Reklama

Spis treści:

  1. Medycyna to przede wszystkim praktyka
  2. Lekarz w kosmosie uwstecznia się
  3. Nagłe przypadki poza Ziemią
  4. Wiek astronauty a jego bezpieczeństwo
  5. Kto nas będzie leczył na Marsie?

Mimo że od pierwszego lotu człowieka w kosmos minęło już ponad 60 lat, a medycyna kosmiczna zdołała w tym czasie zrobić olbrzymie postępy, to czynniki ryzyka zdrowotnego, wynikające z warunków panujących w przestrzeni kosmicznej, pozostają wciąż niezmienne. O ile bowiem statki kosmiczne stają się coraz bardziej nowoczesne, funkcjonalne, bezpieczne i – w pewnym sensie – komfortowe, o tyle środowisko, w którym operują, nie zmieniło swoich atrybutów. Próżnia kosmiczna, wypełniona po brzegi śmiercionośnym promieniowaniem i cechująca się brakiem ciążenia, nie stała się ani na jotę bardziej przyjazna dla człowieka. (...) Promieniowanie kosmiczne dzierży palmę pierwszeństwa wśród najważniejszych czynników ryzyka, z jakimi przychodzi się mierzyć każdemu żywemu organizmowi przebywającemu w przestrzeni kosmicznej. Osobiście uważamy, że jest ono największym zagrożeniem dla astronautów, dlatego też stanowi fundamentalne wyzwanie dla medycyny kosmicznej.

Aby stać się lekarzem, należy odbyć kilkuletnie studia medyczne z praktycznymi zajęciami klinicznymi włącznie. Nie da się po prostu przeczytać fragmentu tekstu o jakiejś chorobie, aby móc ją leczyć. Żeby to robić, trzeba dokładnie poznać działanie poprawnie funkcjonującego organizmu (również na poziomie molekularnym), czyli szeroko pojętą fizjologię. Następnie zdobywa się wiedzę z patofizjologii. Ten termin oznacza zmiany chorobowe w źle funkcjonującym organizmie — są to mechanizmy i kolejne etapy choroby. Mechanizmy te mogą uszkodzić fizycznie poprawną anatomię, powodując trwałe lub tymczasowe zmiany — tym z kolei zajmuje się patomorfologia.

Medycyna to przede wszystkim praktyka

Ale to wszystko, oprócz staży przed- i podyplomowych, to tylko część aspektu bycia lekarzem. Prawdziwe kompetencje przychodzą wraz z doświadczeniem zawodowym. Dlatego też specjalizacje lekarskie robi się, pracując pod nadzorem najczęściej przez pięć lub więcej lat. Często odbywa się to w dużych szpitalach uniwersyteckich, które oprócz bardzo specjalistycznej kadry i sprzętu medycznego do leczenia i diagnozowania koncentrują przede wszystkim rzadkie i ciekawe przypadki chorobowe. Napotkanie na swojej drodze zawodowej wielu różnych sytuacji to esencja wiedzy medycznej.

Lekarz po specjalizacji, startujący w życie zawodowe, często jest jeszcze z prozaicznych pobudek finansowych zmuszony dorabiać dyżurami. Jest to korzystne również ze względu na możliwość napotkania większej liczby nagłych przypadków chorobowych. W pilnej potrzebie pacjent zgłasza się bowiem nawet w nocy do lekarza dyżurnego. Jest to ważny element kształcenia zawodowego. Następnie do już doświadczonego lekarza, pracującego od wielu lat w swoim zawodzie, zgłaszają się pacjenci z coraz bardziej skomplikowanymi problemami, w miarę wzrostu renomy z czasem już wiekowego specjalisty.

Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że medycyna podwaja zakres swojej wiedzy co dziesięć lat. Tak naprawdę to nie ilość wiedzy jest problemem w podroży kosmicznej. Na kilku twardych dyskach można zabrać w kosmos ekwiwalent kontenera książek medycznych. Można nawet z opóźnieniem najdalej kilku godzin przesłać drogą radiową dowolne informacje. Istotna jest pewna „masa krytyczna” wiedzy, którą lekarz musi posiadać, aby dobrze funkcjonować, w razie potrzeby posługując się opinią kolegów lub biblioteką szpitalną. Każdy szpital ma do swej dyspozycji książki i prenumerowane czasopisma lekarskie. Wiedza ponadnormatywna jest więc w mniejszym stopniu istotna. Najważniejszy aspekt to zdolność kojarzenia faktów i dopasowania jednostki chorobowej do wiedzy, posiadanej lub zdobywanej. Doświadczenie odgrywa tu zaiste kluczową rolę. Kując, stajesz się kowalem.

