Reklama

Spis treści:

  1. Czy chrześcijaństwo wyparło dawne wierzenia Słowian?
  2. Boruta, utopce i zioła zbierane o północy. Tak działał świat dawnych wierzeń
  3. Nago, tyłem i o północy. Tak próbowano zdobyć miłość i szczęście
  4. Kichnięcie, kometa i pierwsza kąpiel dziecka. Tak odczytywano znaki

Magia, wróżby i rytuały ochronne przez stulecia były częścią codziennego życia. Pomagały oswoić chorobę, niepewność, pogodę czy sprawy sercowe, a dawne wierzenia często przenikały się z chrześcijaństwem i późniejszym folklorem. Nie wszystkie zwyczaje przypisywane dziś średniowieczu rzeczywiście pochodzą z tej epoki, ale wiele z nich pokazuje, jak silna była potrzeba dostrzegania w świecie ukrytych znaków i nadprzyrodzonych zależności.

Czy chrześcijaństwo wyparło dawne wierzenia Słowian?

Wraz z chrztem Polski i chrystianizacją ziem polskich zaczęły przenikać na nie wzorce kultury chrześcijańskiej Europy, w tym piśmiennictwo, architektura i nowe formy organizacji życia religijnego. Proces ten nie polegał jednak wyłącznie na łagodnym wchłanianiu wcześniejszych wierzeń. Kościół zwalczał dawne kulty i obrzędy, a jednocześnie niektóre lokalne zwyczaje stopniowo przekształcały się i otrzymywały chrześcijańskie znaczenie.

Tak było między innymi z obchodami przesilenia letniego, których elementy przetrwały w tradycji nocy świętojańskiej, choć ich forma zmieniała się przez stulecia. Podobnie chrześcijańskie obchody związane ze wspominaniem zmarłych mogły na ziemiach polskich przejmować pewne elementy wcześniejszych praktyk. Nie oznacza to jednak, że Dzień Zaduszny jest po prostu schrystianizowaną wersją dziadów. Równie ostrożnie należy mówić o zwyczajach takich jak topienie marzanny, zdobienie jaj czy śmigus-dyngus – mają one złożoną historię i nie zawsze da się je bezpośrednio wyprowadzić z religii przedchrześcijańskich. Jasełka natomiast są tradycją chrześcijańską, wyrosłą ze średniowiecznych widowisk bożonarodzeniowych, choć z czasem wchłonęły liczne elementy lokalnego folkloru.

W przedchrześcijańskich wierzeniach słowiańskich czczono różne bóstwa i istoty nadprzyrodzone, którym przypisywano wpływ na poszczególne sfery życia. Chrześcijaństwo wprowadzało odmienną wizję Boga, nieporównywalnego z lokalnymi bóstwami opiekuńczymi, jednak w praktykach religijności ludowej również zwracano się do świata nadprzyrodzonego z prośbą o pomoc w konkretnych sytuacjach.

Szczególną rolę odgrywał kult świętych, których proszono o wstawiennictwo: św. Krzysztofa w czasie podróży, św. Ulryka w chorobach i przy ranach, a św. Idziego między innymi w sprawach płodności. Według relacji Galla Anonima właśnie za wstawiennictwem św. Idziego miał przyjść na świat Bolesław Krzywousty. Jego rodzice, Władysław Herman i Judyta czeska, nie mogąc doczekać się syna, wysłali do opactwa Saint-Gilles w Prowansji poselstwo z darami, wśród których znajdował się złoty posążek przedstawiający chłopca. Kronikarz podaje, że jeszcze przed powrotem wysłanników księżna zaszła w ciążę.

Boruta, utopce i zioła zbierane o północy. Tak działał świat dawnych wierzeń

Wraz z chrystianizacją dawnym słowiańskim bóstwom, duchom i demonom coraz częściej nadawano nowe znaczenia. Istoty znane z wcześniejszych wierzeń bywały utożsamiane z diabłami, demonizowane albo spychane do sfery ludowych podań. Nie był to jednak jednolity ani planowy proces, a wiele znanych dziś postaci folkloru przybrało swoją ostateczną formę dopiero w czasach nowożytnych.

