Operacja „Dunaj” złamała ideały. To tragedia Praskiej Wiosny i plama na polskim honorze
Rok 1968 zajmuje szczególne miejsce w kalendarium Europy Środkowej. To właśnie wtedy przeprowadzona została operacja „Dunaj”, czyli zbrojna interwencja państw Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Nie była to jednak zwykła misja militarna, a wydarzenie, podczas którego polski mundur, wbrew narodowej tradycji walki „za wolność waszą i naszą”, stał się narzędziem opresji. Mówimy tu o jednym z najbardziej kontrowersyjnych rozdziałów w historii Ludowego Wojska Polskiego, niosącym za sobą konsekwencje odczuwalne przez kolejne dekady.

Spis treści:
- Herezja z ludzką twarzą
- Dyplomatyczny szantaż i wojskowe przymiarki
- Polska armia w gotowości
- Noc inwazji
- Plama na honorze armii
- Następstwa inwazji
Historia niejednokrotnie udowadniała, że w starciu z ideologią poczucie obowiązku wojskowego jest skazane na porażkę. Wbrew narodowej tradycji, pchnięte do roli agresora Wojsko Polskie przez około dwa miesiące pełniło funkcje okupacyjne na terenie Czechosłowacji. Dla komunistycznych władz operacja „Dunaj” okazała się wielkim sukcesem logistycznym i dowodem sprawności armii. Dla zwykłego żołnierza stanowiła źródło wstydu, a dla każdego mieszkańca najechanego kraju oznaczała tragedię, która pogrzebała marzenia o normalności.
Herezja z ludzką twarzą
Haniebna operacja „Dunaj” była następstwem marzeń o naprawie systemu, który okazał się całkowicie niereformowalny. W latach 60. XX wieku Czechosłowacka Republika Socjalistyczna tkwiła w głębokim marazmie gospodarczym i politycznym. Rządy Antonína Novotnego, stalinowskiego dogmatyka, doprowadziły do skrajnego usztywnienia struktur państwowych i dławienia wszelkiej inicjatywy intelektualnej. W kraju wrzało, nie tylko w kręgach inteligencji, ale także wewnątrz samej Komunistycznej Partii Czechosłowackiej.
Przełom nastąpił w styczniu 1968 roku, wraz ze zmianą na stanowisku I sekretarza KPCz. Aleksander Dubček stał się symbolem przemian znanych jako Praska Wiosna. Obalenie socjalizmu nie było jego celem. Dubček chciał po prostu go uczynić znośnym dla obywateli, wprowadzając koncepcję „socjalizmu z ludzką twarzą”. Program ten zakładał zniesienie cenzury, przywrócenie wolności słowa, liberalizację gospodarki poprzez ograniczone urynkowienie oraz federalizację państwa, co miało zapewnić równouprawnienie Słowakom.
Dla Moskwy i pozostałych liderów bloku wschodniego reformy te brzmiały jak wypowiedzenie posłuszeństwa. Breżniew widział w Praskiej Wiośnie niebezpieczny precedens, który mógł wywołać efekt domina w całym bloku. Szczególną rolę w podgrzewaniu atmosfery wokół Czechosłowacji odegrał Władysław Gomułka, I sekretarz KC PZPR. Sam borykający się z kryzysem po wydarzeniach marca 1968 roku, obawiał się, że czechosłowacka „zaraza wolności” przeniesie się na polskie uniwersytety i do zakładów pracy.
Dyplomatyczny szantaż i wojskowe przymiarki
Zanim czołgi przekroczyły granicę, doszło do serii spotkań, które miały zmusić Dubčeka do wycofania się z reform. Już w marcu 1968 roku w Dreźnie radzieccy i polscy liderzy otwarcie zaatakowali kierownictwo KPCz, oskarżając je o dopuszczenie do głosu sił kontrrewolucyjnych. Podczas tego spotkania Breżniew miał sugerować, że obecność generałów na naradzie nie jest przypadkowa i oznacza gotowość do udzielenia „natychmiastowej pomocy”.
Kluczowym elementem przygotowań do inwazji były manewry wojskowe o kryptonimie „Szumawa”, które odbyły się w czerwcu i lipcu 1968 roku na czechosłowackim terytorium. W ten sposób siły Układu Warszawskiego zyskały okazję do dokładnego rozpoznania terenu, dróg i rozmieszczenia jednostek Armii Czechosłowackiej. W ćwiczeniach uczestniczyły polskie sztaby, w tym dowództwo 10. Dywizji Pancernej, co de facto stało się fundamentem późniejszego sprawnego ataku.
