Reklama

Historia anestetyków, czyli środków znieczulających, sięga czasów starożytnych. Już wiele tysięcy lat temu lekarze próbowali łagodzić ból podczas zabiegów, wykorzystując alkohol, opium, konopie czy mieszanki ziół o działaniu odurzającym. Dawna chirurgia była jednak mimo wszystko brutalnym doświadczeniem. Skuteczne i bezpieczne anestetyki należały do rzadkości, a większość operacji wykonywano przy ograniczonych możliwościach uśmierzania bólu. Dopiero XIX wiek przyniósł rewolucję w postaci eteru i chloroformu. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że znacznie wcześniej zaawansowane metody znieczulenia rozwijano także poza Europą.

Trucizna jako środek znieczulający

Nowe badania opublikowane na łamach czasopisma „Antiquity” rzucają nowe światło na medycynę chińskiej dynastii Ming. Naukowcy przeanalizowali mikroskopijne pozostałości zachowane na żelaznych nożyczkach i pęsetach należących do lekarza Xia Quana, żyjącego na przełomie XIV i XV wieku. Narzędzia te odkryto kilkadziesiąt lat temu w grobowcu w mieście Jiangyin, około 150 kilometrów na północny zachód od Szanghaju.

Analiza pozostałości wykazała ślady akonityny. To silnie toksyczny alkaloid pozyskiwany z tojadu, nazywanego również mordownikiem. – Sześć wieków temu chirurg z czasów dynastii Ming przeprowadził operację za pomocą żelaznych nożyczek i pęsety. Dziś odkryliśmy ślady środka znieczulającego pozostawione na tych narzędziach za pomocą wiązki światła laserowego – powiedział współautor badania Congcang Zhao, archeolog z Northwest University w Chinach.

Jak zamienić truciznę w anestetyk?

Na podstawie analizy fluorescencji rentgenowskiej naukowcy ustalili, że nożyczki i pęseta zostały wykonane z żelaza. Następnie, pod mikroskopem, wyselekcjonowali trzy drobne cząsteczki rdzawego osadu na narzędziach, co miało pozwolić zidentyfikować ślady związków organicznych. Aby określić skład osadu, naukowcy wykorzystali mikrospektroskopię Ramana, czyli technikę, w której wiązka lasera pada na próbkę, powodując rozproszenie fotonów. Wzór tego rozproszenia można następnie przeanalizować, aby uzyskać strukturalny ślad cząsteczek w próbce.

Badacze podkreślają, że jest to „pierwszy bezpośredni chemiczny dowód” używania środków znieczulających na dawnych narzędziach chirurgicznych. Według autorów pracy lekarze dynastii Ming potrafili kontrolować toksyczność substancji dzięki specjalnym metodom obróbki. Po pierwsze, ówcześni medycy zdali sobie sprawę, że substancja nie jest śmiertelna w mikrodawkach. Po drugie, po m.in. długim gotowaniu w occie czy wymieszaniu jej z innymi składnikami, akonityna działała przeciwbólowo i przeciwzapalne.

Otrzymany preparat miał działać jako miejscowy środek przeciwbólowy. Naukowcy twierdzą, że 600-letnie żelazne narzędzia były używane podczas drobnych operacji. Prawdopodobnie środek znieczulający był w postaci płynnej. – Badanie potwierdza, że Aconitum stosowano jako anestetyk miejscowy, bezpiecznie i precyzyjnie używany podczas zabiegów chirurgicznych – twierdzą badacze. Ich zdaniem odkrycie pokazuje, że chińscy medycy już sześćset lat temu potrafili równoważyć skuteczność leku i bezpieczeństwo pacjenta.

Czym jest tojad?

Tojad – jedna z najbardziej trujących roślin Europy i jej znaczenie w przyrodzie
Tojad – jedna z najbardziej trujących roślin Europy i jej znaczenie w przyrodzie / fot. Shutterstock

Tojad to rodzaj silnie trujących roślin z rodziny jaskrowatych. W Polsce najbardziej znany jest tojad mocny, który wyróżnia się charakterystycznymi fioletowo-granatowymi kwiatami przypominającymi hełmy. Roślina występuje naturalnie m.in. w górach Europy i Azji, ale bywa też uprawiana w ogrodach. Najgroźniejszą substancją zawartą w tojadzie jest wspomniana wcześniej akonityna, czyli alkaloid działający na układ nerwowy i serce.

Nawet niewielka dawka może wywołać drętwienie, zaburzenia rytmu serca, paraliż, a w skrajnych przypadkach śmierć. Z tego powodu tojad od wieków uchodził za jedną z najbardziej niebezpiecznych roślin świata. Był wykorzystywany jako trucizna, m.in. do zatruwania grotów strzał.

Źródło: Antiquity

Nasz autor

Jakub Rybski

Dziennikarz i reporter, miłośnik kina niezależnego, literatury, ramenu, motocykli i dobrego rocka. Wcześniej związany z telewizją TVN24, obecnie pracuje w RMF FM. W National-Geographic.pl pisze regularnie o historii, nauce i przyrodzie. Publikował m.in. w „Viva! Man” i National Geographic Traveler”.
Jakub Rybski
fot. Jakub Rybski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...