Czy instrumenty lądowników Viking odkryły życie na Marsie już pół wieku temu? Nowe analizy naukowców
W tym roku minie 50 lat od wylądowania na Marsie bliźniaczych urządzeń badawczych NASA, czyli słynnych lądowników Viking 1 i Viking 2. Te bezzałogowe sondy miały m.in. poszukiwać na Czerwonej Planecie śladów życia. Zdaniem zespołu Steve’a Bennera, profesora chemii z Foundation for Applied Molecular Evolution na Florydzie, sondy taki ślad znalazły.

Amerykański program Viking, realizowany przez Laboratorium Napędu Odrzutowego Centrum NASA (JPL) był przełomowym przedsięwzięciem. Przede wszystkim pierwszy raz w historii udało się połączyć wejście na orbitę Marsa z lądowaniem i długotrwałymi badaniami jego powierzchni.
Dwie sondy – Viking 1 i Viking 2 – każda złożona z orbitera i lądownika – dotarły do planety w 1976 roku. Przez kilka lat pracy lądowniki zebrały bezprecedensową ilość danych naukowych. Wykonały pierwsze wyraźne zdjęć marsjańskiego krajobrazu z poziomu gruntu, prowadziły badania meteorologiczne i geologiczne. Orbitery wykonały mapy naszej sąsiedniej planety.
Automatyczne laboratorium geologiczne
Do badań lądowniki wykorzystywały automatyczne ramię i własne specjalne miniaturowe laboratoria biologiczne. I właśnie te badania zainteresowały Steve’a Bennera, profesora chemii z Foundation for Applied Molecular Evolution na Florydzie.
Sondy marsjańskie Viking były wyposażone w trzy instrumenty – eksperymenty do wykrywania życia. I wszystkie one dały pozytywne wyniki. Jednak pozorna porażka innego instrumentu, chromatografu gazowego ze spektrometrem masowym (GC-MS), który nie wykrył cząsteczek organicznych niezbędnych dla życia, skłoniła naukowca projektu Viking, Geralda Soffena, do słynnego wniosku: „Brak ciał, brak życia”.

Zespół Bennera stara się teraz naprawić to, co ich zdaniem było 50-letnią pomyłką, przez którą wszyscy uznali Marsa za jałowy. – GC-MS wykazał brak cząsteczek organicznych, a przynajmniej taka była interpretacja zespołu Vikinga. Teraz wiemy, że jednak je znalazł! – powiedział w rozmowie ze Space.com prof. Benner.
Zgubiony materiał organiczny
Chromatograf GC-MS działał poprzez podgrzewanie próbek marsjańskiej gleby – najpierw do 120°C, aby usunąć nadmiar dwutlenku węgla z atmosfery Marsa, a następnie do 630°C, by odparować wszelkie obecne w glebie związki organiczne i umożliwić ich analizę. Według zachowanych danych spektrometr masowy wykrył jedynie nieoczekiwany drugi wyrzut dwutlenku węgla oraz niewielkie ilości chlorku metylu i chlorku metylenu. Jest to o tyle zaskakujące, że w analizowanym materiale powinny znajdować się jakieś cząsteczki organiczne – choćby z materiału meteorytowego gromadzącego się przez miliardy lat. A skoro nie było ich wcale – argumentował zespół naukowy Vikinga – musiał istnieć nieznany utleniacz.
To wyjaśnienie nie przekonywało części naukowców, szczególnie Gila Levina, głównego badacza eksperymentu Label Release, który przez lata podważał przekonanie o jałowości Marsa. Levin upatrywał rozwiązania tej zagadki w danych zebranych w 2008 roku przez lądownik Phoenix, który odkrył na powierzchni Marsa nadchlorany. To również utleniacze – wystarczająco silne, by przez tysiąclecia niszczyć związki organiczne z meteorytów, lecz za słabe, by wyjaśnić wyniki Label Release.
Zdaniem Bennera i jego współpracowników sedno tkwi gdzie indziej. – W 2010 roku Rafael Navarro-González wykazał, że związki organiczne plus nadchlorany dają w efekcie chlorek metylu i dwutlenek węgla. Reakcja ta produkuje w 99% CO₂ i w 1% chlorek metylu, co tłumaczyłoby dodatkowy wyrzut dwutlenku węgla i rzekomy „rozpuszczalnik czyszczący”, gdy próbkę podgrzano do 630°C. Teraz wiemy więc, że GC-MS nie zawiódł – odkrył związki organiczne poprzez produkty ich rozpadu – stwierdził Benner.
BARSOOM: bakteryjne autotrofy
Wykrycie cząsteczek organicznych w ten sposób wzmacnia argument, że trzy eksperymenty biologiczne Vikingów – Label Release, Pyrolytic Release i Gas Exchange – mogły jednak naprawdę znaleźć życie. Co więcej, Benner i jego grupa opracowali nawet model tego, jak mogłyby wyglądać domniemane marsjańskie mikroby. Nazywają go modelem BARSOOM: bakteryjne autotrofy oddychające zmagazynowanym tlenem na Marsie (Barsoom to nazwa Marsa używana przez jego mieszkańców w powieściach Edgara Rice’a Burroughsa).
Zdaniem badaczy takie bakterie wykorzystywałyby fotosyntezę do wytwarzania pożywienia. Nocą przechodziłyby w stan uśpienia, magazynując wytworzony tlen, by użyć go po „przebudzeniu”. To mogłoby tłumaczyć emisję tlenu wykrytą w eksperymencie Gas Exchange.
Początkowa interpretacja wyników GC-MS mogła cofnąć badania astrobiologiczne na Marsie o 50 lat. Zamiast debaty o tym, czy Viking odkrył życie, dyskusję zamknięto, a oficjalna linia – powtarzana w podręcznikach – głosi, że misje nic takiego nie znalazły. Może czas na nową interpretację danych?
Źródło: Astrobiology
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

