Reklama

Kiedy myślimy o mumiach, nasza wyobraźnia natychmiast wędruje ku spalonej słońcem dolinie Nilu lub jałowym, skrajnie suchym krańcom chilijskiej pustyni Atakama. Środowisko rzadko pozwala na przetrwanie tkanek miękkich w wilgotnym i ciepłym klimacie, przez co starożytne szczątki organiczne z takich rejonów uważa się za absolutne anomalie.

Odkryta na nowo w europejskich magazynach muzealnych mumia z subtropikalnego regionu Gran Chaco (znajdującego się na pograniczu Argentyny, Boliwii i Paragwaju) jest imponująca nie tylko przez swoją walkę z mechanizmami rozkładu, ale przede wszystkim pozwala inaczej spojrzeć na świat rdzennych wierzeń zza oceanu – a w nim granica między człowiekiem a zwierzęciem niemal całkowicie się zaciera. Żeby go jednak zrozumieć, należy porzucić na chwilę optykę mieszkańca Starego Kontynentu. Zrobione? To wejdźmy do krainy czarów.

Zagadkowy podarunek z subtropikalnego lasu

Historia tego niezwykłego artefaktu w Europie rozpoczęła się pod koniec XIX wieku. Dokładnie 28 maja 1892 roku tajemniczy darczyńca, zapisany w dokumentach jako Th. Lamp, przekazał nietypowy obiekt do Muzeum Etnograficznego w Kilonii. W 1995 roku zbiory te przejęło Muzeum Archeologiczne na zamku Gottorf w Niemczech. Przez ponad stulecie uważano, że to współczesne dzieło rzemiosła ludowego – ciekawostka przywieziona statkiem z Montevideo w Urugwaju. Ówczesna nota katalogowa opisywała znalezisko jako „wyjca z Gran Chaco w Argentynie, owiniętego w kobiecą szatę wykonaną z piór nandu”. Obiekt pozostawał kompletnie niezbadany aż do teraz.

Dr Bernardo Urbani wraz z zespołem postanowił zastosować pełen wachlarz nowoczesnych metod badawczych: od analiz genetycznych i fenotypowych, przez badania izotopowe, aż po datowanie radiowęglowe. Wyniki przyniosły sensację. Okazało się, że zwierzę nie jest współczesną pamiątką turystyczną, lecz okazem historycznym. Małpa zmarła między 1475 a 1644 rokiem, czyli na przełomie epoki prekolumbijskiej i wczesnokolonialnej.

Co więcej, to jedna z zaledwie dwóch znanych nauce mumii naczelnych pochodzących z Ameryki Południowej i jedyna w europejskich kolekcjach, która wywodzi się z lasu subtropikalnego. Zwierzę – młody samiec wyjca czarno-złotego (Alouatta caraya) – zostało poddane celowej i precyzyjnej taksydermii. Jego ciało wysuszono i wypchano materiałem przypominającym drewnianą słomę. Wykonawca celowo usunął oczy zwierzęcia (co ułatwiało pozbycie się psujących się tkanek miękkich), nienaturalnie poszerzył jego nozdrza oraz pozostawił szeroko otwarty pysk, aby wyeksponować ostre zęby.

Strój godny międzywymiarowego przewodnika

Badaczy najbardziej zaciekawił strój wyjca. Zwierzę zostało ubrane w białą, bawełnianą szarfę, do której skrupulatnie przymocowano pióra nandu (dużego, nielotnego ptaka nazywanego strusiem południowoamerykańskim). Druga szarfa została utkana z wełnianych nici, a wokół szyi małpy (pierwotnie tuż pod pachami) owinięto kołnierz wykonany z białych piór bociana lub czapli zamieszkującej region Gran Chaco.

mumia wyjca z Argentyny
Mumia wyjca wygląda nieco przerażająco, ale przypisywano jej magiczne moce. Fot. Archaeological and Anthropological Sciences (2026). DOI: 10.1007/s12520-026-02442-4

Eksperci z zakresu etnoprymatologii dostrzegli uderzające podobieństwo do ceremonialnych strojów, jakie nosili szamani z ludu Ishir zamieszkujący te same terytoria. Szata nie była przypadkowym materiałem – stanowiła precyzyjnie odwzorowany kostium rytualny. Wszystko wskazuje na to, że zwierzę zostało upolowane lub przez krótki czas było hodowane przy ludzkich domostwach, a po śmierci z zmumifikowane w ściśle określonym celu religijnym. Śledząc drogę handlową, dr Urbani wskazuje, że pojawienie się tego obiektu w Europie pod koniec XIX wieku odzwierciedla ówczesny niezwykle intensywny, kolonialny przepływ dóbr etnograficznych z rejonu rzeki Río de la Plata do prywatnych i publicznych kolekcji na Starym Kontynencie.

Święte wyjce, czyli łącznicy z deszczem i duszami chorych

Dlaczego akurat wyjec dostąpił tak ceremonialnego pochówku? Odpowiedź kryje się w bogatej mitologii rdzennych mieszkańców dorzecza Parany. Choć do naszych czasów nie przetrwały bezpośrednie zapiski wyjaśniające sam proces mumifikacji zwierząt w tym regionie, to wierzenia okolicznych plemion doskonale tłumaczą metafizyczny status tych naczelnych.

Dla ludu Qom (Toba) granica między ludźmi a zwierzętami była płynna – wierzono, że człowiek może bez przeszkód przekształcić się w małpę. Żyjący w wioskach szamani traktowali wyjce jako domowe zwierzęta wierząc, że dzięki nim zyskują magiczną opiekę przypisywaną dla całego gatunku. Umożliwiało im to rozmawianie z siłami natury: wiatrem, deszczem, chmurami oraz błyskawicami. Maski wykonane ze skóry tych naczelnych były kluczowym elementem rytuałów uzdrawiania.

Wyjce to ludzie przemienieni za karę?

Z kolei w kosmogonii ludu Guaraní wyjce były uważane za istoty ludzkie, które zostały przemienione w zwierzęta za karę, za złamanie zasad moralnych. Istniał mit mówiący, że małpy wspinające się na najwyższe korony drzew mogły odzyskać ludzką postać, zanim słońce skurczyło je i poparzyło. Co niezwykle istotne, charakterystyczny, basowy i donośny ryk tych zwierząt, niosący się po puszczy na odległość wielu kilometrów (w języku guarani nazywany karaja oporai), był uznawany za święty śpiew modlitewny. Rdzenni mieszkańcy wierzyli, że te potężne dźwięki mają moc uzdrawiania chorych oraz ochrony nowo narodzonych dzieci.

Dlaczego mumia jest tak specyficzna? Miała wielką moc

Złożenie tych wszystkich elementów w całość nie pozostawia złudzeń – spowity w pióra nandu i czapli wyjec pełnił funkcję szamańskiego łącznika między światem ziemskim a duchowym. – Pionierskie badanie pokazuje, że archeoprymatologia to niezwykle żyzna i obiecująca dyscyplina, która w najbliższych latach przyniesie kolejne, zdumiewające odkrycia – podsumowuje dr Urbani. Kto wie, ile jeszcze ich czeka w zakurzonych gablotach światowych muzeów?

Źródło: Archaeological and Anthropological Sciences

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...