Dotyczy to między innymi Boruty, eleganckiego diabła związanego z zamkiem w Łęczycy, który według późniejszych legend pomagał ludziom w zamian za podpisanie cyrografu. Rokita był natomiast odrębną postacią polskiego folkloru, kojarzoną przede wszystkim z wierzbami, bagnami i terenami podmokłymi, choć w niektórych opowieściach występował obok Boruty. Do świata ludowych wierzeń należały również utopce, którym przypisywano zwodzenie ludzi nad wodą, oraz mamuny, przedstawiane zwykle jako niebezpieczne żeńskie demony zagrażające kobietom i małym dzieciom. Większość szczegółowych opisów tych istot znamy jednak z późniejszych przekazów etnograficznych, dlatego nie należy automatycznie uznawać ich za wierne świadectwo wierzeń średniowiecznych.

światowid
„Kult boga Świętowita”, ilustracja Iwana Jakowlewicza Bilibina z 1934 roku. Artysta przedstawił wyobrażenie obrzędu ku czci jednego z najważniejszych bóstw zachodniosłowiańskich. Dzieło pochodzi z kolekcji prywatnej. fot. Fine Art Images/Heritage Images/Getty Images

Kościołowi nie udało się całkowicie wyeliminować praktyk medycyny ludowej, w których wiedza o leczniczych właściwościach roślin często łączyła się z magią i rytuałem. Wierzono, że skuteczność ziół zależy nie tylko od ich rodzaju, lecz także od pory i miejsca zbioru – szczególną moc miały mieć rośliny zerwane o północy, o świcie, podczas nowiu albo na rozstajnych drogach. Wiedzę tę przechowywały kobiety nazywane znachorkami, zielarkami lub „mądrymi”, choć stosowane w różnych regionach określenia nie zawsze oznaczały dokładnie tę samą rolę. Część używanych przez nie roślin rzeczywiście mogła łagodzić niektóre dolegliwości, ale przypisywanie działania porze zbioru czy magicznym formułom należało już do sfery wierzeń.

Według późniejszych przekazów upokorzony przez żonę księżną Gryfinę książę Leszek Czarny próbował leczyć bezpłodność lub zaburzenia potencji preparatami sporządzonymi przez lekarza Marcina z Krakowa ze sproszkowanych żab i węży, jednak kuracja nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. Znacznie bardziej racjonalne podstawy miało stosowanie naparu z kwiatów lipy, miodu i rumianku. Z dawnych praktyk wywodzi się także zwyczaj straszenia osoby cierpiącej na czkawkę. Jego skuteczność nie jest jednak potwierdzona, a przekonanie, że gwałtowny przestrach może „wypędzić” dolegliwość z organizmu, należało przede wszystkim do świata ludowych wyobrażeń o chorobie.

Nago, tyłem i o północy. Tak próbowano zdobyć miłość i szczęście

Uważna obserwacja pogody i cyklu prac gospodarskich znajdowała odzwierciedlenie w licznych przysłowiach kalendarzowych. Do dziś znane jest powiedzenie „Barbara po wodzie, Boże Narodzenie po lodzie”, choć podobnych reguł nie należy traktować jako niezawodnych prognoz. Podobnie tak zwani zimni ogrodnicy oznaczają tradycyjnie okres przypadający w połowie maja, kiedy może nastąpić ochłodzenie. Nie jest to jednak zjawisko występujące regularnie każdego roku.

W dawnych wierzeniach ludowych ważne miejsce zajmowały także praktyki mające zapewnić powodzenie w miłości. Szczególną moc przypisywano nasięźrzałowi pospolitemu, roślinie znanej już w dawnym polskim nazewnictwie, choć szczegółowe opisy związanych z nią rytuałów pochodzą głównie z późniejszych przekazów folklorystycznych. Według jednego z nich kobieta miała udać się po ziele nocą, nago i tyłem, a podczas jego zrywania wypowiadać zaklęcie: „Nasięźrzale, rwę cię śmiele, pięcią palcy, szóstą dłonią, niech się za mną chłopcy gonią”. Rytuał ten miał służyć nie tyle zachowaniu urody, ile wzbudzeniu zainteresowania mężczyzn. Sam nasięźrzał nazywano kwiatem paproci.

