Reklama

Na przestrzeni ostatnich dekad zarówno archeologia, jak i muzealnictwo przeszły poważne zmiany. Spektrum metod badawczych znacząco wzrosło, coraz częściej badacze sięgają po cyfrowe narzędzia. Jeśli chodzi o muzea, to ekspozycje stały się bardziej angażujące i multimedialne.

Archeolożka Barbara Huber z Instytutu Geonauki Maxa Plancka postanowiła połączyć dwa światy: archeologii i muzealnictwa. Wspólnie z zespołem postanowiła wyekstrahować jeden z zapachów znanych w starożytnym Egipcie.

Tak pachniała śmierć w Egipcie

Eksperci pobrali próbki z pozostałości substancji organicznych, które przetrwały wewnątrz dwóch egipskich urn kanopskich sprzed 3500 lat. To w tych naczyniach znajdowały się organy wewnętrzne zmumifikowanej kobiety. Była nią Senetnay, wysoko urodzona osoba, która pełniła funkcję mamki faraona Amenhotepa II. Te naczynia pochodzą z grobowca KV 42 w Dolinie Królów.

Zabytki te znajdują się obecnie Muzeum Augusta Kestnera w Hanowerze. Naukowcy zbadali resztki substancji, która konserwowała organy. Dzięki czułym metodom analitycznym, w tym chromatografii gazowej sprzężonej z olfaktometrią udało się zidentyfikować konkretne składniki aromatyczne, takie jak żywice, wosk pszczeli i oleje roślinne.

Składniki te nie były przypadkowe, lecz stanowiły część wyrafinowanego „przepisu” na balsamowanie. Wykrycie tych substancji potwierdziło, że mumifikacja była procesem niezwykle zaawansowanym pod względem chemicznym.

Zaświatowy „perfum”

Sama identyfikacja składników to jednak tylko połowa sukcesu. Największym wyzwaniem było przekształcenie suchych danych z komputera w doświadczenie zmysłowe.

Do projektu zaproszono profesjonalną perfumiarkę, Carole Calvez, która pracowała ramię w ramię z chemikami i archeologami. Calvez nie dokonała prostej replikacji, ponieważ współczesne składniki różnią się od tych sprzed tysięcy lat. Jej praca była raczej artystyczną i naukową interpretacją, która miała oddać ducha oryginalnego zapachu.

– Dane biomolekularne dostarczają istotnych wskazówek, ale perfumiarz musi przełożyć informacje chemiczne na kompletne i spójne doznania zapachowe, które przywołają złożoność oryginalnego materiału, a nie tylko jego poszczególnych składników – powiedziała Calvez.

Perfumiarka stworzyła kompozycję składającą się z około 20 składników. Nie użyła dokładnie tych samych substancji, co starożytni Egipcjanie, lecz ich nowoczesnych odpowiedników węchowych. Było to konieczne, ponieważ wiele oryginalnych składników jest dziś toksycznych lub niemożliwych do pozyskania w etyczny sposób

Aromatyczna lekcja historii

Powstały zapach zaprezentowano w dwóch muzeach w formie „pachnących kart” oraz stacjonarnych dyfuzorów. W Muzeum Moesgaard w Danii zainstalowano specjalne stacje, w których zapach umieszczono w nowoczesnych naczyniach przypominających urny kanopskie.

Goście mogli podnieść wieczko i poczuć aromat mumifikacji, co nadało wystawie nową głębię. Reakcja publiczności przerosła oczekiwania badaczy. Aż 99% ankietowanych zwiedzających przyznało, że zapach pomógł im poczuć silniejszą więź z przeszłością.

– Badania te stanowią znaczącą zmianę w sposobie udostępniania wyników naukowych poza publikacjami akademickimi – oceniła Barbara Huber.

Źródło: Frontiers in Environmental Archaeology

Nasz autor

Szymon Zdziebłowski

Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. dwa przewodniki turystyczne po Egipcie, a ostatnio – popularnonaukową książkę „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” o największej egipskiej piramidzie. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek. Lubi poznawać nieznane zakamarki Niemiec, zarówno na dwóch kółkach, jak i w czasie górskiego trekkingu.
Reklama
Reklama
Reklama