Wielka Lechia a nauka. Jak rozmawiać ze zwolennikami alternatywnych koncepcji?
Popularność mitu o Wielkiej Lechii irytuje historyków i archeologów, ale kpiny z jego zwolenników przynoszą odwrotny skutek. Naukowcy często nie szczędzą ostrych słów. Psycholodzy ostrzegają: agresja rodzi opór. Jak rozmawiać o Wielkiej Lechii?

Archeolodzy i historycy zajmujący się starożytnością, spiskują i knują. Próbują coś ukryć. Nie dopuszczają do głosu odmiennych opinii. Na przykład na temat Wielkiej Lechii. Było to przecież olbrzymie imperium słowiańskie, zajmujące większość Europy przez wiele tysiącleci.
To, co napisałem powyżej nie jest prawdą. I piszę to z pełnym przekonaniem, ale nie wszyscy podzielają moje zdanie. Jest pewna grupa osób, która uważa, że Wielka Lechia faktycznie istniała. Czy i jak przekonywać ją do prawdy?
Wielka Lechia – wielka ściema?
Popularność Wielkiej Lechii irytuje naukowców. Odnosząc się do tego zjawiska społecznego, nie stronią od ostrego słownictwa i mocnych ocen. Czy w ten sposób przekonają wierzących w Wielką Lechię do zweryfikowania poglądów?
Warto zastanowić się nad przykładami ze swojego życia. Czy kiedyś w czasie dyskusji ktoś przekonał was do swoich poglądów, mówiąc, że wasze opinie są głupie i wyssane z palca? To raczej przyniosłoby odwrotny skutek.
Zrozumieć Wielkolechitów
Od sierpnia 2022 roku do marca 2023 roku w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie można było zwiedzać wystawę „Wielka Lechia – wielka ściema”. Cel ekspozycji stanowiło wykazanie, ze tworu takiego nigdy nie było, a jest to współczesne zjawisko kulturowe i społeczne. Powstało – zdaniem ekspertów – z kilku powodów: kryzysu edukacji historycznej, upadku dotychczasowych autorytetów, zagubienia w zglobalizowanym świecie i poszukiwania własnej tożsamości.
Dopiero niedawno ukazała się publikacja z referatami, które wygłoszono na sesji naukowej, która odbyła się podczas prezentowania wystawy. Moją uwagę przykuł artykuł napisany nie przez archeologów czy historyków, ale psychologów z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu: Konrada Kazimierza Kośnika i Jagodę Marię Polak.
Nie obrażaj, rozmawiaj
Jakie są sugestie tych ekspertów, dotyczące kwestii przekonywania do swoich racji? „Zakładamy, iż powinnością badacza jest dążenie do unikania krzywdy i cierpienia jakiejkolwiek osoby. Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z jakości merytorycznej. Każda treść może zostać wyrażona w różnorodnych formach. Chodzi tu o taki dobór form przekazu, aby nie była dotkliwa dla osób postronnych, a dążeniu do Prawdy – w myśl greckiego kanonu wartości – towarzyszyło dążenie do Dobra” – piszą Kośnik i Polak.

Psycholodzy dostrzegają problem w tym, że środowisko akademickie wyśmiewa zwolenników narracji wielkolechickich – w różnych formach, czasem wskazując absurdalność wywodów albo ironizując lub wskazując na chorobę psychiczną ich głosicieli. „Zrozumiałe, iż jakaś idea może nas bawić, jednakże dawanie ujścia owej wesołości w prywatnym zaciszu jest czym innym niż szyderstwa skierowane w stronę konkretnych osób lub grup społecznych na forum publicznym” – podkreślają
W mojej ocenie kluczowym zdaniem w artykule jest to: „Osoba obrażana nie zechce podążać za wskazówkami kogoś, kto nie okazuje jej szacunku”. Jak zatem naukowiec powinien podchodzić do tego zjawiska?
Próbować zrozumieć i wyjaśniać
Jakiś czas temu rozmawiałem o Wielkiej Lechii z historykiem, prof. Pawłem Żmudzkim. Spytałem go o to, jak należy podchodzić do tej koncepcji.
– Można powiedzieć, że mit Wielkiej Lechii jest żywy, funkcjonuje i nie sposób tego ignorować. Ani nie widzę powodu, żeby to zwalczać. Trzeba wyjaśniać, że to nie jest wiedza historyczna, racjonalna. Jest to mit i trzeba tłumaczyć, czym się różni mit od racjonalnej wiedzy – podkreślił ekspert.
Z kolei psycholodzy w muzealnej publikacji zalecają coś, co określają jako emocjonalne zdystansowanie wobec analizowanej narracji. Ale czy jest to możliwe przy tak gorącym temacie?
Kosmiczne piramidy?
Gdy byłem nastolatkiem, powątpiewałem w to, że Egipcjanie wznieśli piramidy. Stopniowo jednak zmieniałem zdaniem, pogłębiałem i poszerzałem wiedzę. Ale robiłem to we własnym tempie i na własnych zasadach. Dlatego, gdy bliska mi osoba podarowała książkę, w której obalano każdą z pseudoarcheologicznych koncepcji, poczułem irytację. Na złość jej książki nie przeczytałem, bo stwierdziła: „pokazuję ci drogę na skróty, żebyś nie błądził”.
Mylenie się i kluczenie jest naturalną koleją rzeczy, zwłaszcza w młodości. Z poszukiwań rodzą się ciekawe pomysły. A do prawdy każdy dociera w swoim czasie, na własnych zasadach i z pewnością – nie pod przymusem.
Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie książka „Wielka Lechia – wielka ściema”, która ukazała się nakładem Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie i Grupy Wydawniczej FNCE pod redakcją Eweliny Siemianowskiej, Dariusza Stryniaka, Artura Wójcika i Marcina Wieczorka.
Nasz autor
Szymon Zdziebłowski
Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. przewodniki turystyczne po Egipcie oraz popularnonaukowe książki: „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” i „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek.

