Reklama

10 czerwca 2026 roku na ekranach polskich kin zadebiutował „Dzień objawienia” – najnowszy film Stevena Spielberga, który ponownie ożywił klasyczne pytania nurtu science fiction. Zastanawiamy się, czy ewentualni goście z kosmosu przylecą tu w celach badawczych, by nas podbić, czy może po prostu... zjeść? Choć NASA i Departament Obrony Stanów Zjednoczonych zaznaczają, że nie mamy absolutnie żadnych dowodów na istnienie obcych technologii na Ziemi, nauka pozwala nam na fascynujące, czysto teoretyczne spekulacje.

Jak zmierzyć apetyt kosmitów?

Chociaż słowo „kosmita” nie funkcjonuje w języku biologii, to fizjologia rządzi się swoimi uniwersalnym prawami. Naukowcy wykorzystują ziemskie modele do oszacowania tzw. podstawowej przemiany materii (BMR), czyli minimalnej ilości energii potrzebnej do przetrwania w spoczynku.

Kierują się prostą zasadą – im większy organizm, tym więcej energii potrzebuje całkowicie, ale każdy kolejny kilogram jego ciała jest bardziej ekonomiczny w utrzymaniu. Dla przykładu: mała mysz spala ogromne ilości energii na każdy gram ciała, podczas gdy słoń zużywa jej znacznie mniej w przeliczeniu na kilogram swojej wielkiej masy.

Biorąc pod uwagę klasyczne archetypy kosmitów z UFO-folkloru, badacze stworzyli hipotetyczne zapotrzebowanie kaloryczne kosmitów:

  1. szare i zielone ludziki: zakładając wagę od 25 do 40 kg, ich spoczynkowy metabolizm wynosiłby od 800 do 1100 kcal dziennie. Mają jednak nieproporcjonalnie duże głowy. Ludzki mózg w spoczynku pochłania około 20% energii organizmu, więc ufoludki potrzebowałyby diety o potężnej gęstości kalorycznej, by stale zasilać tak zaawansowane „biologiczne procesory”;
  1. reptilianie: jeśli faktycznie byliby zmiennocieplnymi gadami, ich zapotrzebowanie na pokarm byłoby niższe niż ssaków o tej samej masie (pod warunkiem życia w upalnym klimacie). Gdyby jednak wyewoluowali w stałocieplnych drapieżników o wadze 150 kg, ich podstawowe zapotrzebowanie przekroczyłoby 3000 kcal – i to w całkowitym bezruchu!;
  1. wysokie humanoidy: przy wadze rzędu 80–100 kg i fizjologii zbliżonej do naszej, potrzebowaliby około 1900–2300 kcal w spoczynku, a w trakcie aktywności nawet do 4000 kcal.

Zupełnie inaczej wyglądałoby żywienie istot postbiologicznych (sztucznej inteligencji czy zaawansowanych cyborgów). Zamiast ryżu i kurczaka, ich „pożywieniem” byłaby czysta elektryczność, ciepło lub paliwo nuklearne.

Ziemski bufet to dla kosmitów wielkie ryzyko

Czy kosmita mógłby po prostu zjeść ziemskiego burgera? Prawdopodobnie nie. Ziemia to dla potencjalnych obcych organizmów niezwykle ryzykowny bufet pełen patogenów i alergenów. Nawet najbogatsze ziemskie białka czy cukry byłyby bezużyteczne, gdyby metabolizm kosmity wykorzystywał zupełnie inne aminokwasy. Co więcej, jak genialnie przewidział H.G. Wells w swojej „Wojnie światów” z 1898 roku, nasze ziemskie mikroorganizmy mogłyby okazać się dla najeźdźców zabójcze z powodu braku ewolucyjnej odporności.

Czemu kosmici porywają krowy?

Astrobiolodzy skłaniają się ku teorii, że obcy poszukiwaliby u nas raczej podstawowych surowców, takich jak woda, azot, fosfor, żelazo czy proste związki organiczne. W tym kontekście znane w popkulturze uprowadzenia krów nabierają logicznego sensu. Kosmici wcale nie mieliby ochoty na steka. Krowy są dla nich cenne, ponieważ ich żołądki to gigantyczne, biologiczne reaktory wypełnione unikatowymi bakteriami trawiennymi.

Ta specyficzna mikrobiota pozwala zwierzętom skutecznie trawić twardą celulozę z trawy. Obcy mogliby porywać bydło wyłącznie w celu pobrania próbek tych mikroorganizmów – po to, by zrozumieć, jak działa ziemska biochemia lub by wykorzystać nasze bakterie do bezpiecznego strawienia zasobów naturalnych Ziemi przez ich własne organizmy.

Jeśli więc kiedykolwiek dojdzie do tzw. bliskiego spotkania, poza armią dyplomatów będziemy potrzebować wybitnych kosmicznych dietetyków. Wszystko po to, by bezpiecznie ugościć przybyszów. I nauczyć ich tego naszej wyjątkowej kultury biesiadowania. Jeśli wylądują w Polsce… cóż, nie będą mieli łatwiej przeprawy.

Źródła: NCYT, Astrobiology, The Conversation

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...