Z wizytą w grobowcu królowej Nefertari. To „Kaplica Sykstyńska starożytności”
Zszedłem po schodach. Uderzyła mnie feeria barw: egipskiego błękitu, zieleni, cynobru i ochry, bieli i czerni. Nefertari została przez małżonka obdarowana wspaniałym prezentem „ostatecznym”: grobowcem, nazywanym dziś niekiedy „Kaplicą Sykstyńską starożytności” – i nie ma w tym krzty przesady.

Do Doliny Królowych nie wchodzi się dziś ceremonialnie, tak jak nie wchodziło się do niej przed wiekami. Po prostu schodzi się z asfaltu w pył podnoszony przez wiatr i przeciska przez szpaler straganów z egipskościami. Kiedy już uda się zignorować i minąć nachalnych handlarzy, można wreszcie spokojnie przystanąć i rozejrzeć się po wadi.
Grobowiec Nefertari, oznaczony symbolem QV66, znajduje się w głównym ramieniu doliny. Wąskie schody prowadzą w dół, w chłód wapienia. Ernesto Schiaparelli, dyrektor Muzeum Egipskiego w Turynie, odkrył to miejsce 18 listopada 1904 roku.
W dolnej komorze zalegały tony gruzu, świadectwo nie tylko działalności starożytnych rabusiów, lecz także późniejszych bezradnych prób zabezpieczania tego miejsca. „To jedna z najpiękniej dekorowanych komór, jakie kiedykolwiek widziałem” – zanotował Schiaparelli dość sucho, enigmatycznie jak na odkrycie, które miało później wejść do kanonu egiptologii.
Zagrożony grobowiec królowej
Przez dziesięciolecia grobowiec był zamknięty. Już w latach pięćdziesiątych XX wieku, gdy inspektorzy Służby Starożytności spostrzegli, że polichromie pod wpływem wody i wykwitów solnych zaczynają odpadać ze ścian płatami, zdecydowali, by go zabezpieczyć przed dalszym niszczeniem. Prace konserwatorskie przeprowadzono dopiero w latach 1988–1992 w ramach wspólnego programu Egipskiej Służby Starożytności i prywatnego Getty Conservation Institute z Los Angeles.

Czwartego listopada 1995 roku grobowiec uroczyście otwarto dla publiczności, ale szybko znów go zamknięto ze względu na zagrożenie wilgocią, a następnie za „jedyne” trzy tysiące dolarów sporadycznie go otwierano, i to tylko dla nielicznych wybranych grup.
Wyjątkowa wizyta w grobowcu
W październiku 2024 roku władze egipskie ogłosiły, że QV66 znów jest dostępny dla wszystkich, ale za dodatkową opłatą, tym razem rozsądną dla przeciętnego turysty. Moja przepustka zapewniała mi wejście także do niego. Nie mogłem więc nie skorzystać z tej okazji, jak się zresztą okazało – wyjątkowej, bo wkrótce po mojej wizycie to niezwykle piękne miejsce pochówku znów zamknięto na głucho i na stałe.
Byłem przeszczęśliwy, że mogłem tego dnia tam się znaleźć. Zszedłem po schodach. Uderzyła mnie feeria barw: egipskiego błękitu, zieleni, cynobru i ochry, bieli i czerni, a na iście „astronomicznych” sklepieniach – granatu ze złocącymi się pięcioramiennymi gwiazdami. Spadało na mnie nocne niebo zamknięte w grobowcu.
Na południowej ścianie przedsionka Nefertari grała w senet, dawną planszówkę, której zasad wciąż nie rozszyfrowano. To symbolizowało rytualne przejście w zaświaty. Malowidła obok cytowały i przedstawiały sceny z Księgi Umarłych. Nefertari była wszędzie.
Brakujący Ramzes II
Nefertari odradzała się i wyłaniała zza horyzontu jako tarcza słoneczna – zwyciężała świat ciemności. Starożytni artyści szczególnie przyłożyli się do twarzy. Podkreślali jej urodę, zwłaszcza kształt oczu, rumieniec na policzkach, brwi. Prezentowano ją bogom, którzy ją witali. Byli wśród nich między innymi Izyda, Ozyrys, Anubis, Hathor, Neit, Selkit, Maat, Uadżyt, Nechbet, Amaunet, Re, Neftyda, Chepri, Amon i Horus. Nie było za to jej męża Ramzesa II. A szukałem go wszędzie.
Zrozumiałem, dlaczego na reliefach nie pokazano jej ukochanego, dopiero gdy doczytałem naukowy opis polichromii. W Dolinie Królowych w żadnym z grobowców żon władców nie ma wyobrażeń męskich członków rodziny królewskiej, z wyjątkiem książąt, najczęściej ich synów.
Aby zmarłe mogły sprawować najwyższą władzę w swoich miejscach pochówku, faraon nie mógł być w nich obecny. Ściśle tego przestrzegano. Kobieta natomiast mogła zostać przedstawiona w grobowcu mężczyzny.
Jak doszło do odkrycia grobowca Nefertari?
W 1903 roku Ernesto Schiaparelli otrzymał wyłączną koncesję na prowadzenie wykopalisk w Dolinie Królowych. Podczas drugiej kampanii, tam gdzie wcześniej odkryto inne grobowce, jego robotnicy natrafili na pierwsze stopnie.

