Reklama

Średniowieczna Dania była miejscem, gdzie życie toczyło się w cieniu wielkich epidemii. Trąd i gruźlica były codziennością, podobnie zresztą jak w innych częściach ówczesnej Europy.

Dla ówczesnego człowieka stan ciała był ściśle powiązany ze stanem duszy. Choroba mogła być postrzegana jako kara za grzechy, co teoretycznie powinno wpływać na sposób pochówku. Nawet na umiejscowienie grobu poza uświęconą granicą cmentarza.

Naukowcy postanowili sprawdzić, czy ta „czarna legenda” o wykluczeniu zmarłych ma potwierdzenie w faktach. Czy osoba z trądem rzeczywiście lądowała pod cmentarnym płotem?

Badania w cieniu Monty Pythona

– Kiedy zaczynaliśmy pracę, natychmiast przypomniał mi się film „Monty Python i Święty Graal”, a konkretnie scena z wozem w czasie zarazy – powiedział dr Saige Kelmelis z Uniwersytetu Dakoty Południowej, główny autor artykułu w czasopiśmie „Frontiers in Environmental Archaeology”. W tym fragmencie filmu widać, jak nędzarze rzucają zmarłych na wóz. Obraz ten sugeruje, że chorzy byli pariasami, których po śmierci wyrzucano poza nawias społeczności.

– Myślę, że ten obraz przedstawia nasze wyobrażenia o tym, jak ludzie w przeszłości – a w niektórych przypadkach i dziś – reagują na wyniszczające choroby – dodaje dr Kelmelis.

Archeologia to nie tylko wykopaliska

W ramach badania eksperci przeanalizowali blisko 1000 szkieletów oraz ich położenie. Znajdowały się w obrębie pięciu duńskich cmentarzy średniowiecznych. Celem prac było zbadanie, jak choroby, na które cierpieli zmarli, w szczególności trąd lub gruźlica, wpływały na sposób i miejsce pochówku w obrębie cmentarzy przykościelnych.

Nie były to typowe badania archeologiczne, bo analizowano dane uzyskane w czasie wcześniejszych wykopalisk. Teraz naukowcy zintegrowali dwie metody: paleoepidemiologię oraz archeologię przestrzenną.

W czasie badań skupili się na zmarłych z oznakami trądu (Mycobacterium leprae) oraz gruźlicy (Mycobacterium tuberculosis). Są one widoczne w postaci specyficznych zmian na kościach. Trąd pozostawia ślady zmian na twarzy oraz uszkodzeń dłoni i stóp spowodowanych infekcjami wtórnymi, podczas gdy gruźlica atakuje stawy i kości w pobliżu płuc.

Pieniądze ułatwiają życie, również pośmiertne

Po wnikliwej analizie szkieletów naukowcy doszli do wniosku, że to status społeczny, a nie stan zdrowia, determinował miejsce pochówku. Analiza przestrzenna nie wykazała istnienia osobnych kwater dla chorych, co oznacza, że osoby z widocznymi zmianami kostnymi były chowane zgodnie ze swoją pozycją społeczną, a nie w innym miejscu.

Z badań wynika, że gruźlica była powszechną chorobą. Zwłaszcza na cmentarzu miejskim w Drotten prawie połowa pochówków znajdowała się na obszarach o wysokim statusie. Tam 51% zmarłych chorowało na gruźlicę.

Inkluzywne średniowiecze?

Najnowsze wyniki sugerują, że ludzie w średniowieczu rzadziej wykluczali osoby widocznie chore ze społeczeństwa, niż wskazują na to stereotypy. Naukowcy zastrzegają jednak, że potrzebne są dalsze wykopaliska cmentarzysk, aby uzyskać pełniejszy obraz.

– Osoby mogły być nosicielami bakterii, ale zmarły, zanim zdążyły się one ujawnić w szkielecie. Jeśli nie będziemy mogli zastosować metod genomicznych, możemy nie poznać pełnego zakresu wpływu tych chorób na dawne społeczności – kończy dr Saige Kelmelis.

Źródło: Frontiers in Environmental Archaeology

Nasz autor

Szymon Zdziebłowski

Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. dwa przewodniki turystyczne po Egipcie, a ostatnio – popularnonaukową książkę „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” o największej egipskiej piramidzie. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek. Lubi poznawać nieznane zakamarki Niemiec, zarówno na dwóch kółkach, jak i w czasie górskiego trekkingu.
Reklama
Reklama
Reklama