Reklama

Pierwsza od ponad 50 lat załogowa misja kosmiczna w odległy kosmos przebiega prawidłowo. Czworo astronautów Artemis II po wykonaniu manewru translunarnego, który skierował statek Orion na ścieżkę wokół Księżyca, testuje nowe systemy statku.

Cała otoczka wydarzenia, w której podkreśla się nieustannie prymat USA w kosmosie, przypomina sposób, w jaki mówiono o pierwszych amerykańskich programach załogowych realizowanych w czasach zimnej wojny. Boostery rakiety SLS zostały pokryte ogromnymi napisami „250”, co odnosiło się do 250-lecia USA. Sposób prezentowania astronautów, dumnie patrzących w rysującą się na horyzoncie przyszłość, ma w sobie pomnikowość socrealizmu. Jednak trudno nie odnieść wrażenia, że to w dużej mierze fasada.

Opóźnienia programu Artemis

Faktem jest, że program Artemis ma znaczne opóźnienia. A chociaż w tematach kosmicznych opóźnienia są normą, to w przypadku Artemis trudno nie odnieść wrażenia, że są one wynikiem szeregu złych decyzji. Jak na przykład postawienia na kosztowną i trudną w obsłudze rakietę SLS.

Gdy ogłaszano program Artemis, pierwsze od programu Apollo załogowe lądowanie na Księżycu zostało wyznaczone na 2024 rok. W 2026 na orbicie Srebrnego Globu miała już powstawać stacja Gateway. Tymczasem jesteśmy w trakcie załogowego lotu testowego, analogicznego do Apollo 8. Wiemy też, że załoga Artemis III nie wyląduje na Księżycu, jak było pierwotnie zakładane. Zaszczyt ten ma przypaść dopiero misji Artemis IV. A chociaż administrator NASA Jered Isaacman twierdzi, że astronauci USA ponownie staną na Księżycu w 2028 roku i jeszcze w tej dekadzie rozpoczną się prace nad bazą lunarną, trudno nie odnieść wrażenia, że są to raczej nadzieje niż rzeczywistość.

Chiński statek marzeń

Tymczasem Chiny zamierzają wysłać kilku astronautów na powierzchnię Księżyca do 2030 roku oraz zbudować tam stałą bazę. W lutym Chińska Agencja Załogowych Lotów Kosmicznych przeprowadziła pierwszy bezzałogowy test kapsuły Mengzhou (statek marzeń), demonstrując system awaryjnego przerwania lotu oraz procedurę oddzielenia od rakiety.

Tiangong
Chińska stacja kosmiczna Tiangong. Ilustracja: Shujianyang

Jeszcze w tym roku planowany jest kolejny bezzałogowy lot Mengzhou – tym razem do chińskiej stacji orbitalnej Tiangong. Mengzhou ma zostać wyniesiony na trajektorię lunarną przez rakietę Długi Marsz 10. Inna rakieta dostarczy lądownik księżycowy Lanyue („obejmujący Księżyc”), który połączy się z Mengzhou na orbicie Księżyca. Statek ma rozmiary zbliżone do kapsuły Orion używanej w programie Artemis II. Może zabrać do siedmiorga astronautów na niską orbitę okołoziemską, ale na Księżyc poleci już tylko trzech.

Przypomnijmy, że Chiny mają znaczne sukcesy w badaniach lunarnych. Od 2007 roku przeprowadziły serię robotycznych misji księżycowych – w tym:

  • lądowanie po niewidocznej stronie Księżyca w 2019 roku,
  • przywiezienie pierwszych próbek w 2020 roku,
  • dostarczenie pierwszych próbek z niewidocznej strony w 2024 roku.

Baza księżycowa

Podczas pierwszego lądowania w 2030 roku Chiny mogą wybrać miejsce w pobliżu równika Księżyca, gdzie teren jest bardziej płaski i bezpieczniejszy dla lądowania. Rozważanych jest 14 lokalizacji, w tym starożytny region wulkaniczny Rimae Bode, położony nieco na północ od równika. Zarówno Chiny, jak i Stany Zjednoczone planują docelowo lądowania w pobliżu południowego bieguna Księżyca, gdzie może znajdować się lód wodny. Istnieje nadzieja, że będzie można go rozdzielać na wodór i tlen – składniki paliwa rakietowego.

Chiny planują również budowę stałej bazy księżycowej wspólnie z Rosją – International Lunar Research Station (ILRS) – w latach 30. XXI wieku. Jej celem będzie m.in. badanie geologii Księżyca oraz prowadzenie obserwacji astronomicznych, jak podała chińska agencja kosmiczna.

Nie zapominajmy też o księżycowych zasobach, przede wszystkim o helu-3. Ten obficie występujący na Księżycu izotop jest ekologicznym paliwem przyszłości. Może m.in. zasilić „ziemskie słońca”, czyli reaktory termojądrowe. Hel-3 jest jedną z najcenniejszych substancji na świecie. Jego cena oscyluje wokół 20 tys. dolarów za gram. Tylko antymateria jest bardziej kosztowna.

Dodajmy też, że Chiny są w trakcie budowy własnej misji analogicznej do amerykańskiego programu Mars Sample Return. Program NASA został niedawno niemal całkowicie zamknięty przez cięcia budżetowe i wiele wskazuje na to, że pobierane przez łazik Perseverance próbki marsjańskie trafią na Ziemię najwcześniej w drugiej połowie lat 30. Chińczycy mogą tego dokonać znacznie wcześniej i to mimo faktu, że nie mają w tej chwili na Marsie urządzenia pobierającego.

Źródło: Nature News

Nasza autorka

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.
Reklama
Reklama
Reklama