Lekarz w kosmosie uwstecznia się

I tu mamy problem z kosmosem. Abstrahując od tak trudnych specjalizacji, jak pediatria, kiedy malutki pacjent nic nie powie, a w jej ramach jest się w pełni doświadczonym lekarzem dopiero po sześćdziesiątce, zazwyczaj szczyt możliwości zawodowych standardowego medyka przypada około 45–50 roku życia, w szczególności jeśli chodzi o specjalizacje instrumentalne, takie jak chirurgia. Starzenie się organizmu powoduje mniej pewną rękę po pięćdziesiątce. Na szczęście później chirurg kompensuje te ubytki doświadczeniem.

Zaprzestanie pracy zawodowej z powodów zdrowotnych czy administracyjno-prawnych powoduje szybkie zawodowe uwstecznianie się lekarza. Lekarka po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej macierzyństwem czuje się niepewnie przez pierwsze 2–3 miesiące po powrocie do pracy, częściej konsultuje się z kolegami i do pewnego stopnia zachowuje się jak lekarz podczas formacji specjalizacyjnej. Trwa to aż do ponownego osiągniecia „prędkości podróżnej”, czyli pewnej rutyny zawodowej.

Przyjmijmy teraz, że już znaleźliśmy czterdziestoletniego wysportowanego specjalistę, chętnego polecieć w kilkuletnią podróż kosmiczną. Oczywiście, musi się on poddać wielomiesięcznym szkoleniom, jakie przechodzi każdy astronauta. Przez ten czas nie praktykuje, czyli się uwstecznia. Załóżmy jednak, że trenując, jednocześnie jednak cały czas pracuje na pół etatu. Ale już podczas kilkuletniej podroży kosmicznej nie będzie miał takiej możliwości, a więc progresywnie będzie tracił pewną ilość umiejętności zawodowych.

Nagłe przypadki poza Ziemią

Ma to jeszcze istotniejsze znaczenie w specjalizacjach instrumentalnych, takich jak radiologia interwencyjna, w ramach której radiolog, patrząc na ekran, wkłada przez tętnicę udową cewnik, by dostać się do tętnic sercowych czy mózgowych, czy też gdzieś indziej. Jest to coś w rodzaju gry zręcznościowej. Gdy przestaje się grać, szybko traci się kompetencje. A właśnie takie umiejętności będą najbardziej przydatne. Można tym sposobem robić punkcje krwiaków czy ropni, leczyć zatory, krwotoki i tym podobne przypadki. Te bowiem przypadłości zdrowotne mogą częściej wystąpić w kosmosie, a radiologia interwencyjna jest mniej inwazyjna od klasycznej chirurgii. Powinna więc być szczególnie w kosmosie faworyzowana.

Lekarze pracujący w dużych szpitalach w izbie przyjęć powinni więc być preferowani. Chirurg, anestezjolog, internista, radiolog, pracując na ostrym dyżurze, napotykają gwałtowne przypadki, również urazowe, a w znacznie mniejszym stopniu przewlekłe jednostki chorobowe. Te ostatnie są już zdiagnozowane wcześniej. Trudno sobie wyobrazić wysyłanie chronicznie chorych w kosmos. Dlatego też nagłe przypadłości będą stanowiły lwią część patologii w podroży międzyplanetarnej. Lekarz-astronauta będzie więc musiał szybko interweniować w pilnych przypadkach w kosmosie, postawić prędko w miarę trafną diagnozę i działać bez zwłoki. Oczywiste jest, że poprosi też przez radio kolegów specjalistów z Ziemi o opinię. Ta jednak, w zależności od oddalenia, przyjdzie z kilkugodzinnym nawet opóźnieniem, nie mówiąc już o wykonaniu zdalnie manipulacji, gdyż z racji opóźnienia czasowego będzie to niemożliwe.