Gdy usunęli masy gruzu, szybko odsłonili schody wykute w skale między dwiema bielonymi ścianami, z charakterystyczną rampą pośrodku, prowadzącą w dół, która była niezbędna do przeniesienia i opuszczania sarkofagu. Już się zatem domyślali, do czego się dokopią.
Schody opadały osiem metrów i prowadziły do dużej ściany z wejściem. Umieszczono tam imię Nefertari. Jednak grobowiec był już otwarty, a tony gruzu zalegały także w pierwszej sali. Pozostałe pomieszczenia były puste, więc stało się jasne, że splądrowano go prawdopodobnie już w starożytności.
W komorze grobowej muzealnik znalazł tylko rozbite fragmenty granitowego sarkofagu z imieniem Nefertari, trzydzieści cztery uszebti także przez nią sygnowane, parę prostych sandałów wykonanych z włókien palmowych, pokrywy szkatułek na figurki, fragmenty lin, czarne, politurowane, drewniane figurki bóstw, między innymi Anubisa, i jeden magiczny amulet – dżed.
Czy znaleziono szczątki królowej?
W kącie natomiast leżały trzy fragmenty kończyn dolnych (piszczel, rzepka i część kości udowej), owinięte tekstyliami nasączonymi substancjami balsamującymi. Domyślał się, że to mogą być szczątki żony króla, zabrał je więc do Turynu. Tam w szafie przeleżały ponad sto lat, aż wreszcie zajęli się nimi radiolodzy, antropolodzy, chemicy i genetycy.
Pracując pod kierownictwem Michaela Habichta, naukowcy stwierdzili, że szczątki należały do kobiety w wieku około czterdziestu–sześćdziesięciu lat. Miała około stu sześćdziesięciu pięciu centymetrów wzrostu. Skład środków użytych do balsamowania odpowiadał praktykom z XIX i XX dynastii.
Datowanie radiowęglowe metodą C14 wskazywało na lata 1607–1450 p.n.e., ale badacze tłumaczyli, że jest ono zaburzone przez środki użyte podczas mumifikacji. Wyliczono też, że rozmiar stóp pasowałby do długości sandałów znalezionych w QV66. Wniosek był następujący: „identyfikacja jako Nefertari jest jak najbardziej prawdopodobna, choć nie absolutnie pewna”.
To jest przedruk z książki autorstwa Tomasza Bonka pt. „Egipt. Śladami zapomnianych królowych i ich polskich odkrywców”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. Tytuł, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.


