Renesansowy Rzym wyrósł z antycznych ruin. Tak odkrywano przeszłość Wiecznego Miasta
Przez stulecia mieszkańcy Rzymu rozbierali antyczne budowle, a odzyskany materiał wykorzystywali do wznoszenia domów, pałaców i fortec. Renesans przyniósł jednak przełom – ruiny zaczęto badać, a spod ziemi wydobyto arcydzieła znane wcześniej tylko ze starożytnych opisów.

Spis treści:
- Rzym, który pożerał sam siebie
- Koloseum zarosło chwastami, a antyczny teatr stał się fortecą
- Chrześcijański Rzym zachwycił się pogańskim antykiem
- „To jest Laokoon, o którym pisze Pliniusz!”
Jak obecność papieży zmieniła Rzym i dlaczego w Wiecznym Mieście wiara niemal zawsze splatała się z polityką? Opowiada o tym historyczka i badaczka Jessica Wärnberg w książce „Rzym miasto Boga. Opowieść o świętości i władzy”, która ukaże się 26 sierpnia 2026 roku nakładem Wydawnictwa Znak. Poniżej publikujemy fragment poświęcony renesansowemu odkrywaniu antycznej przeszłości miasta.
Rzym, który pożerał sam siebie
Rzymscy budowniczowie przyjęli oszczędne, a niekiedy wręcz pomysłowe podejście – rozbierali ruiny, by wznosić nowe budowle. Wykorzystując kamień i drewno z odzysku, tworzyli konstrukcje będące osobliwym zlepkiem rozmaitych stylów i elementów. Efekty tych prac wielu rozczarowywały. Chryzoloras porównywał Rzym do kanibala, który traktuje „samego siebie jak kopalnię i kamieniołom”, stając się „miastem, które jednocześnie odżywia się i pożera”.
Przebywający w mieście pod koniec XV wieku kastylijski historyk i królewski sekretarz Alfonso de Palencia nakreślił jeszcze bardziej dramatyczny obraz. Twierdził, że spacerował ulicami wśród zwałów gruzu tak wysokich, że wystawały spod nich jedynie najwyższe części starożytnych budowli. Słów krytyki nie szczędzili sami mieszkańcy Italii. Uczony Flavio Biondo, stojąc na Kapitolu, ubolewał nad widokiem piętnastowiecznego Rzymu: „Wstydzę się i cierpię, opisując brzydotę biorącą swój początek na Kapitolu”. Zauważył, że Bonifacy IX wzniósł tam „budynek z cegły […] na użytek senatorów i prawników”, którego pospolitość „wywołałaby odrazę mieszkańców” starożytnego miasta.
Koloseum zarosło chwastami, a antyczny teatr stał się fortecą
Mimo narzekań Palencii wiele budowli, do których wzdychał Biondo i – jak wyobrażał sobie Kastylijczyk – którymi zachwycali się mieszkańcy starożytnego Rzymu, wciąż można było oglądać, choć znajdowały się w opłakanym stanie. Na początku XVI wieku niderlandzki malarz Maarten van Heemskerck odwiedził Rzym i uwiecznił samego siebie na tle Koloseum. Amfiteatr popadł w ruinę i przypominał wówczas wyszczerbione półkole tuneli, porośnięte chwastami i pokryte grubą warstwą pyłu.
Po drugiej stronie Palatynu przetrwał Teatr Marcellusa – imponująca, półokrągła konstrukcja, która od czasów cesarza Augusta górowała nad Wyspą Tyberyjską. Teatr, który niegdyś mógł pomieścić 20 tysięcy widzów siedzących w rzędach, wzniesiono na trzech poziomach arkad z betonu, tufu i trawertynu. Nie wiemy dokładnie, jak wyglądały pierwotnie najwyższe kondygnacje budowli, ponieważ u progu ery nowożytnej była ona wielokrotnie niszczona, odbudowywana i adaptowana do nowych celów. W pewnym okresie Teatr Marcellusa służył jako forteca arystokratycznego rodu Savellich, a wcześniej, w XII wieku, był siedzibą rodziny rewolucyjnego przywódcy Giordana Pierleoniego, który przekształcił antyczne miejsce rozrywki w średniowieczną twierdzę.

W innych zakątkach Rzymu starożytne kamienie wykorzystywano w nieco bardziej romantyczny sposób – architekci wznosili na ruinach fortece, by przywołać antyczne ideały. Inaczej niż w przypadku Bonifacego IX, fundatorzy tych budowli zyskali uznanie w oczach ludzi takich jak Biondo. Często byli nimi wpływowi członkowie papieskiego dworu.