Ostatnią próbą dyplomatyczną były rozmowy w Ciernej nad Cisą, które odbyły się na przełomie lipca i sierpnia. Radzieccy politycy starali się wywrzeć presję na Dubčeku, jednak mimo osiągnięcia pozornego porozumienia w Moskwie już wcześniej zapadła decyzja o użyciu siły. 15 lipca 1968 roku w Warszawie sformułowano list pięciu partii komunistycznych, który de facto stanowił ultimatum – bezpieczeństwo Czechosłowacji uznano za wspólną sprawę całego obozu socjalistycznego, co później stało się podstawą doktryny Breżniewa.
Polska armia w gotowości
Udział Polski w inwazji był planowany z ogromnym rozmachem. Na polecenie generała Wojciecha Jaruzelskiego, ówczesnego ministra obrony narodowej, pod koniec lipca sformowano 2. Armię Wojska Polskiego. Był to związek operacyjny, utworzony głównie na bazie Śląskiego Okręgu Wojskowego i wzmocniony dodatkowymi jednostkami z Warszawy i Krakowa.
Dowództwo nad 2. Armią objął generał brygady Florian Siwicki, wówczas szef sztabu Śląskiego Okręgu Wojskowego. Była to nominacja kluczowa. Siwicki, postrzegany jako sprawny, lojalny oficer, cieszył się dużym zaufaniem radzieckich dowódców. Całość sił interwencyjnych podlegała marszałkowi Iwanowi Jakubowskiemu, natomiast polskie jednostki operowały w ramach 1. Grupy Wojsk „Północ”, którą dowodził radziecki generał Iwan Pawłowski.
W skład grupy weszły także:
- Gwardyjska Armia Pancerna,
- Gwardyjska Armia Pancerna.
Polskie zadania operacyjne koncentrowały się na zajęciu obszaru północnych i wschodnich Czech. Chodziło o odcięcie strategicznych połączeń kolejowych i drogowych oraz zneutralizowanie stacjonujących tam jednostek czechosłowackich.
Noc inwazji
Operacja „Dunaj” rozpoczęła się w nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku, o godzinie 23:00. Była to jedna z największych operacji powietrzno-lądowych w powojennej Europie. Już o 22:00 radzieccy żołnierze z 11. Dywizji Powietrznodesantowej wylądowali na lotnisku Ruzyně w Pradze, przejmując kontrolę nad ruchem lotniczym i otwierając drogę dla kolejnych transportowców z ciężkim sprzętem.
Polskie oddziały ruszyły niemal jednocześnie. Główne kolumny 11. Dywizji Pancernej i 4. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej przekroczyły granicę w okolicach Lubawki i Mieroszowa. O północy w czechosłowackim radiu zamiast hymnu czy komunikatów rządowych rozbrzmiał popularny polski hit zespołu No To Co – „Po co mi ten kwiat czerwony”. Był to sygnał, że kontrola nad sferą informacyjną została przejęta przez siły interwencyjne. Do rana 22 sierpnia większość wyznaczonych celów w polskiej strefie operacyjnej została osiągnięta. Wojsko Polskie obsadziło kluczowe miasta: Hradec Králové, Pardubice, Trutnov i Šumperk.
Armia najechanego kraju była w zasadzie bezsilna. Zgodnie z rozkazem prezydenta Ludvíka Svobody, żołnierze nie stawiali oporu zbrojnego, choć w wielu miejscach dochodziło do napiętych incydentów. Polscy oficerowie wspominali później, że czuli „moralnego kaca”, widząc zdziwienie i pogardę w oczach czeskich kolegów, z którymi jeszcze kilka tygodni wcześniej ramię w ramię uczestniczyli w manewrach.
Plama na honorze armii
W zamyśle strategicznym interwencja była bezkrwawa. Należy jednak podkreślić, że okupacyjna rzeczywistość miała też tragiczne skutki. Najmroczniejszym symbolem polskiej obecności w Czechosłowacji stała się zbrodnia w Jiczynie, dokonana 7 września 1968 roku. Nie mówimy tu o zaplanowanej operacji wojskowej, a o rezultacie całkowitego rozprężenia dyscypliny i demoralizacji żołnierzy, stacjonujących w nieprzyjaznym środowisku.