Uczucie konkretnej osoby próbowano natomiast wywoływać za pomocą rozmaitych środków dodawanych do jedzenia lub napojów, takich jak lubczyk, a w niektórych przekazach również krew menstruacyjna. Do praktyk magii miłosnej należało też palenie figurki mężczyzny ulepionej z ciasta, aby – zgodnie z zasadą podobieństwa – zapłonął uczuciem tak jak ona. Próby zapobiegania ciąży również bywały łączone z rytuałami magicznymi. Jedna z takich praktyk polegała na skrapianiu krzewu czarnego bzu krwią menstruacyjną i wypowiadaniu słów: „Ty noś za mnie, a ja będę kwitła”. Były to jednak działania symboliczne, pozbawione rzeczywistej skuteczności antykoncepcyjnej.

Pomyślność nowego domu próbowano zapewnić między innymi za pomocą tak zwanych depozytów zakładzinowych, czyli przedmiotów umieszczanych pod fundamentami, progami lub przyciesiami budynku. Mogły one pełnić funkcję ofiary, zabezpieczenia przed nieszczęściem albo amuletu, choć nie każde znalezisko tego rodzaju należy automatycznie interpretować jako świadectwo praktyk magicznych. Obrzędy ochronne i wróżebne towarzyszyły również zawieraniu małżeństwa. Obsypywanie pary młodej ziarnem miało zapewniać dostatek, szczęście i liczne potomstwo. W niektórych tradycjach za siebie rzucano także chleb lub ser, jednak nie ma podstaw, by współczesne tłuczenie kieliszków uznawać za bezpośrednią kontynuację tego zwyczaju.

Kichnięcie, kometa i pierwsza kąpiel dziecka. Tak odczytywano znaki

Szczególne znaczenie przypisywano również pierwszej kąpieli dziecka. Do wody wkładano niekiedy jajko, ziarna lub inne przedmioty symbolizujące zdrowie, płodność i dobrobyt, a wodę po kąpieli wykorzystywano w dalszych czynnościach obrzędowych. Zakres i znaczenie tych praktyk różniły się jednak zależnie od regionu. Powszechnie noszono także amulety chroniące przed chorobami, urokiem i działaniem złych mocy.

Znaczenie wróżebne przypisywano wielu codziennym zdarzeniom. Interpretowano między innymi liczbę i okoliczności kichnięć, choć nie w każdej tradycji kichnięcie oznaczało dobrą wróżbę. Przyszłość próbowano odczytywać z cienia, kwiatów, liści, lotu ptaków, włosów, a także z wnętrzności zwierząt. Komety uznawano za zapowiedź wojen, epidemii, śmierci władców lub innych nieszczęść.

Część dawnych przesądów przetrwała do dziś, choć zazwyczaj w zmienionej i uproszczonej formie. Nadal spotyka się przekonania, że stłuczone lustro przynosi pecha, czarny kot zwiastuje nieszczęście, a przejście pod drabiną sprowadza niepowodzenie. Nie oznacza to jednak, że wszystkie te wierzenia pochodzą ze średniowiecza. Pokazuje raczej, że skłonność do dostrzegania znaków i przypisywania zdarzeniom ukrytych znaczeń nie była cechą wyłącznie jednej epoki.

Źródło: Uniwersytet Śląski

Nasza ekspertka

prof. Bożena Czwojdrak

Mediewistka z Uniwersytetu Śląskiego. Laureatka nagrody im. S. Herbsta (1999) oraz konkursu im. A. Heymowskiego (2004). Współredaktorka czasopisma „Średniowiecze Polskie i Powszechne”. Zajmuje się genealogią szlachecką i możnowładczą oraz badaniami nad dworami monarchów w Polsce późnego średniowiecza. Należy do Komisji Historycznej PAN, Towarzystwa Naukowego Societas Vistulana. Jest wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Heraldycznego oddział w Krakowie, przewodniczącą Zespołu Studiów Słowiańskich i Wschodnioeuropejskich Komitetu Nauk Historycznych PAN oraz kierownikiem Zespołu Badań nad Dworami i Elitami Władzy przy Instytucie Historii PAN w Warszawie. Współprowadząca podcast historyczny National Geographic Polska.
prof. Bożena Czwojdrak
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...