszczeń znajdujących się pod ziemią. W podobny sposób działają również pionowe szyby instalowane w sufitach, które umożliwiają mieszkańcom spoglądanie na niebo i korzystanie z naturalnego światła dziennego.
Źródło: National Geographic Polska
Nasz autor
Kuba Stasiak Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.