Wieczorem pięciu żołnierzy stacjonujących w Úlibicach spożywało alkohol. Po wypiciu znacznej ilości mocnego trunku szeregowy Stefan Dorna oraz starszy szeregowy Zygmunt Zapasa wyruszyli do centrum Jiczyna. Tam doszło do sprzeczki z grupą czeskich cywilów. Pijany i agresywny Drona odbezpieczył karabin i otworzył ogień do przypadkowych ludzi i żołnierzy, którzy próbowali go powstrzymać. Zginęło dwoje cywilów, Jaroslav Veselý i Zdenka Klimešová. Siedem osób zostało rannych, w tym dwaj polscy żołnierze, których napastnik postrzelił, gdy próbowali go obezwładnić.
Okrucieństwo polskiego żołnierza było porażające. Rannego dobił serią strzałów w głowę. Jedną z przypadkowych kobiet pobił, a drugą – próbował zgwałcić. Po zatrzymaniu został skazany przez sąd w Kłodzku na karę śmierci, którą później zamieniono na 25 lat więzienia.
Krzyk w obronie honoru narodu
Polskie społeczeństwo nie przyglądało się biernie tym wydarzeniom. W wielu miastach na murach pojawiały się hasła potępiające inwazję. Polska sekcja czechosłowackiego radia w Ostrawie i redakcja „Głosu Ludu” otwarcie potępiły „braterską pomoc”. Najgłośniejszą i najtragiczniejszą formę przybrał jednak protest Ryszarda Siwca.
8 września 1968 roku, podczas ogólnokrajowych dożynek na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie ten 59-letni filozof i były żołnierz Armii Krajowej dokonał aktu samospalenia. Na trybunach zasiadali najwyżsi dygnitarze z Gomułką i Cyrankiewiczem na czele, a wokół znajdowało się 100 tysięcy widzów. O 12:15, gdy na murawę wbiegła młodzież tańcząca poloneza, Siwiec rozrzucił ulotki o treści: „Za naszą i waszą wolność! Honor i Ojczyzna!”, oblał się benzyną i podpalił. Płonąc, nie pozwalał się ugasić, krzycząc: „Protestuję przeciwko agresji na bratnią Czechosłowację!” i „Usłyszcie mój krzyk!”.
Następstwa inwazji
Ostatnie polskie jednostki opuściły terytorium Czechosłowacji 12 listopada 1968 roku o 7:00. Skutki polityczne interwencji Układu Warszawskiego w Czechosłowacji były katastrofalne. Rozpoczął się proces „normalizacji”, który oznaczał całkowite odejście od reform Praskiej Wiosny. Aleksander Dubček został zmuszony do ustąpienia, a jego miejsce zajął Gustáv Husák.
W sferze międzynarodowej inwazja została „zalegalizowana” przez Doktrynę Breżniewa, która głosiła, że suwerenność państw socjalistycznych jest ograniczona interesem całego bloku. Zasada ta stała się ideologicznym fundamentem radzieckiej dominacji w Europie Środkowej aż do końca lat 80.
Mówiąc o następstwach operacji „Dunaj”, nie można przemilczeć jej wpływu na relacje polsko-czeskie. Dla Czechów i Słowaków Polacy na długo przestali być „bratnim narodem”, a stali się częścią okupacyjnej machiny, która zdławiła ich najpiękniejszy zryw demokratyczny. Za udział w tym haniebnym czynie polska strona przeprosiła dopiero po upadku komunizmu. Rany w końcu zaczęły się zabliźniać, jednak cień 1968 roku powracał wielokrotnie w dyskusjach o wspólnej historii.
Źródło: National Geographic Polska
Artur Białek
Współpracownik National-Geographic.pl. Wcześniej związany m.in. z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. Pisał dla tytułów takich jak: „Kulisy Powiatu”, „AndroidNow” (gdzie pełnił także funkcję redaktora naczelnego) i „Bezpieczna Podróż”. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale bardziej z przypadku niż zamiłowania. Jego największą pasją są podróże, zwłaszcza do miejsc wysokich, stromych i skalistych. Niewiele brakuje mu do zdobycia Korony Gór Polski, ale jego ambicje sięgają dalej. Lepiej niż w otoczeniu betonu i wielkopłytowej zabudowy czuje się wśród drzew i gór, które są jego największą miłością (zaraz obok ekosystemów leśnych), a obiektyw jego aparatu woli architekturę zabytkową niż nowoczesną. Najbardziej interesuje go historia współczesna, jako ta najlepiej poznana i pozostawiająca najmniej znaków zapytania. Wszystkie zwierzęta uważa za równorzędnych mieszkańców Ziemi. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w „National-Geographic.pl” pisze przede wszystkim o przyrodzie i historii. Zagorzały przeciwnik betonozy. Prywatnie opiekun dwóch wspaniałych gryzoni.