Wiek astronauty a jego bezpieczeństwo

Ponieważ podróż kosmiczna jest dla organizmu potężnym wyzwaniem, muszą w nią polecieć osoby stosunkowo młode, czyli z umiarkowanym doświadczeniem zawodowym, ale za to w lepszej formie fizycznej. Starszy organizm rożni się od młodego niższą wydajnością, mniejszą tolerancją na czynniki zewnętrzne (i wewnętrzne), dłuższym okresem procesu zdrowienia, cięższym przebiegiem procesów chorobowych i, niestety, większą śmiertelnością. Jest to do tego stopnia prawdziwe, że przy niektórych patologiach, takich jak na przykład oparzenia, odejmuje się wiek pacjenta w latach od procentu poparzonej powierzchni, aby otrzymać procent pacjentów, którzy z dużym prawdopodobieństwem przeżyją tego typu uszkodzenie ciała. Łatwo obliczyć, że pięćdziesięcioletni pacjent mający ponad 50% poparzonej powierzchni ciała ma niewielkie szanse na przeżycie. Problem jest oczywiście bardziej złożony, zależy również od stopnia oparzenia, typu dotkniętej powierzchni, ogólnego stanu pacjenta i innych czynników, ale z grubsza przybliżenie jest trafne.

Z powyższego przykładu wynika, że sześćdziesięciolatek wysyłany w kosmos to już starzec. Jakkolwiek jako lekarz byłby doświadczony! Ci którzy się interesują kosmosem, astronautyką, sportem, mało leczą z braku czasu na pracę i zdobywanie kompetencji, a ci którzy dużo pracują i są doświadczeni, są słabi i starzy.

W tym miejscu, w ramach dygresji, warto wspomnieć, że dotychczas najstarszym astronautą był John Glenn, który przebywał na orbicie okołoziemskiej jako siedemdziesięciosiedmiolatek na pokładzie promu kosmicznego Discovery w 1998 roku, gdzie wykonywał między innymi czynności związane z Osteporosis Experiment in Orbit, OSTEO, dotyczącym osteoporozy w przestrzeni kosmicznej. Jednakże był to ten sam John Glenn, który 20 lutego 1962 roku odbył pierwszy amerykański lot orbitalny na pokładzie statku kosmicznego Mercury 6. Jego przykład nie jest więc do końca miarodajny, ponieważ od 21 roku życia był on pilotem w armii amerykańskiej, a w 38 roku życia dostał się do elitarnej grupy amerykańskich astronautów, którzy rozpoczęli przygotowania do lotów kosmicznych w ramach programu Mercury. Tak więc prawie do końca życia był on w bardzo dobrej kondycji zdrowotnej. Natomiast wysłanie w kosmos kogoś innego w jego wieku, kto wcześniej nie miałby zbyt wiele wspólnego z astronautyką czy chociażby lotnictwem w sensie praktycznym, mogłoby się skończyć tragicznie.

Kto nas będzie leczył na Marsie?

Do misji marsjańskiej powinien więc zostać zakwalifikowany lekarz-astronauta, a nie astronauta-lekarz. Chodzi o to, żeby nie był to zawodowy astronauta po przeszkoleniu medycznym (nawet dogłębnym), ale osoba, która ukończyła studia medyczne (a potem oczywiście przeszła pełny trening przed lotem wraz z zawodowymi astronautami). Co więcej, specyfika wyprawy marsjańskiej będzie generować wyższe prawdopodobieństwo powstania dolegliwości poważniejszych niż wymioty czy bóle pleców. Dlatego też na pokładzie statku lecącego na Marsa nie może się znaleźć internista, ale lekarz mający co najmniej dwie specjalizacje, raczej chirurg-anestezjolog.

Musi on być przygotowany na udzielanie pomocy członkom załogi w sytuacjach awaryjnych. Jednym z pomieszczeń statku będzie więc ambulatorium wraz z niezbędnym sprzętem diagnostycznym, sprzętem podtrzymującym życie i sprzętem chirurgicznym. Niezwykle ważną kwestią będą też umiejętności i doświadczenie. Powinna to zatem być osoba, która ma za sobą nie mniej niż kilkanaście lat praktyki lekarskiej.

Dobrym pomysłem byłaby również obecność lekarza w bazach kosmicznych, w których na stałe przebywałaby znaczna grupa ludzi. Wraz z rotacją załogi zmienialiby się także przedstawiciele medyczni, a celem byłoby zapewnienie stałej obsady tego stanowiska. Oprócz dobrze wyposażonego ambulatorium wskazana byłaby też izba chorych, zwłaszcza na stacjach z większą liczbą osób.

Źródło: Artykuł jest fragmentem książki autorstwa Janusza Osarczuka i Marka Halemberta pt. „Czy powrócimy z Marsa? Czyli jak leczyć się poza Ziemią”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Oficyna Naukowa. Tytuł, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.

„Czy powrócimy z Marsa? Czyli jak leczyć się poza Ziemią”
„Czy powrócimy z Marsa? Czyli jak leczyć się poza Ziemią” Oficyna Naukowa
Reklama
Reklama
Reklama