Wyjątkowe znalezisko na Gęsim Wzgórzu. Archeolodzy badają rytualną platformę
Na smaganym wiatrem wzgórzu archeolodzy natrafili na niezwykły ślad po dawnym rytuale. Odnaleziono pozostałości po konstrukcji służącej do spopielania ciał sprzed kilku tysięcy lat. To rzadkie znalezisko pozwala nam zajrzeć w głąb skomplikowanych praktyk pogrzebowych.

Do tego znaleziska doszło w ramach szeroko zakrojonych prac archeologicznych towarzyszących budowie elektrowni Sizewell C w Suffolk we wschodniej Anglii.
Gęsie Wzgórze świadkiem historii
Wzgórze nazywa się Goose Hill (Wzgórze Gęsi). W czasie II wojny światowej, w obawie przed inwazją Niemców, wzniesiono tu umocnienia. A pod koniec konfliktu – jak wykazały wcześniejsze badania – szkolono tu aliantów przed D-Day i operacją Overlord.
Ale jak wynika z wykopalisk, wzgórze cieszyło się zainteresowaniem ludzi już tysiące lat temu. Być może ze względu na swoje położenie z widokiem linię brzegową.
Zagadkowa szara plama
W czasie odsłaniania kolejnych warstw uwagę badaczy z Oxford Cotswold Archaeology przykuł prostokątny w zarysie obszar ciemnej ziemi. Szybko okazało się, że są to pozostałości po węglu drzewnym wśród którego znajdowały się nieliczne przepalone kości, które prawdopodobnie są szczątkami ludzkimi.
Architektura rytualnej platformy
Według archeologów są to pozostałości po stosie pogrzebowym. Była to precyzyjnie wzniesioną konstrukcja. Badacze rekonstruują ją jako prostokątną platformę o wymiarach około 3 na 2 metry, zbudowaną z układanych na przemian belek tworzących kratownicę.
Całość mogła sięgać nawet półtora metra wysokości, a jej rdzeń wypełniony był drobnym chrustem i roślinnością wrzosowiskową, które służyły jako podpałka. Aby zapewnić stabilność tak wysokiej konstrukcji, wokół jej krawędzi wbito pionowe słupy.
Podczas wykopalisk archeolodzy zarejestrowali sześć dołków posłupowych – trzy wzdłuż jednego boku oraz po jednym przy krótszych końcach platformy. To na szczycie tej drewnianej konstrukcji składano ciało zmarłej osoby. A następnie podkładano ogień.
Gdzie są zmarli?
Interesującym faktem jest niewielka ilość zachowanych szczątków kostnych. Sugeruje to, że po zakończeniu rytuału większość spopielonych kości została celowo i pieczołowicie wybrana z popiołów. Następnie umieszczono je zapewne w ceramicznej urnie i pochowano w innym miejscu. Praktyka ta była znana wielu kulturom, w tym ludności z epoki brązu, żelaza czy okresu rzymskiego.
Archeolodzy nie określili jeszcze precyzyjnie wieku tego pradziejowego „krematorium”, ale sugerują, że spalano tu zmarłych lub zmarłego w epoce brązu lub żelaza, czyli działo się to kilka tysięcy lat temu.
Unikatowość odkrycia w skali archeologicznej
Odkrycie stosu pogrzebowego jest wydarzeniem wyjątkowym, ponieważ takie obiekty rzadko zachowują się w zapisie kopalnym. Jako konstrukcje naziemne są one pierwszym elementem, który ulega całkowitemu zniszczeniu przez wieki orki i intensywną uprawę.
Fakt, że ślady na Goose Hill przetrwały do naszych czasów, naukowcy przypisują prawdopodobnemu istnieniu nad nimi kopca ziemnego (kurhanu), który chronił pozostałości przed czynnikami zewnętrznymi. Zatem sam nasyp dawno zniknął pod pługami, ale warstwa ziemi pozwoliła na zachowanie ciemnego obrysu spalonego gruntu i układu słupów podtrzymujących konstrukcję.
Kolejne kroki badaczy
To odkrycie to dopiero początek drogi do pełnego zrozumienia rytuału z angielskiego wzgórza. Planowane są szczegółowe analizy laboratoryjne odnalezionych fragmentów kości. Kluczowe będą również datowania radiowęglowe węgla drzewnego, które pozwolą osadzić znalezisko w konkretnych ramach czasowych.
Źródło: Oxford Cotswold Archaeology
Nasz autor
Szymon Zdziebłowski
Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. przewodniki turystyczne po Egipcie oraz popularnonaukowe książki: „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” i „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek. Lubi poznawać nieznane zakamarki Niemiec, zarówno na dwóch kółkach, jak i w czasie górskiego trekkingu.

