Przekręt doskonały? Korea Północna zamówiła 1000 samochodów Volvo i nigdy za nie nie zapłaciła
Choć dziś międzynarodowy handel opiera się na skomplikowanych zabezpieczeniach finansowych, gwarancjach bankowych i długich procedurach prawnych, kilkadziesiąt lat temu wymiana towarów między państwami bywała obarczona ogromnym ryzykiem. Szczególnie wtedy, gdy w grę wchodziły kraje pozostające poza globalnym systemem gospodarczym. Jedną z najbardziej spektakularnych lekcji na ten temat odebrali Szwedzi z firmy Volvo.

Na początku lat siedemdziesiątych władze Korei Północnej postanowiły unowocześnić państwową flotę samochodową i złożyły w Szwecji zamówienie na 1000 nowych, luksusowych (jak na tamte realia) aut marki Volvo. Samochody trafiły do Pjongjangu, były używane i widywane na ulicach stolicy, ale pieniądze nigdy nie dotarły do producenta. Należność nie została uregulowana ani wtedy, ani później, a niespłacony rachunek przez dekady narastał wraz z odsetkami. Ta historia, balansująca na granicy absurdu i geopolitycznej lekcji, do dziś uchodzi za jedną z najsłynniejszych afer handlowych XX wieku.
Tło polityczne i gospodarcze lat 70., które doprowadziło do umowy z Koreą Północną
Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku Szwecja aktywnie poszukiwała nowych rynków zbytu poza Europą Zachodnią. Polityka neutralności, którą kraj konsekwentnie realizował w czasie zimnej wojny, sprzyjała nawiązywaniu relacji handlowych także z państwami pozostającymi poza zachodnim blokiem gospodarczym. W tym kontekście na radarze szwedzkiego rządu oraz krajowych koncernów przemysłowych znalazła się Korea Północna, rządzona wtedy przez Kima Ir Sena. Sprawiała wówczas wrażenie kraju szybko się rozwijającego, nowoczesnego i ambitnego, a jej władze chętnie demonstrowały industrialny potencjał oraz gotowość do współpracy międzynarodowej.
Ten obraz był jednak w dużej mierze efektem zewnętrznego wsparcia. Po wojnie koreańskiej północna część półwyspu korzystała z szerokiego strumienia kredytów, preferencyjnych pożyczek oraz dostaw technologii ze strony Związku Radzieckiego i Chin. Dzięki temu w statystykach gospodarczych kraj przez pewien czas wyprzedzał nawet Koreę Południową. Dla zagranicznych partnerów handlowych był to sygnał stabilności i wypłacalności, choć w rzeczywistości północnokoreański model rozwoju opierał się niemal wyłącznie na zadłużeniu i politycznych gwarancjach sojuszników.
Na ten rynek zdecydowały się wejść szwedzkie firmy, w tym m.in. Sandvik i SKF, a także Volvo, które – działając z ostrożnością – początkowo wysłało do Pjongjangu niewielką partię modelu 144, traktując ją jako test przyszłej współpracy. Reakcja północnokoreańskich władz okazała się zaskakująca: po prezentacji samochodów zapadła decyzja o zamówieniu aż tysiąca egzemplarzy. Kontrakt został dodatkowo zabezpieczony przez państwową Radę Kredytu Eksportowego, co w oczach Szwedów potwierdzało bezpieczeństwo transakcji. Dopiero z perspektywy czasu okazało się, że optymizm tamtych lat był oparty na bardzo kruchych fundamentach.
Dług, który nigdy nie zniknął. Sprawa Volvo i Korei Północnej
Przez dekady historia niezapłaconych samochodów Volvo krążyła głównie jako anegdota – jedna z wielu opowieści o osobliwościach Korei Północnej, często traktowana z przymrużeniem oka. Dopiero w 2017 roku sprawa została jednoznacznie potwierdzona przez oficjalne instytucje państwowe. Serwis „The Local Sweden” uzyskał wówczas potwierdzenie od szwedzkiej Krajowej Rady Gwarancji Kredytów Eksportowych (EKN), że dług faktycznie istnieje i wciąż figuruje w księgach.
To właśnie EKN, instytucja odpowiedzialna za zabezpieczanie szwedzkiego eksportu, przejęła wierzytelność po tym, jak Korea Północna przestała regulować należności za dostarczone w latach 70. pojazdy. Jak tłumaczyli przedstawiciele EKN, mechanizm był prosty: kredyt eksportowy został ubezpieczony, więc w momencie braku spłaty instytucja wypłaciła należne środki producentowi. Od tej chwili to państwowy organ stał się formalnym wierzycielem Pjongjangu. Problem w tym, że zadłużenie (zamiast maleć) systematycznie rosło wraz z naliczanymi odsetkami. W połowie drugiej dekady XXI wieku jego wartość przekroczyła 2,7 miliarda koron szwedzkich, co w przeliczeniu oznacza dziś ponad miliard złotych. I choć od transakcji minęło niemal pół wieku, EKN – zgodnie z procedurami – co roku wysyła do Korei Północnej oficjalne monity o spłatę.
Cała sytuacja ma również wymiar niemal symboliczny. Od czasu do czasu do mediów wracają doniesienia o starych Volvo 144 wciąż poruszających się po ulicach Pjongjangu, często w roli taksówek. Jeszcze w drugiej dekadzie XXI wieku pracownikom Volvo udało się dotrzeć do kierowców korzystających z tych pojazdów. Ich relacje nie pozostawiały złudzeń: samochody były w bardzo złym stanie technicznym, a brak dostępu do oryginalnych części zamiennych zmuszał do improwizowanych napraw i lokalnej produkcji komponentów. Paradoksalnie właśnie to stało się dowodem na trwałość konstrukcji szwedzkich aut z lat 70. – ironiczny akcent w historii, która dla szwedzkiego państwa pozostaje jednym z najbardziej uporczywych długów w relacjach międzynarodowych.

Źródła: The Local Sweden, Volvo, Car Buzz
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.


