Piraci i legendarne złoto. Wyniki badań wraku kończą wielowiekowy spór o jakość afrykańskiego kruszcu
Przez stulecia europejscy kupcy i żeglarze powtarzali, że złoto z Afryki Zachodniej było celowo zafałszowywane. Oskarżenia kierowano przede wszystkim wobec handlarzy z ludu Akan. Dziś naukowcy wreszcie sprawdzili, ile było w tym prawdy. Pomogły im artefakty wydobyte z pirackiego wraku spoczywającego w morskich topielach.

Przez ponad tysiąc lat złoto z Afryki Zachodniej było jednym z najbardziej pożądanych towarów na świecie. Napędzało najpierw handel transsaharyjski, a później morskie kontakty z Europą.
Jednak nasza wiedza o tych relacjach opierała się niemal wyłącznie na relacjach europejskich żeglarzy, które rzadko bywały neutralne. Dominującym motywem w źródłach z XVII i XVIII wieku, m.in. autorstwa Pietera de Mareesa czy Williama Bosmana, było przekonanie, że afrykańscy handlarze z ludu Akan systematycznie oszukiwali swoich partnerów.
Czy Afrykanie „chrzcili” złoto?
Według tych źródeł, złoto miało być celowo „rozcieńczane” srebrem, miedzią, a nawet mieszane z piaskiem i szkłem. Europejczycy, nie ufając jakości kruszcu, często niszczyli kunsztowne wyroby jubilerskie, traktując je jedynie jako surowiec do przetopienia.
W efekcie ogromna część dziedzictwa kulturowego Afryki Zachodniej bezpowrotnie zniknęła w europejskich piecach hutniczych. Mimo tego, że brakowało fizycznych dowodów, które pozwoliłyby zweryfikować oskarżenia Europejczyków. Aż do teraz.
Piraci pomagają rozwiązać zagadkę
Przełom przyniosły badania wraku „Whydah Gally” – statku niewolniczego, który w 1717 roku został przejęty przez słynnego pirata Samuela „Czarnego Sama” Bellamy’ego i stał się jego okrętem flagowym.
Jednostka zatonęła w tym samym roku podczas sztormu u wybrzeży Massachusetts, zabierając na dno łupy zrabowane z co najmniej 50 innych statków. Dzięki temu nieszczęśliwemu zdarzeniu, wrak stał się unikatową, precyzyjnie datowaną kapsułą czasu, chroniącą przedmioty, które nigdy nie trafiły do europejskich hut.
We wraku było też kilkaset złotych artefaktów: od samorodków i monet, po fragmenty biżuterii wykonane z kruszcu z wydobywanego przez lud Akan – to dzisiejsze terytorium Ghany. To właśnie te przedmioty, wydobyte z morskich głębin posłużyły zespołowi pod kierownictwem dr. Tobiasa Skowronka z Uniwersytetu w Bonn do przeprowadzenia pionierskich analiz. Z wynikami można się zapoznać w czasopiśmie „npj Heritage Science”.
Wiązki elektronów zamiast domysłów
Aby rozstrzygnąć spór trwający od stuleci, naukowcy wykorzystali najbardziej zaawansowane, nieniszczące metody badawcze: przenośną fluorescencję rentgenowską (pXRF) oraz skaningową mikroskopię elektronową z analizą EDS. Badanie 70 próbek z wraku było wyzwaniem, ponieważ przedmioty spędziły ponad 300 lat w słonej wodzie, co doprowadziło do korozji powierzchniowej i zanieczyszczenia metalu osadami z otaczającego żelaza. Naukowcy musieli precyzyjnie oddzielić te zewnętrzne warstwy od faktycznego składu stopu.
Analiza chemiczna skupiła się na proporcjach złota, srebra i miedzi. Wyniki uzyskane w laboratoriach Niemieckiego Muzeum Górnictwa zostały następnie porównane z danymi geologicznymi dotyczącymi naturalnych złóż złota w Ghanie. Dzięki takiemu podejściu, po raz pierwszy w historii, obiektywne dane naukowe można było zestawić z subiektywnymi relacjami kolonialnymi. Czy faktycznie złoto było „chrzczone”?
Geologia oczyszcza imię ludu Akan
Wyniki badania są jednoznaczne. Analizy wykazały, że to, co Europejczycy brali za dowód oszustwa – zawartość srebra sięgająca niekiedy 25% – jest w rzeczywistości naturalną cechą geologiczną złóż w regionie Ashanti Gold Belt. Dawni handlarze po prostu oferowali kruszec o takim składzie, jaki występował w ich ziemi.
Jeśli chodzi o miedź, jej zawartość była nieco wyższa niż w samorodkach, ale wciąż wynosiła zazwyczaj około 1%, co nie wpływało na barwę metalu. Badacze sugerują, że ta niewielka domieszka mogła być celowa, by utwardzić cienkie i delikatne odlewy lub była wynikiem przypadkowego zanieczyszczenia tygli w warsztatach rzemieślniczych.
Do dziś w Ghanie wydobywa się złoto. Praca ta odbywa się w bardzo trudnych warunkach.
Kontynuacja złotych badań
Badanie dr. Skowronka udowadnia, że europejskie oskarżenia wynikały z ignorancji geologicznej, a nie z nieuczciwości Afrykanów. To nie koniec badań. Teraz eksperci chcą sprawdzić, czy do wyrobu artefaktów Akan używano wyłącznie lokalnego kruszcu, czy także złota z Ameryki Południowej i Środkowej. W XVIII wieku, ze względu na gorączkę złota w brazylijskim regionie Minas Gerais, złoto z obu Ameryk mogło trafiać do Afryki Zachodniej w drodze wymiany za niewolników.
Źródło: npj Heritage Science
Nasz autor
Szymon Zdziebłowski
Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. dwa przewodniki turystyczne po Egipcie, a ostatnio – popularnonaukową książkę „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” o największej egipskiej piramidzie. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek. Lubi poznawać nieznane zakamarki Niemiec, zarówno na dwóch kółkach, jak i w czasie górskiego trekkingu.