Na Eskwilinie kardynał Prospero Colonna, bratanek papieża Marcina V, wykorzystał drzewa, mury i rzeźby, by tchnąć życie w miejsce, które uważał za starożytne Ogrody Mecenasa. W epoce Augusta Mecenas, generał i doradca cesarza, chadzał ulicami Rzymu w czasach, gdy Teatr Marcellusa przyjmował pierwszych widzów. W „Odach” Horacy wspominał Mecenasa przebywającego w swej wieży w chmurach, a idylliczne miejsce przeciwstawiał zgiełkowi, spiętrzonym dachom i murom Romy.
Kariera Colonny miała przybrać burzliwy obrót – po śmierci wuja jako jeden z nielicznych kardynałów został ekskomunikowany. Jednak w szczęśliwszym okresie potęgi swojego rodu Colonna wykorzystał wizję idyllicznych Ogrodów Mecenasa do stworzenia dworu, w którym entuzjazm dla antyku przejawiał się nie tylko w martwych kamieniach, lecz także w erudycyjnych rozmowach. W ciepłe wieczory przy stole kardynała uczeni pokroju Bionda dbali o intelektualną rozrywkę gości. Wskazując ogród, w którym na cokołach dumnie prezentowały się popiersia, Biondo z pasją opisywał marmurowe rzeźby, które – jak wierzył – niegdyś mogły należeć do samego Mecenasa.
Chrześcijański Rzym zachwycił się pogańskim antykiem
Te przyjemne kolacje na świeżym powietrzu u kardynała Prospera Colonny ukazują obraz Rzymu zawieszonego między dwoma światami. Prospero był arystokratą i wysokim dostojnikiem Kościoła – instytucji, której potęga w Rzymie (i poza nim) opierała się na chrześcijańskich dogmatach. Jednocześnie próbował wieść życie na wzór antycznego, pogańskiego wodza. Studiował i wychwalał ideały systemu politycznego i religijnego, który niegdyś zwalczał pierwszych chrześcijan, a którego dziedzictwo, paradoksalnie, umacniało teraz jego władzę kościelną.
Biondo nazywał Prospera „Mecenasem naszego stulecia”. Prospero jawi się jako postać pełna sprzeczności. Był jednak typowym przedstawicielem ówczesnych rzymskich elit. Wraz z myślicielami pokroju Bionda czy Chryzolorasa należał do rosnącej grupy chrześcijan zafascynowanych kulturą i wiedzą pogańskiego antyku. Entuzjastów tych nazwano humanistami – wielbicielami studia humanitatis: filozofii, gramatyki, retoryki i poezji, czerpiącymi inspirację ze starożytnych twórców greckich i rzymskich.
Humaniści z zaciekawieniem i z otwartym umysłem badali klasyczne teksty, artefakty i budowle. Ten kulturalny fenomen nazwano później renesansem, Rinascimento – uznano go bowiem za prawdziwe odrodzenie piękna i wiedzy starożytnego świata.
„To jest Laokoon, o którym pisze Pliniusz!”
W Rzymie na fali tego entuzjazmu odkryto lub ponownie zbadano tysiące obiektów. Ziemia zaczęła oddawać ukryte w niej wiekowe skarby. Gdy księża z San Silvestro in Capite namawiali mieszkańców do wynajmowania i odbudowy posiadłości na Polu Marsowym, spod warstw ziemi zaczęły wyłaniać się antyczne inskrypcje, monety i rzeźby.
W 1489 roku w rzymskim porcie Anzio, po wiekach uśpienia, odnaleziono pełne wdzięku kształty Apolla Belwederskiego. Nieco ponad piętnaście lat później w rzymskiej winnicy odkopano marmurową grupę Laokoona i jego synów. Atmosferę tamtych chwil najlepiej oddaje okrzyk artysty Giuliana da Sangallo, oglądającego rzeźbę wraz z papieżem Juliuszem II i Michałem Aniołem: „To jest Laokoon, o którym pisze Pliniusz!”.
To jest przedruk z książki autorstwa Jessiki Wärnberg „Rzym miasto Boga. Opowieść o świętości i władzy” w przekładzie Ewy Ratajczyk i Michała Filipczuka, która ukaże się nakładem, Wydawnictwa Znak (premiera: 26 sierpnia 2026 roku). Tutuł, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.


